Tego dnia o dziwo miałam dobry humor. Szybko się umyłam, ubrałam i uczesałam swoje brązowe włosy. Gdyby pół roku temu ktoś powiedziałby mi, że będę mieszkała w rodzinnym domu Louis'a Tomlinsona w Doncaster zwyczajnie bym go wyśmiała. Ale dzisiaj jestem tu gdzie jestem i powinnam być z siebie dumna. Rany na moich nadgarstkach już dawno się zagoiły i nie miałam zamiaru ich rozdrapywać. Mój chłopak umarł a ja w końcu się z tym pogodziłam. Koniec z rozpaczliwym oglądaniem się za siebie życie biegnie dalej i Jasper na pewno by nie chciał żebym została z tyłu.
Uśmiechnęłam się jeszcze do swojego odbicia w lustrze i cała w skowronkach zbiegłam na dół na śniadanie. W jadalni siedziała już Jay i bliźniaczki. Ile kroć spoglądałam na te dwie śliczne blondynki nie mogłam oprzeć się ich urodzie. Tak bardzo były podobne do swojego brata. Obdarowałam rodzicielkę Louis'a szczerym uśmiechem i dołączyłam do posiłku.
- Coś się stało? - kobieta zlustrowała moją sylwetkę od góry do dołu ze zdziwieniem w oczach.
- Wręcz przeciwnie. Wszystko jest idealne - stwierdziłam biorąc do ręki pachnącego jeszcze świeżego pomidora - jestem szczęśliwa - na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. ,,Dzisiaj zaczynam nowy rozdział'' - pomyślałam biorąc się za szykowanie kanapek.
- A co, albo raczek kto sprawił, że jesteś szczęśliwa? - Jay patrząc na moje blizny zapytała. Momentalnie zrobiło mi się strasznie głupio. Zaczęłam wstydzić się tego co jeszcze nie dawno robiłam.
- Wszyscy. Pani, Kim... Lou, Stan. Mogłabym wymieniać całymi dniami. Nawet wasz pies sprawia, że się uśmiecham - oznajmiłam pieszczotliwie głaszcząc Teda za uchem.
- Ciesze się, że mogliśmy Ci pomóc - stwierdziła brunetka.
- Czy mogłabym zaprosić na obiad moich rodziców i przyjaciółkę? - po dłuższej chwili zapytałam. Czułam, że nie jeste to odpowiedni moment na takie 'kółko zapoznawcze', ale zawsze warto było spróbować.
- Ależ oczywiście, słonko! Z wielką chęcią ich poznamy - powiedziała rodzicielka Louis'a wstając od stołu i zbierając brudne już talerze.
- Dziękuję! Jest pani boska! - rzuciłam jeszcze wybiegając na podskokach z jadalni. Nie znałam jeszcze zbyt dobrze okolicy więc dzisiaj miałam zamiar to zrobić.
Wyszłam przed dom i od razu poczułam zapach róż kwitnących w przydomowym ogródku. Moją twarz otuliło ciepłe słońce i od razu poczułam, że chce mi się żyć. ,,Mały spacer mi nie zaszkodzi'' - pomyślałam wybiegając na ulicę. Była 11:00 przed południem i wokół mnie biegała już gromadka dzieci bawiąca się w berka. Wtedy do mojej powróciły wspomnienia. Pamiętam jak ja i Jasper się tak bawiliśmy. Mogliśmy to robić całymi dniami byle by być blisko siebie. Już jako 5 latek brunet dawał mi kwiatki w prezencie i słodkie buziaki w policzek. Coś we mnie pękło i poczułam jak jedna samotna pełna żalu łza spłynęła po moim różowym policzku. ,,Weź się w garść! Nie czas teraz na sentymenty''- już po chwili w mojej głowie tkwiła tylko ta jedna myśl.
Dotarłam do jakiegoś parku i siadając na ławce wyciągnęłam z kieszeni telefon z zamiarem zadzwonienia do swojej mamy.
- Halo? - już po paru sygnałach w słuchawce usłyszałam głos rodzicielki.
- Cześć mamo! - szybko rzuciłam a uśmiech znowu zagościł na mojej twarzy.
-Witaj kochanie! Co tam u ciebie? - zapytała kobieta. Z jej głosu mogłam wyczuć, że jest trochę przygnębiona, że nie ma mnie przy niej.
- Wszystko w porządku! A słuchaj, dzwonie by zaprosić ciebie i tatę dzisiaj na obiad. Co ty na to?
- Jejku... jesteś kochana! Oczywiście, że przyjedziemy! - oznajmiła brunetka. Tym razem w jej głosie usłyszałam radość.
- Zaproszę jeszcze Kim! Widzimy się o 15! - oświadczyłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Szybko wybrałam jeszcze numer do przyjaciółki i przyłożyłam telefon do ucha.
- Hej Kim! - gdy tylko odebrała przywitałam się.
- Siema - odparła bez żadnego entuzjazmu. Dlaczego gdy ja mam dzisiaj dobry humor to cały świat jest smutny?!
- Ej? Co jest?
- Nic... po prostu wstałam dzisiaj lewą nogą - oznajmiła przyjaciółka.
- Wpadaj do mnie dzisiaj na obiad to poprawię ci nastrój!
- Serio gadasz? - tym razem wyczułam u niej masę entuzjazmu.
- Serio. Możesz się zabrać z moimi rodzicami. Oni też przyjeżdżają - stwierdziłam wstając z drewnianej ławki.
- No okej. Muszę już kończyć pa!
- No hej! - pożegnałam się i schowałam komórkę z powrotem do kieszeni. Postanowiłam wrócić już do domu. Po kilkunastu minutach siedziałam już w swoim pokoju rozmyślając nad tym co będzie gdy już spotkam się z 'Jasperem'. Jaki on jest? Jak wygląda? Masa pytań nie dawał mi spokoju. Uznałam, że najlepszym wyjściem będzie jakaś praca. Postanowiłam więc posprzątać przed obiadem.
Niecałe dwie godziny i hektolitry potu wylanego przeze mnie później cały dom błyszczał. Wysprzątałam calusieńki salon nie pozostawiając ani jednego ziarenka kurzu gdziekolwiek. A gdy weszło się do jadalni aż raziło od czystości. w kuchni krzątała się już Jay przygotowując obiad specjalny. Obie uznałyśmy, że najlepszym wyjściem będzie upieczenie kaczki i jakaś pożywna sałatka do tego.
Dochodziła już upragniona godzina 15. Z niecierpliwością oczekiwałam dzwonka do drzwi. Byłam strasznie podekscytowana, że Jay i jej córki poznają moją rodzinę i przyjaciółkę. W końcu doczekałam się upragnionego dzwonka i zerwałam się na równe nogi. Parę chwil później moi opiekunowie i Kim siedzieli już w jadalni przy stole i poznawali się z rodziną Louis'a. Obiad spędziliśmy cudownie. Moja mama ustaliła z rodzicielką Tommo, że będzie przysyłać pieniądze na moje utrzymanie do puki nie znajdę jakiegoś źródła dochodu.
Pora obiadowa minęła zadziwiająco szybko i musiałam się pogodzić z ty, że moi goście musieli wracać do domu. Po pożegnaniu ich wróciłam do stołu sprzątając brudne talerze i resztki obiadu.
Gdy umyłam naczynia wróciłam do siebie do pokoju i włączyłam laptopa. Postanowiłam jeszcze raz zajrzeć na czat. Po paru chwilach byłam już zalogowana. Jakie było moje zdziwienie gdy w 'dostępnych' zobaczyłam JEGO. Tak, ten 'Jasper' był dostępny. Nie wahając się ani chwili dłużej napisałam do niego.
Ja: hej xP
Jasper: Siema! co tam?
Ja: wszystko w jak najlepszym pożądku! powoli wracam do życia xP a tam?
Jasper: u mnie też jest ok ;D choć mogłoby być lepiej.
Ja: co jest?
Jasper: tylko tak zajebiści ludzie jak ja pracują w weekendy
Ja: ołł... wspułczuję xPP
Jasper: Nie zapomniałaś jeszcze o naszej randce w poniedziałek?
(czy on nazwał to spotkanie randką?!)
Ja: Nie. Nie zapomniałam ;)
Nasza rozmowa trwała dość długo. Rozmawialiśmy o wszystkim począwszy na pogodzie a zakończywszy na piłce nożnej. Ani się obejrzałam a była już 20:00 wieczorem. Znowu - dlaczego gdy mam dobry humor to czas tak szybko leci? Ale trzeba z tym jakoś żyć. Tego dnia nie miałam już siły robić nic więcej więc szybko przygotowałam się do spania. To już druga noc w tym łóżku i mam nadzieję, że nie ostatnia.
-------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Siema! Wracam z nowym rozdziałem! PRZEPRASZAM że jest tak późno ale przez kilka dni nie miałam internetu i weny... w ogóle nie wiedziałam co pisać ;// ale już jest dobrze i mam nadzieję że się na mnie nie gniewacie...
GORĄCOOO... ;__:
Zayn smoking bez koszulki dla was *.* .! Miłego dnia i zapraszam do komentowania!!
PS możecie podać mi w komentarzu swoje twittery to będe was informować na TT o nowym rozdziale <3

Hej hej hej rozdział świetny :) jak zwykle nie moge się doczekać tej ich randki ^.^ To mój TT : @Ti12X
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny :)
Hey! Twój blog został przeze mnie nominowany do Liebster Award!
OdpowiedzUsuńSzczególiki na: http://one-boy-one-girl-one-love.blogspot.com/
Gratuluję! Boski blog. :) ♥