wtorek, 3 września 2013

Rozdział dziewiąty.

 Niedziela.... dzień, który jest chyba moim ulubionym. Jeszcze więcej odpoczynku i jeszcze więcej nowych ludzi. Ten dzień miałam zamiar przeznaczyć na kolejną przechadzkę po Doncaster.
 Wstałam, ubrałam się i w miarę ogarnęłam włosy i całą resztę. Spojrzałam jeszcze na swoje odbicie w lustrze... od kilku dni czuję się taka szczęśliwa. Nie mam pojęcia czym to jest spowodowane ale chcę się tak czuć już do końca życia. Zbiegłam szybko na dół żeby coś przekąsić. Dlaczego nie zdziwiłam się, że reszta 'rodziny' już była w jadalni?
- Katie, słonko, wyspałaś się? - z uśmiechem na twarzy zapytała Jay. W prost nie mogę uwierzyć, że ta kobieta cały czas jest wesoła i miła wobec mnie. Uwielbiam ją.
- Tak, jestem wypoczęta jak nigdy. A która godzina? - nagle straciłam rachubę. Jeszcze przed chwilą czułam się jakby była 7 rano, ale za oknem musi być co najmniej koło południa!
- Jeste 12:30. Prawdę mówiąc jemy już obiad.. - uśmiechnęła się - Nie chciałam cię budzić. W lodówce masz naleśniki, jak chcesz. - oznajmiła Pani Tomlinson.
- Może później, dziękuję - powiedziałam dosiadając się do stołu.

 Mój wolny czas szybko mijał. Jego większość spędziłam w salonie czytając jakieś czasopisma i oglądając telewizję. Gdy tylko natrafiłam na jakiś program informacyjny przypomniałam sobie o Louis'ie. Przypomniałam sobie o jego problemach i byłam ciekawa jak to wszystko rozegra. Postanowiłam więc do niego zatelefonować. Gdy spojrzałam na ekran swojej komórki spostrzegłam, że dostałam esemesa.
"Masz jakieś plany na dzisiaj? Nie? To już masz! wpadnę po południu... ;P Czekaj!" - to bardzo miło, że Stan postanowił mnie odwiedzić. Odpowiedziałam mu szybko i wybrałam numer do Louis'a.
- No hej kochanie! - brunet od razu odebrał i powitał mnie tymi nadzwyczaj ciepłymi słowami. Kochanie?
- Cześć! Jak tam w "pracy"? - zaciekawiona zapytałam.
- Jest spoko. Za kilka godzin mamy koncert. Nie narzekam. A co tam u ciebie?
- No dobrze. Za niedługo przyjedzie Stan, więc nie będę się nudzić... - stwierdziłam - Myślę też, że od jutra zacznę rozglądać się za jakąś pracą.
- Jednak nie wracasz do szkoły?
- Na razie nie. Myślę, że dam sobie radę - oświadczyłam wychodząc z salonu.
- Na pewno dasz - jego słowa otuchy o dziwo naprawdę pomagały.
- A słuchaj.... jak tam się toczą sprawy z El? - trochę niezręcznie było mi o to pytać ale martwiłam się. Miałam nadzieję, że to zrozumie.
- Ohhh... - jego smutne westchnienie nie wróżyło nic dobrego - w zasadzie nic nowego. Badanie ojcostwa jest już w toku. Za kilka dni pewnie wszystko się wyjaśni - tak, w jego głosie dało się wyczuć zmartwienie.
- Będzie dobrze. Musi być. Nawet jeśli to dziecko jest twoje to przecież go nie odrzucisz - palnęłam bez namysłu.
- Tak - zabrzmiało niepewnie.
- Louis. Przepraszam. To zabrzmiało jakbym mówiła ci co masz robić. Naprawdę....
- Daj spokój. Dobrze powiedziałaś. Na pewno ni zejdę się z Eleanor, ale dziecko... - przerwał jakby o czymś myślał. Jakby dopiero teraz dotarło do niego, że będzie ojcem - dziecko to całkiem inna sprawa. To odpowiedzialność. I... sam nie wiem... może lepiej by było gdybym to ja był jego ojcem? Już sam nie wiem co mam myśleć - stwierdził Tomlinson. Zrobiło mi się strasznie przykro. TEN Louis pierwszy raz w swoim życiu nie wiedział co ma robić, co myśleć a najważniejsze co czuć. W tej chwili chciałam go tylko przytulić.
- Już nie myśl o tym tyle. Będzie co ma być - próbowałam go pocieszyć. Trochę głupio się poczułam, że robię to przez telefon. Czułam się winna, że nie mogę przy nim teraz być.
- Wiesz co? Mam jutro tylko jeden dzień wolnego ale przyjadę! - powiedział brunet, a jego głos momentalnie stał się weselszy.
- To czekam!
- Przyjadę..... po ciebie!
- Jak po mnie? - po mnie? o co chodzi? Byłam strasznie zdziwiona.
- Chcesz towarzyszyć mi w trasie? Byłoby fajnie! - całkowicie rozwalił mnie tym pytaniem. Z wrażenia prawie spadłam ze schodów w drodze do mojego pokoju.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Dopiero co się tu wprowadziłam. Chciałabym oswoić się z tym miastem - momentalnie ogarnęła mnie panika. Zaczęłam niezwłocznie tłumaczyć moją odmowę.
- Uspokój się! Dobrze.... może następnym razem. wszystko rozumiem - najwyraźniej brunet wyczuł moje zdenerwowanie i zaczął mnie uspokajać - ale wpadnę jutro!
- Dobrze, czekam. Muszę już kończyć. Chyba przyszedł Stan. Do jutra, pa! - pożegnałam się słysząc dzwonek do drzwi.
- Pa, słoneczko! - usłyszałam tylko odpowiedź i rozłączyłam się.
 W mgnieniu oka znalazłam się koło drzwi wejściowych i otworzyłam je... Do środka wpuściłam Stana i kogoś kogo się nie spodziewałam.
- Kim? Co ty tu.... - byłam kompletnie zdezorientowana.
- Przyjechałam ze Stan'em. Też się cieszę, że cie widzę...
- Sory. Po prostu się nie spodziewałam - już drugi raz dzisiaj zaczęłam się tłumaczyć. Dlaczego?
- Dobra. Może nawet już nie wchodźmy do pokoju tylko od razu pójdźmy do parku. Co? - zaproponował Stan. Z powrotem otwierając drzwi wejściowe. Razem z przyjaciółką zgodziłyśmy się i wszyscy ruszyliśmy w stronę parku.

- Jak tam u Louis'a? - gdy już usadowiliśmy na jednej z ławek w parku brunet zapytał.
- Ty nie wiesz?! - z lekkim żartem zapytałam.
- Nie nie wiem - odpowiedział obejmując mnie ramieniem.
- Sprawa jest w toku. Za kilka dni wszystko się wyjaśni - stwierdziłam.
- A jednak! Rozmawiałaś z nim! Wy naprawde nie możecie wytrzymać nawet jeden dzień bez zatelefonowania do siebie.
- Osz ty - po prostu dałam się wrobić. Cóż, jestem durna .
  Reszta tego popołudnia zleciała mi bardzo miło i przyjemnie. Około godziny 20:00 byłam już w swoim łóżku odpływając do krainy Morfeusza.
----------------------------------------------------------------------
Od autorki: Przez ten długi okres mojej nieobecności dużo się wydarzyło... Nie miałam kompletnie czasu na pisanie. Ale  postanowiłam z tego nie rezygnować.
Powracam z nowym rozdziałem!
W ten piątek przekonałam się, że marzenia się spełniają. Byłam na premierze "This Is Us" w Bielsko-Białej i było przecudownie. Wszyscy śpiewali, tańczyli, płakali i co tylko możliwe.
Nie moge się doczekać kiedy obejrzę go jeszcze raz! <3
Mam nadzieję, że rozdział się podoba! 
Chyba moja lubiona scena... tak na dobry początek liść od Louis'a :D
Wgl cały film był cudny !
Enjoy!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział ósmy.

 Tego dnia o dziwo miałam dobry humor. Szybko się umyłam, ubrałam i uczesałam swoje brązowe włosy. Gdyby pół roku temu ktoś powiedziałby mi, że będę mieszkała w rodzinnym domu Louis'a Tomlinsona w Doncaster zwyczajnie bym go wyśmiała. Ale dzisiaj jestem tu gdzie jestem i powinnam być z siebie dumna. Rany na moich nadgarstkach już dawno się zagoiły i nie miałam zamiaru ich rozdrapywać. Mój chłopak umarł a ja w końcu się z tym pogodziłam. Koniec z rozpaczliwym oglądaniem się za siebie życie biegnie dalej i Jasper na pewno by nie chciał żebym została z tyłu.
  Uśmiechnęłam się jeszcze do swojego odbicia w lustrze i cała w skowronkach zbiegłam na dół na śniadanie. W jadalni siedziała już Jay i bliźniaczki. Ile kroć spoglądałam na te dwie śliczne blondynki nie mogłam oprzeć się ich urodzie. Tak bardzo były podobne do swojego brata. Obdarowałam rodzicielkę Louis'a szczerym uśmiechem i dołączyłam do posiłku.
- Coś się stało? - kobieta zlustrowała moją sylwetkę od góry do dołu ze zdziwieniem w oczach.
- Wręcz przeciwnie. Wszystko jest idealne - stwierdziłam biorąc do ręki pachnącego jeszcze świeżego pomidora - jestem szczęśliwa - na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. ,,Dzisiaj zaczynam nowy rozdział'' - pomyślałam biorąc się za szykowanie kanapek.
- A co, albo raczek kto sprawił, że jesteś szczęśliwa? - Jay patrząc na moje blizny zapytała. Momentalnie zrobiło mi się strasznie głupio. Zaczęłam wstydzić się tego co jeszcze nie dawno robiłam.
- Wszyscy. Pani, Kim... Lou, Stan. Mogłabym wymieniać całymi dniami. Nawet wasz pies sprawia, że się uśmiecham - oznajmiłam pieszczotliwie głaszcząc Teda za uchem.
- Ciesze się, że mogliśmy Ci pomóc - stwierdziła brunetka.
- Czy mogłabym zaprosić na obiad moich rodziców i przyjaciółkę? - po dłuższej chwili zapytałam. Czułam, że nie jeste to odpowiedni moment na takie 'kółko zapoznawcze', ale zawsze warto było spróbować.
- Ależ oczywiście, słonko! Z wielką chęcią ich poznamy - powiedziała rodzicielka Louis'a wstając od stołu i zbierając brudne już talerze.
- Dziękuję! Jest pani boska! - rzuciłam jeszcze wybiegając na podskokach z jadalni. Nie znałam jeszcze zbyt dobrze okolicy więc dzisiaj miałam zamiar to zrobić.
 Wyszłam przed dom i od razu poczułam zapach róż kwitnących w przydomowym ogródku. Moją twarz otuliło ciepłe słońce i od razu poczułam, że chce mi się żyć. ,,Mały spacer mi nie zaszkodzi'' - pomyślałam wybiegając na ulicę. Była 11:00 przed południem i wokół mnie biegała już gromadka dzieci bawiąca się w berka. Wtedy do mojej powróciły wspomnienia. Pamiętam jak ja i Jasper się tak bawiliśmy. Mogliśmy to robić całymi dniami byle by być blisko siebie. Już jako 5 latek brunet dawał mi kwiatki w prezencie i słodkie buziaki w policzek. Coś we mnie pękło i poczułam jak jedna samotna pełna żalu łza spłynęła po moim różowym policzku. ,,Weź się w garść! Nie czas teraz na sentymenty''- już po chwili w mojej głowie tkwiła tylko ta jedna myśl.
 Dotarłam do jakiegoś parku i siadając na ławce wyciągnęłam z kieszeni telefon z zamiarem zadzwonienia do swojej mamy.
- Halo? - już po paru sygnałach w słuchawce usłyszałam głos rodzicielki.
- Cześć mamo! - szybko rzuciłam a uśmiech znowu zagościł na mojej twarzy.
-Witaj kochanie! Co tam u ciebie? - zapytała kobieta. Z jej głosu mogłam wyczuć, że jest trochę przygnębiona, że nie ma mnie przy niej.
- Wszystko w porządku! A słuchaj, dzwonie by zaprosić ciebie i tatę dzisiaj na obiad. Co ty na to?
- Jejku... jesteś kochana! Oczywiście, że przyjedziemy! - oznajmiła brunetka. Tym razem w jej głosie usłyszałam radość.
- Zaproszę jeszcze Kim! Widzimy się o 15! - oświadczyłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Szybko wybrałam jeszcze numer do przyjaciółki i przyłożyłam telefon do ucha.
- Hej Kim! - gdy tylko odebrała przywitałam się.
- Siema - odparła bez żadnego entuzjazmu. Dlaczego gdy ja mam  dzisiaj dobry humor to cały świat jest smutny?!
- Ej? Co jest?
- Nic... po prostu wstałam dzisiaj lewą nogą - oznajmiła przyjaciółka.
- Wpadaj do mnie dzisiaj na obiad to poprawię ci nastrój!
- Serio gadasz? - tym razem wyczułam u niej masę entuzjazmu.
- Serio. Możesz się zabrać z moimi rodzicami. Oni też przyjeżdżają - stwierdziłam wstając z drewnianej ławki.
- No okej. Muszę już kończyć pa!
- No hej! - pożegnałam się i schowałam komórkę z powrotem do kieszeni. Postanowiłam wrócić już do domu. Po kilkunastu minutach siedziałam już w swoim pokoju rozmyślając nad tym co będzie gdy już spotkam się z 'Jasperem'. Jaki on jest? Jak wygląda? Masa pytań nie dawał mi  spokoju. Uznałam, że najlepszym wyjściem będzie jakaś praca. Postanowiłam więc posprzątać przed obiadem.
 Niecałe dwie godziny i hektolitry potu wylanego przeze mnie później cały dom błyszczał. Wysprzątałam calusieńki salon nie pozostawiając ani jednego ziarenka kurzu gdziekolwiek. A gdy weszło się do jadalni aż raziło od czystości. w kuchni krzątała się już Jay przygotowując obiad specjalny. Obie uznałyśmy, że najlepszym wyjściem będzie upieczenie kaczki i jakaś pożywna sałatka do tego.
 Dochodziła już upragniona godzina 15. Z niecierpliwością oczekiwałam dzwonka do drzwi. Byłam strasznie podekscytowana, że Jay i jej córki poznają moją rodzinę i przyjaciółkę. W końcu doczekałam się upragnionego dzwonka i zerwałam się na równe nogi. Parę chwil później moi opiekunowie i Kim siedzieli już w jadalni przy stole i poznawali się z rodziną Louis'a. Obiad spędziliśmy cudownie. Moja mama ustaliła z rodzicielką Tommo, że będzie przysyłać pieniądze na moje utrzymanie do puki nie znajdę jakiegoś źródła dochodu.
 Pora obiadowa minęła zadziwiająco szybko i musiałam się pogodzić z ty, że moi goście musieli wracać do domu. Po pożegnaniu ich wróciłam do stołu sprzątając brudne talerze i resztki obiadu.
 Gdy umyłam naczynia wróciłam do siebie do pokoju i włączyłam laptopa. Postanowiłam jeszcze raz zajrzeć na czat. Po paru chwilach byłam już zalogowana. Jakie było moje zdziwienie gdy w 'dostępnych' zobaczyłam JEGO. Tak, ten 'Jasper' był dostępny. Nie wahając się ani chwili dłużej napisałam do niego.
Ja: hej xP
Jasper: Siema! co tam?
Ja: wszystko w jak najlepszym pożądku! powoli wracam do życia xP a tam?
Jasper: u mnie też jest ok ;D choć mogłoby być lepiej.
Ja: co jest?
Jasper: tylko tak zajebiści ludzie jak ja pracują w weekendy
Ja: ołł... wspułczuję xPP
Jasper: Nie zapomniałaś jeszcze o naszej randce w poniedziałek?
(czy on nazwał to spotkanie randką?!)
Ja: Nie. Nie zapomniałam ;)
 Nasza rozmowa trwała dość długo. Rozmawialiśmy o wszystkim począwszy na pogodzie a zakończywszy na piłce nożnej. Ani się obejrzałam a była już 20:00 wieczorem. Znowu - dlaczego gdy mam dobry humor to czas tak szybko leci? Ale trzeba z tym jakoś żyć. Tego dnia nie miałam już siły robić nic więcej więc szybko przygotowałam się do spania. To już druga noc w tym łóżku i mam nadzieję, że nie ostatnia.
-------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Siema! Wracam z nowym rozdziałem! PRZEPRASZAM że jest tak późno ale przez kilka dni nie miałam internetu i weny... w ogóle nie wiedziałam co pisać ;// ale już jest dobrze i mam nadzieję że się na mnie nie gniewacie...
GORĄCOOO... ;__:

Zayn smoking bez koszulki dla was *.* .! Miłego dnia i zapraszam do komentowania!!

PS możecie podać mi w komentarzu swoje twittery to będe was informować na TT o nowym rozdziale <3

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział siódmy.

- Ekhemm... powinniśmy już jechać - powiedział Louis gdy byliśmy już od siebie w bezpiecznej odległości. Nie ukrywam, że sytuacja stała się niezręczna.
 Brunet raptownie wstał z łóżka, chwycił torbę i poszedł na dół. Ja zostałam u siebie kompletnie zszokowana tym co się przed chwila stało. Po kilku chwilach otrząsnęłam się i pobiegłam do salonu. Tommo już tam na mnie czekał. Bez słowa opuściliśmy dom i wsiedliśmy do auta. Tak jak podejrzewałam - droga nie obeszła się bez milczenia.
 Dopiero w jej połowie zebrałam się żeby się odezwać.
- Louis, ja...
- Nie to ja przepraszam - Tomlinson przerwał mi - nie powinienem tak pochopnie postępywać - tłumaczył.
- A czy to coś zmieni?
- Mam nadzieję, że nie.
 I znowu  cisza. Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy a jednak czułam, ze jeszcze coś jest nie tak.
 W końcu dotarliśmy do Doncaster. Louis zaparkował przed domem i bez żadnego entuzjazmu wysiadł z samochodu. Było mi strasznie głupio. Powiedział, że ten pocałunek nic nie zmieni, a według mnie zmienił dużo... Postanowiłam uczynić to samo co on. Wzięłam torbę i ruszyłam do mojego nowego domu.
 W środku było pięknie. Nie mówię, że to jakaś willa czy coś, ale na pewno było tam ładniej niż w moim domu rodzinnym..
- Cześć! Jestem Lottie - przedstawiając się jedna z sióstr Louis'a podeszła do mnie.
- Katie - odparłam z uśmiechem.
- Chodź, pokażę ci twój pokój - oznajmiła dziewczyna łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
 Obie weszłyśmy do ogromnego pomieszczenia. Na środku stało wielkie dwuosobowe łóżko, a zaraz obok kremowy stolik nocny. Po prawej stronie pokoju znajdowało się wielkie okno, a tuż obok duża szafa. Zdziwiłam się gdy przy samym wejściu zobaczyłam biurko, na którym leżał laptop.
- Na serio TU będe mieszkać? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak. A czego się spodziewałaś? - odparła pytaniem Lottie
- Nie no, podoba mi się, ale trochę się boję żebym czegoś nie zepsuła - rzekłam w żarcie siadając na łóżku - A gdzie Louis?
- Nie wiem. Zapewne w swoim pokoju.. - odparła dziewczyna usadowiając się obok mnie - wszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym co zrobiła Eleanor. Mogła mu powiedzieć od razu, może jeszcze by to naprawili. A teraz? - tłumaczyła dziewczyna.
- Mogłabym jakoś pomóc?
- Jemu chyba wystarczy, że jesteś. Powiem co coś... - przysunęłam się bliżej mnie - on cię BARDZO polubił. To widać - oznajmiła szeptem z zawadiackim uśmiechem na twarzy po czym wyszła z pokoju.
 Co Lottie miała na myśli mówiąc, że Louis mnie polubił? To wszystko było bardzo dziwne.. Wstałam i rozpoczęłam swoje rozpakowywanie. Wtedy do pokoju zawitał Tommo.
- Jak ci się podoba? - zapytał próbując zamaskować swoje nieszczęście.
- Jest nieziemsko. Naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć! - byłam wniebowzięta.
- Katie... wiesz, że musimy pogadać - nagle udawane szczęście znikło z jego twarzy i stał się bardziej poważny.
- Wiem...- usiadłam z powrotem na łóżku i Tomlinson zrobił to samo
- Mam teraz dużo problemów i nie chciałbym żeby relacja z tobą stała się kolejnym - tłumaczył brunet.
- Ja też tego nie chcę...
- A jeśli chodzi o ten pocałunek to... ja naprawdę przepraszam.
- Oj! Nie przejmuj się już! Przecież to tylko zwykły pocałunek - pocieszałam go.
- To między nami wszystko ok?
- Ok - uśmiechnęłam się.
- Za chwilę będę się zrywał. Muszę jechać do Eleanor - stwierdził Louis wstając z łóżka.
- Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni.
- Pa - Tomlinson przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł
 Spojrzałam na zegarek - było ok 18:00. Rozpakowywanie zajęło mi jeszcze jakieś pół godziny. Potem zeszłam na dół na kolację. Rodzina Louis'a jest taka miła. Bardzo przyjemnie spędziłam z nimi ten wieczór.
 Około 20 byłam już gotowa na sen. Gdzieś tak w środku nocy obudziły mnie głośnie trzaski. Otworzyłam leniwie oczy i wtedy spostrzegłam, że za oknem rozszalała się burza. Okropnie się przestraszyłam i szybko zapaliłam lampkę nocną. Nie mogłam już potem zasnąć. Strasznie boję się burz. Nagle usłyszałam jak drzwi otwierają się. Do pokoju wszedł Louis w samych bokserkach.
- Miałem nadzieję, że śpisz... - oznajmił szeptem.
- W takiej chwili to ja jestem tylko narażona na zawał. Żadne spanie mi w głowie. A ty co tu robisz?
- Nie mam gdzie spać. W moim pokoju przecieka sufit - rzekł brunet kładąc się obok mnie.
- Przecieka sufit? Serio? Myślisz, że się na to nabiorę - ironicznie zapytałam Tomlinsona.
- No tak! Mój pokój już od dawna ma iść do remontu - tłumaczył Tommo. Nie wiem dlaczego ale jakoś nie chciało  mi się mu wierzyć.
- Do remontu powiadasz...? - droczyłam się z nim.
- Oj, już przestań! Idziemy spać - stwierdził Lou gasząc lampkę nocną. Położyłam się więc u jego boku. Brunet objął mnie swoimi ramionami. Dziwne uczucie. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. Nie bałam się już żadnej burzy. Po paru chwilach zasnęłam.

 Rano ze snu wyrwało mnie coś mokrego... to nie było miłe uczucie. Otworzyłam oczy i przed sobą zauważyłam dużego kudłatego psa. Leżał na moim brzuchu.
- Ted! Złaź z niej! - do pokoju wpadł Tommo skandując zwierzaka.
- Co to miało być - zapytałam żartem siadając na łóżku.
- Sory za niego. Daisy jeszcze go nie wytresowała - tłumaczył brunet głaszcząc owczarka po grzbiecie.
- Ale jest słodki.
- To prawda.
- A jak tam z Eleanor? - zaciekawiona spytałam się jednocześnie stając się poważną.
- Uznaliśmy, że... to znaczy ja uznałem, że chcę się upewnić czy to moje dziecko - opowiadał Louis.
- A jeśli jest twoje? - byłam lekko zaniepokojona.
- A jeśli jest moje to na pewno nie wrócę do Calder - stwierdził z uśmiechem.
- Będzie dobrze! - pocieszałam Tomlinsona.
- Przecież wiem - wstając oświadczył - muszę jeszcze się spakować. O 12 mam lot do USA. Wracam z chłopakami na trasę - powiedział brunet.
- A kiedy wrócisz? - zapytałam.
- No...  poniedziałek w prawdzie mam wolny i zastanawiam się czy przyjechać. Ale tak na 100 % na dłużej przyjadę za tydzień w sobotę - tłumaczył Lou.
- Co ja będe tu robić bez ciebie? - tylko troszkę udawałam zmartwioną.
- Masz Lottie, Fizzy i bliźniaczki no i jest jeszcze Ted - uśmiechnął się wskazując na łaciatego psa przyglądającego się naszej rozmowie - a poza tym nie jesteś tu zamknięta na klucz.
- Nie jestem... ale gdzie pójdę bez pieniędzy?
- O to się nie martw. Pożyczę ci trochę - rzekł brunet sięgając do kieszeni po portfel.
- Przestań! Zrobiłeś już dla mnie zbyt wiele... - postanowiłam sprzeciwić się jego 'pożyczce'.
- Nie marudź! Tylko bierz!
- Nie.
- Bierz, bo się zaraz rozmyślę - stanowczo dał mi do zrozumienia, że więcej odmowy nie przyjmie.
- No dobra, ale jak znajdę pracę to oddam ci wszystko co do grosza - oświadczyłam niechętnie biorąc gotówkę.
- Dobra, dobra... ja już spadam - rzekł Tomlinson i wyszedł z pokoju.
 O reszcie dnia nie ma co opowiadać. Miło spędziłam czas z Lottie. Z nią dogadywałam się najlepiej. Wyszłyśmy razem na zakupy i takietam...
 Wieczorem porozmawiałam trochę z 'Jasperem' i umówiał się z nim na poniedziałek o 20:00 w Starbuck'sie.
-----------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Rozdział tak późno, bo przez ten cały tydzień zastanawiał się czy go dodać...
Naprawdę bardzo dziękuję tej jednej osobie która skomentowała poprzedni rozdział. Z notki na notkę jest was coraz mniej - dlaczego?
A tak poza tym to GORĄCOOO *O* ...!
I na koniec taka prośba - jeśli przeczytasz to skomentuj... naprawdę zależy mi na tym <3
Czasami zastanawiam się czy nie przerwać pisania.. ;//
A tak na koniec przedstawiam wam moją tapetę *O* .!

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział szósty.

- I uznałam, że będzie dobrze jak się tam przeniosę - nie byłam pewna tej decyzji ale postanowiłam spróbować.
- No dobra. Zapytał jutro Tomlinsona kiedy będziesz mogła się wprowadzić. Jak coś to jutro do ciebie zadzwonię. A teraz idź już spać - owiadczył po czym zniknął z pokoju.
 Poszłam jeszcze szybko się umyć i przebrać w piżamę. Chwilę później byłam już gotowa by zapaść w błogi sen. ,,Dzień pełen wrażeni'' - szepnęłam jeszcze do siebie i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

 Jak nigdy obudziłam się wczesnym rankiem. Wstałam i ubrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie śniadania. Dom jak zwykle był pusty. Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie dwie kanapki z tuńczykiem. Wzięłam jednego gryza i poszłam do salonu. Strasznie się nudziłam. Bez internetu czułam się jak bez ręki.
 Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam by otworzyć. Bardzo się zdziwiłam gdy przed sobą zobaczyłam moją mamę.
- Wszystkiego najlepszego! - z uśmiechem niemalże wykrzyczała - mogę wejść?
- Jak już jesteś to wejdź - rzekłam po czym z powrotem udałam się do salonu. Mama szła za mną. Usiadałm na sofie i zapytałam - co cię tu sprowadza? - byłam jeszcze trochę na nią zła.
- Dobrze wiesz, że musimy pogadać. A poza tym dziś są twoje urodziny. Nie przepuściłabym takiego dnia - tłumaczyła rodzicielka.
- O czym mamy porozmawiać? Ja nie mam tobie nic do powiedzenia.
- Znam cię nie od dziś... wiem, że pierwsza nie ustąpisz. Dlatego chciałam cię przeprosić - nagle uśmiech zniknął z jej twarzy i stała się bardziej poważna.
- Mamo... ja też chciałam przeprosić. Moje zachowanie było nie do przyjęcia - nagle zrozumiałam, że postąpiłam bardzo niefajnie wobec niej.
- Czyli wszystko między nami ok?
- Oczywiście! - oznajmiłam z radością i przytuliłam swoją opiekunkę.
- No więc masz już dzisiaj 17 lat. I uznałam, że najlepszym prezentem dla ciebie ode mnie będzie to jak ci pozwolę na przeprowadzkę do Doncaster.
- Ale skąd ty wiesz o... - to co przed chwilą powiedziała mama chyba jeszcze do mnie nie dotarło...
- Heloo?! Przyjaźnię się z mamą Stan'a. Ona mi wszystko powiedziała - rzekła rodzicielka biorąc jedną z moich kanapek.
- No tak. A co do tej szkoły to ja... ja mogę wrócić!
- Możesz. Ale nie musisz. Nie ważne jaką decyzję podejmiesz. Tylko pomyśl też o przyszłości. Co będziesz mogła robić bez wykształcenia... - no i zaczęło się kazanie i te jej rady...
- Rozumiem, rozumiem. Jeszcze się zastanowię - oświadczyłam. Teraz nie wiedziałam jak mam postąpić.
- No dobra. Ja już muszę iść - mama wstała i już po chwili jej nie było. Znowu zostałam sama.
 Postanowiłam pooglądać telewizję. To co powiedziała dziennikarka w wiadomościach całkowicie mną wstrząsnęło: ,,Eleanor Calder, słynna brytyjska modelka, jest w ciąży. Media donoszą, że jest to dziecko jej byłego chłopaka Louis'a Tomlinsona, jednego z członków zespołu One Direction''. Dziwne.. już jakieś pół roku temu słyszałam, że ze sobą zerwali. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Wyłączyłam szybko telewizor i odebrałam. To był Stan
- Hej Katie! Nie mam zbytnio czasu więc przejdę od razu do sedna. Louis postanowił jeszcze dzisiaj po ciebie przyjechać.
- Dzisiaj?! Ale ja jeszcze się nie spakowałam! - zaczęłam swoja panikę - nie może jutro?
- Jutro już go nie ma. Wraca na trasę - tłumaczył brunet.
- No dobra. Może się jakoś wyrobię. A słuchaj, słyszałeś już o tej Eleanor? - nie mogłam się powstrzymać od tego pytania.
- Słyszałem. I będzie dobrze jak przy nim o tym nie będziesz wspominać. Jest załamany.
- Gadałeś z nim o tym? - nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się przejmować uczuciami Louis'a.
- Nie, nie gadałem. Ale słyszałem. Dało się wyczuć, że nie czuje się z tym dobrze - tłumaczył Stan.
- Mam nadzieję. że to się wyjaśni.
- Ja też. Ale teraz już naprawdę muszę kończyć. Pa! - nie czekając na moją odpowiedź przyjaciel rozłączył się.
 Szybko pobiegłam na górę żeby się spakować. Wyjęłam torbę z szafy i zaczęłam upychać do niej swoje ubrania. W tej chwili mój telefon ponownie zadzwonił. ,,Czy ja nie mogę mieć ani chwili spokoju?!'' - wręcz wykrzyczałam do siebie i odebrałam.
- Cześć Kate1 Masz trochę czasu by pogadać? - w słuchawce usłyszałam głos 'Jaspera'.
- Nie za bardzo..
- Ja też nie. Ale jestem w drodze do Londynu. To moja jedyna wolna chwila - oznajmił chłopak.
- Moglibyśmy się dzisiaj spotkać gdyby nie fakt, że się wyprowadzam.
- Szkoda... a poza tym coś tam nowego u ciebie? - zapytał zaciekawiony.
- Parę skandali... no i pogodziłam się z mamą - oświadczyłam radośnie.
- To się cieszę! Ale niestety muszę kończyć. Dojechałem właśnie do celu. Następnym razem może w końcu umówimy się na jakieś spotkanie?
- Może... pa!
- Hej! - rozłączył się. W tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. ,,To pewnie Louis'' - pomyślałam zbiegają na dół. Szybko otworzyłam drzwi. Miałam racje. Na progu stał Tommo ze swoją komórką w ręku. Nie wyglądał najlepiej...
- Cześć. Wejdź... - wpuściłam Tomlinsona do środka.
- Jesteś już gotowa? - zapytał gwiazdor grzebiąc w swoim i Androidzie.
- Tak. Chyba tak - rzekłam siadając przy stole w kuchni - na górze mam torbę. Lou?
- Tak?
- Dziękuję, że chcesz mnie przyjąć do siebie - w tej sytuacji czułam się trochę niezręcznie, ale podziękować trzeba było. .
- Nie ma sprawy - odpowiedział próbując się uśmiechnąć - pójdę po torbę.
 W tym momencie dostałam sms'a  od 'Jaspera': ,,Jutro pracuję, ale myślę, że w poniedziałek możemy gdzieś się razem wybrać''. Uśmiechnęłam się do siebie odpisując: ,,Masz szczęście, że nie mam jeszcze planów na ten dzień :D Poniedziałek może być''. Odłożyłam telefon na stół i poszłam na górę do Louis'a. Miałam nadzieję, że spotkam go na schodach z moją torbą jednak tak się nie stało. Gwiazdor siedział w moim pokoju na łóżku cały zmarnowany.
- Co się stało? - zapytałam.
- Jakbyś nie oglądała dzisiejszych wiadomości - powiedział a jego głos załamał się.
- Oglądałam... - atmosfera zrobiła się nie do zniesienia. Nie miałam pojęcia jak go pocieszyć.
- Eleanor jest w ciąży. Gdybym usłyszał to w telewizji nie uwierzyłbym... wczoraj się z nią widziałem. Już nawet nie musiała nic mówić... nie dało się tego nie zauważyć. Powiedział, że zaszła w ciąże przed samym zerwaniem.... Nie to, że nie chcę tego dziecka, ale ja już do niej nic nie czuję. Jak to będzie wyglądało? - zauważyłam, że po jego policzku spływa pojedyńcza łza. Usiadłam obok niego.
- Nie martw się... jakoś to będzie - próbowałam podnieść go na duchu. Nie pamiętam nawet kiedy nasze zbliżyły się do siebie. Dostrzegłam jego piękne błękitne oczy. Ani się obejrzałam a nasze usta złączyły się w  romantycznym pocałunku...
-----------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Ashfkhdsgkhfkjgh *O* Widzieliście już teledyski?? Jest mega.! No po prostu Best Video Ever! Najbardziej podoba mi się mina Zayn'a gdy śpiewa : ,,she said never in your wildest dreams'' .. On jest taki słodki! I ten taniec Niallera pod czas jego solówki!! Kocham! KOcham! Kocham! Kocham cały teledysk! Liam pod czas swojej solówki też jest słodki! I ten Lou <3 kjhgkfjs *O* .! Nie mogę ... A jak się Harry przyperdziela do Veroniki.... :D
Ale teraz już tak na poważnie.... cieszę się, że mój blog się wam podoba, bo tak szczerze mówiąc mi się nie podoba wcale. Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia i wgl.... zapraszam też do komentowania, bo chcem poznać waszą opinie ;P
,, You know, I know, you know I'll remember you'' ~Lou <3 No normalnie kocham!
Ten moment też jest dobry :D : ... *you know what i mean*




niedziela, 21 lipca 2013

Liebster Blogger Adward

(„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”)



Zostałam nominowana przez Sanchii

Odpowiedzi na pytania:

1. Miast... hmm.. mieszkam na wsi i nie często bywam w  jakimś mieście, ale chciałbym kiedyś jeszcze raz pojechać do Świnoujścia <2
2. Lubię róże... jak każdy *chyba* nie znam się na kwiatkach :D
3. Mam pełno starych zabawek z dzieciństwa ... <3 schowane w skrzyni na strychu ;*
4. Bloga prowadzę od niedawna... 10 lipca bodajże zaczęłam.
5. Lubię fotografikę.. czytam książki, pływam, piszę... dużo rzeczy !
6. Wybieram noc, bo uwielbiam moje zwariowane sny ! ;P
7. Moi rodzice prowadzą gospodarkę więc mam duuużo zwierząt... (krowy, świnie,  kury, kaczki, gęsi) a tak to mam dwa psy (Atos i Tobi) i trzy koty  (Milka, Maniek i Harry)
8. ,,Harry Potter" always... <3
9. Nwm.... może pierogi?
10. Zdecydowanie charakter... chociaż wygląd też się liczy!
11. Raczej nie jestem sentymentalana...

Moje pytania do osób nominowanych:

1. Ile obecnie prowadzisz blogów?
2. Gdzie najchętniej spędzasz wakacje?
3. Masz rodzeństwo? Jeśli tak to jakie?
4. Jaka jest twoja ulubiona piosenka One Direction?
5. Jesteś Directioner? Jeśli tak to od kiedy?
6. Co byś chciała osiągnąć w życiu?
7. Czego się najbardziej boisz?
8. Jakie filmy lubisz oglądać?
9. Czego w sobie nie lubisz?
10. Ile masz lat?
11. Jakiej muzyki słuchasz?

Blogi, które nominowałam:
1. http://irish-swaggie.blogspot.com/
2.http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
3. http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/ 

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział piąty.

- Jak ty sobie to wyobrażasz? Ja i Louis?! - byłam totalnie zaskoczona.
- No normalnie. Mieszkałabyś w jego rodzinnym domu w Doncaster - w Doncaster?
- No tak. Jego przecież i tak cały czas nie ma. Byłabyś tam z jego siostrami i mamą - tłumaczył spożywając w międzyczasie dostarczone frytki.
- Nie wiem... Musiałabym się zastanowić - nie byłam do końca pewna co do tego pomysłu.
 Chwilę jeszcze posiedzieliśmy w Nando's po czym wyszliśmy na małe zakupy. Kupiłam sobie krótkie dżinsowe spodenki. Obczaiłam też parę bluzek. Miałam zamiar wybrać sobie jedną.
- W paski? - z zawadiackim uśmiechem spytał Stan gdy oglądałam jeden z T-shirtów w paski.
- I co z tego, że w paski? _nic z tego nie rozumiałam
- Wiesz kto takie lubi nosić... - oznajmił tajemniczo.
- No kto?
- No jak kto ?! Louis... - kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Przestań! - mimo tego co powiedział brunet postanowiłam kupić tą bluzkę. Strasznie mi się spodobała.
 W drodze do domu w ogóle się nie odzywaliśmy. Nie miałam czasu na rozmowy. Cały czas zastanawiałam się nad propozycją Tommo. Zgodzić się czy nie? Z jednej strony chciałam tam pojechać - kiedyś to było jedno z moich największych marzeń, ale teraz... W moich oczach Louis zmienił się nie do poznania. A  może ja go wcale nie znałam...
 Ani się obejrzałam a byliśmy już pod domem.
- To hej - pożegnałam się z przyjacielem i ruszyłam w kierunku swojego domu.
- Yy? Kate?
- Oops! Sorki... jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Całkiem zapomniałam, że mieszkam przecież u Stan'a.
 Wróciłam się i weszliśmy do domu. W tym momencie dostałam SMS'a od Kim:
,, Jak zwykle to ja muszę wyciągać cię z pokoju :D wyjdziemy gdzieś? ''
 Po krótkim zastanowieniu uznałam, że to dobry pomysł. Odpisałam:
,, No OK. Możesz wpaść za pół godziny''
 Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje... Jestem weselsza i stałam się bardziej towarzyska. Ale chyba mi to nie przeszkadzało..
- Ja za chwilkę znikam... będę około... będę późno! - oznajmił Stan gdy już weszłam do salonu, w którym przebywał.
- Spoko... Nie musisz przecież mnie niańczyć. A poza tym ja też mam już plany - oświadczyłam siadając na kanapie. Chwilę później bruneta już nie było.
 Z nudów włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach telewizyjnych. Nie specjalnie lubiłm oglądać TV, ale trzeba było jakoś ten czas zabić. Kim miała przyjąć dopiero za pół godziny.
 Moje nic nierobienie przerwał dzwoniący telefon. Spojrzałam na ekran. 'Jasper'?
- Halo? -odebrałam zdziwiona.
- Halo? Kate? - odezwał się po paru sekundach
- Tak. A ty...
- Tak to ja.
- Ale ja dalej nie wiem jak masz na imię - ten chłopak coraz bardziej mnie zadziwiał. Pisze, dzwoni, ale imienia nie zdradzi. Dlaczego?
- Nie martw się. W swoim czasie się dowiesz. A na razie możesz mówić do mnie 'Jasper'. Jak do tych czas - oznajmił. W tej chwili poczułam jakbym ten głos już skądś znała... jakbym już rozmawiała z tą osobą.
- Niech ci będzie. A co skłoniło cię do zatelefonowania do mnie?
- No... już tyle razy ze sobą pisaliśmy. Chciałem w końcu cię usłyszeć - rzekł.
 ,,Znajomy głos'' - ta myśl cały czas tkwiła w mojej głowie.
- Uhmm... czy mi się wydaje czy my już wcześniej ze sobą rozmawialiśmy? - musiałam o to zapytać.
- Nie wiem... raczej nie. Choć kto wie może w poprzednim życiu? - w jego głosie dało się usłyszeć śmieszną tajemniczość - to chyba oznacza, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
- Ej! Ej! Ej! Nie zagalopowałeś się przypadkiem?
- No co? Nie lubię ukrywać swoich uczuć... dlatego też nie ukrywam, że cię lubię... - a mi szczęka opadła do samej ziemi. On mnie lubi?!
- Wiesz... lubić można każdego - odrzekłam z nadzieją, że to co powiedział nie było tym o czym ja myślę
- No ale ja cię tak lubię lubię - i w tym momencie odjęło mi mowę. Nie powiem, fajny chłopak z tego 'Jaspera', ale chciałem znaleźć kogoś z kim mogłabym pogadać z każdej porze dnia i nocy. Przyjaciela, a nie chłopaka -  jesteś jeszcze tam? - moje przemyślenia przerwał jego głos.
- Proszę cie... zachowujemy się się jak dzieci. Pierwszy raz do mnie zadzwoniłeś i mówisz mi takie rzeczy?! - nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam coś na poczekaniu i chyba dobrze mi to wyszło.
- Sory... ja tylko chciałem... nie ważne! wiesz co? Zapomnijmy o tym i  zacznijmy od nowa! - nie wiem dlaczego ale wyczułam w jego głosie smutek i zrezygnowanie. Zrobiło mi się go trochę szkoda.
- No OK. Hej Jasper! - uczyniłam to co zaproponował.
- Cześć Kate. Co tam u ciebie słychać?
- A nic nowego.. jak zwykle kupa problemów i nie wiadomo od czego zacząć - opowiadałam - a co u ciebie?
- Nie jest źle. Po jutrze wracam do pracy - oznajmił chłopak.
- O matko! Prawie bym zapomniała! Umówiłam się z przyjaciółką! Muszę już kończyć! Zadzwonię później! Pa!
- No to pa! - usłyszałam tylko jego odpowiedź i szybko rozłączyłam się.
 Wybrałam numer do Kim.
- Kim? Halo? - po kilku sygnałach odebrała a ja od razu zapytałam.
- No nareszcie! Dobijam się do ciebie od 15 minut! Gdzie ty jesteś?! - nie ukrywała swojego zdenerwowania.
- Cholera! Zapomniałam Ci powiedzieć. Jestem u Stan'a.
- Co?! Dlaczego u niego?!
- Przyjdź to wszystko ci opowiem... - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
 Po kilku sekundach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam by otworzyć.
- Co to ma znaczyć?! Dlaczego ty TU?! - już od progu zasypała mnie chmarą pytań-
- Spokojnie... wejdź to pogadamy.
 Poszłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie
- No to czekam...
 Opowiedziałam jej o kłótni z mamą i desperadzkiej przeprowadzce. Nie pominęłam też spotkania z Louis'em w galerii i rozmowy z 'Jasperem'. Tak jak myślałam po tym wszystkim była bardzo zaskoczona.
- I tak to wszystko wygląda...
- Ja... co? ty? Będziesz mieszkać z Louis'em? - oczywiście Directionerke tylko to zaciekawiło.
- Nie... Lou mieszka w Londynie.
- No tak... ale pod czas dni wolnych najczęściej przebywa w Doncaster.
- Ale tak poza tym jeszcze nie wiem czy przyjmę jego propozycję - oznajmiłam.
- Przyjmij! Przyjmij! Przyjmij! - jej ekscytacja sięgała granic.
- Jeszcze się zastanawiam - ze spokojem odpowiedziałam.
- No dobra. chyba już dzisiaj nigdzie nie wyjdziemy. Będe się się zwijać - oświadczyła Kim po czym wstała i ruszyła w stronę drzwi. Chwilę później zniknęła po ich drugiej stronie.
 Postanowiłam resztę dnia spędzić w swojej sypialni. Położyłam się na łóżku i rozpoczęłam swoje rozmyślanie... Przeprowadzić się do Louis'a czy nie?

- Kate? - obudził mnie głos Stan'a. Obudził? A no tak musiałam zasnąć.
- Tak? Która godzina? - odezwałam się przecierając zaspane oczy
- 22:00. Obudziłem cię bo mam dla ciebie prezent - oznajmił brunet wręczając mi jakąś torebkę
- A z jakiej to okazji?
- Jak to z jakiej? Jutro są twoje urodziny.
- Moje co? - kompletnie zapomniałam... jutro przecież 14 październik!
- Urodziny. Co ty o tak ważnym dniu zapomniałaś?! To ja pamiętałem. Ale cały jutrzejszy dzień mam zawalony dlatego chciałem Ci dać prezent jeszcze dzisiaj - tłumaczył.
 Otworzyłam torbę. W środku znalazłam parę złotych kolczyków z brylancikiem.
- Dziękuję! Są piękne! - oznajmiłam dając Stan'owi buziaka w policzek.
- Cieszę się, że ci się podobają. To ja już pójdę - rzekł brunet po czym odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
- Stan? - zatrzymałam go jeszcze.
- Tak? - odwrócił się i usiadł na łóżku obok mnie.
- Co do tej przeprowadzki do Doncaster to ja już zdecydowałam... oznajmiłam lekko zaniepokojona.
- I?
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Trochę późno ten rozdział ale... nie miałam czasu... ;// Tak się jaram BSE !!! Jeszcze nie minęła doba od premiery a ja już znam całą piosenkę na pamieć!! <3 kocham ją ;* Nie mogę się doczekać teledysku *O* .!
Chcę jeszcze raz podziękować wszystkim moim czytelnikom... mam nadzieję, że będzie was przybywać <3
Macie moje kolejne dzieło <3 tym razem Zayn !
Miłego dnia!


środa, 17 lipca 2013

Rozdział czwarty.

 Usiadłam na chodniku i rozpłakałam się... Co teraz będzie? Miałam mentlik w głowie. Tyle problemów i do tego utrata dachu nad głową. Moje myśli sprowadzały się do jednego - skończyć ze sobą - tylko jak?
- Może w czymś pomóc? - do moich uszu dotarło pytanie - gdzie się wybierasz? - obok mnie pojawił się Stan.
- Nie jestem już twoją sąsiadką znad przeciwka - oznajmiłam czując wielki żal do całego świata.
- Jeśli już nie jesteś moją sąsiadką to może miałabyś ochotę zostać moją lokatorką? - oświadczył brunet, a kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Nie żartuj sobie. Właśnie przeżywam dramat.
- Ale ja nie żartuję. Serio, mogłabyś pomieszkać u mnie przez te kilka dni, puki nie znajdziesz czegoś na stałe  - przykucnął obok mnie i objął ramieniem - pogadam tylko z mamą ale raczej nie będzie miała nic przeciwko.
- Serio gadasz? - spojrzałam w jego oczy próbując się uśmiechnąć.
- Serio. Chodź! - brunet złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Wziął moją torbę i ruszyliśmy do jego domu.

- Poczekaj tu. Pogadam z mamą - gdy już weszliśmy do ganku oznajmił i zniknął.
 Do czego to doszło.. Będę mieszkać ze Stan'em. Dziwne uczucie. Nie byłam pewna czy tak naprawdę to dobre rozwązanie.
- Jest lajcik! Chodź, pokażę Ci twój pokój - Stan już po chwili zaciągnął mnie na górę do mojego nowego lokum.
 Jedno dwuosobowe łóżko, szafa i biurko - tyle musiało mi wystarczyć na te kilka dni.
- Dziękuję! Nie wiem jak ci się odwdzięczyć.
- Wystarczy, że nie zrobił mi tu bałaganu. Nienawidzę sprzątać! - rzekł po czym z jego ust wydobyło się coś w rodzaju śmiechu.
- Nie martw się - klepnęłam chłopaka po ramieniu..
- Coś mała ta torba. Wydaje mi się, że nie zmieściłaś tam komputera - miał całkowitą rację. Komputera stacjonarnego przecież nie mogłam zabrać: a laptop, który został w domu należał  do mojego taty.
- Jakoś sobie poradzę...
- No OK. Ja na razie spadam. Możesz się rozgościć - rzucił i zniknął za drzwiami.
 Tyle się dzisiaj wydarzyło... Nie miałam ochoty myśleć nawet o tym co czuje teraz moja mama. wracać do szkoły? W żadnym wypadku! Moje rozmyślania przerwał przychodzący SMS :
,,Nie mam ochoty do ciebie dzwonić. wiedz tylko, że jeszcze się z tobą rozprawię.'' - napisał moja rodzicielka.
 Popatrzyłam z wyrzutem na ekran po czym wyłączyłam telefon i rozpakowałam torbę.

 Już 20:00?! Momentalnie zerwałam się z łóżka,  na którym odpoczywałam. Wzięłam piżamę i ruszyłam w poszukiwaniu łazienki. Po kilku sekundach znalazłam ją na samym końcu korytarza. Zrobiłam to co trzeba by chwilę później wylądować pod ciepłą kołdrą i zapaść w błogi sen..

 - Wstawaj śpioszku...- usłyszałam czyj męski głos. Uchyliłam powieki i to co zobaczyłam było kompletnie nie do przyjęcia. Siedział koło mnie... LOUIS TOMLINOSON!
- Co? Która godzina? Co ty tu robisz? - usiadłam obok niego zasypując go masą pytań.
- Jest 10:15. Wstawaj, śniadanie czeka... kochanie - uśmiechnął się muskając mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy my... - nie zdążyłam dokończyć przysłuchując się muzyce, którą właśnie usłyszałam. Mój budzik?
 Otworzyłam oczy i ponownie zerwałam się z łóżka. Pokój był pusty. Na szczęście to był tylko sen... Szybko się ubrałam, uczesałam i zeszłam na dół.
- Dzień dobry - kobieta, za pewne mama Stan'a, przywitała się ze mną.
- Witam.
- Zjesz coś? - zapytała blondynka.
- Nie wiem... - na moją twarz wlazł grymas.
- Chodź! Zrobiłam tosty - przywołała mnie kiwając głową. Dosiadłam się więc do stołu... - rozmawiałam z twoją mamą. Powiedziała, że masz ją powiadomić gdy zmienisz nocleg.
- Przepraszam. Robię tylko kłopot. Może będzie lepiej jak jeszcze dzisiaj stąd zniknę - oznajmiłam z wyrzutem.
- Ależ nie masz co przepraszać. Możesz zostać ile chcesz - poinformowała mnie z uśmiechem na twarzy.
- Dzień Dobry - do kuchni wparował Stan - co dzisiaj robimy?- chwycił za jednego tosta pytając.
- Cześć. Ty nie w szkole?
- Jakoś źle się czuję... - spoglądał na swoją rodzicielkę, a mina momentalnie mu zżadła. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że udaje.
- Mniejsza o to... pytałeś co robimy. Ja pewnie będę szukać jakiegoś dachu nad głową. Chyba zadzwonię do  Kim - powiedziałam bardziej do siebie.
- Daj spokój! Ja się tym zajmę. A poza tym przecież Cię stąd nie wyganiamy - pocieszał mnie brunet.
- Jak już tak nalegasz... w takim razie możemy gdzieś się później przejść - rzekłam z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
 Dokończyłam śniadanie i wróciłam do swojego pokoju. Siedząc samotnie w czterech ścianach moje myśli sprowadziły się do Jasper'a. Gdyby nie umarł... Nagle przypomniał mi się chłopak, z którym czatowałam. Niejaki Jasper. Dlaczego akurat miał tak samo na imię jak mój chłopak? Dziwne... Pewnie tylko dlatego rozpoczęłam z nim konwersację... ,,So get out, get out, get out of my head!" - usłyszałam mój dzwoniący telefon. Dopiero teraz skojarzyłam sobie, że Kim ustawiła mi tą piosenką na dźwięk dzwonka. ONE DIRECTION - znowu. Odebrałam SMS'a :
,,Hej! W końcu znalazłam czas by do ciebie napisać :) " - to od Jasper'a. Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam: ,,No siema :)"
 Nasza rozmowa trwała dość długo. Debatowaliśmy o różnych rzeczach. Między innymi zapytałam go czy naprawdę ma na imię Jasper, czy to tylko nick na czacie. Nie mogłam się powstrzymać. Odpowiedział, że to jego nick, ale prawdziwego imienia jeszcze nie zdradzi. Zastanawiałam się o co w tym wszystkim może chodzić...
 Ani się obejrzałam a była już 14:00. Byłam pewna, że za chwilę do pokoju wpadnie Stan i wyciągnie mnie do galerii. Nie myliłam się.
 Tym razem poszliśmy do Nando's. Zamówiliśmy sobie po porcji frytek. Czekając na nasze jedzenie stało się coś czego się nie spodziewałam...
- No witam... wiatm - Tommo znowu dziwnym trafem na nas wpadł.
- Stary! Czy to jakiś przypadek?! - odpowiedział przyjacielowi Stan.
- To ja idę do toalety... - oznajmiłam po  czym wstał i ruszyłam w kierunku drzwi z napisem 'WC'. Z dziwnej nie znanej mi przyczyny przy tym gwiazdorze czułam się onieśmielająco. To chyba przez ten sen... Nie wiem...

- Tomlinson już poszedł? - zapytałam przyjaciela po powrocie z toalety.
- Tak... obgadaliśmy jedną sprawę. Ale musiał już się zwijać. Rozumiesz - sława. Brak czasu - tłumaczył brunet.
- Ta.. a jaką sprawę obgadaliście jeśli można wiedzieć?
- Wiesz, gadałem z nim już wczoraj... o tym twoim... noclegu i... - przerwał.
- z NIM gadałeś - zerwałam się z krzesła - oszalałeś?!
- Spokojnie... daj dokończyć. No i dzisaj... znalazł nocleg w sam raz dla ciebie! - oświadczył.
- Co za zaszczyt. Będę mieszkać w pokoju załatwionym specjalnie dla mnie przez samego Louis'a Tomlinsona! Ja cię pierdzielę! - wyplułam sarkastycznie.
- Ok. Ok. pozwól, że dokończę - rzekł a ja z powrotem rozsiadłam się na krześle przy stoliku.
- Dobra. To gdzie miałabym mieszkać?
- No nie wiem czy ci się to spodoba, ale... Lou zaprasza Cię do siebie -oznajmił. Poczułam jak włosy stają mi dęba.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Nareszcie! Już mi się guziki plątały od tego pisania ;) Macie czwarty rozdział !!! Podoba się?
... nie wiem co dalej pisać :D Dziękuję wam za te 250 wyświetleń!!! <3 Kocham was *-* Pojawili się też nowi członkowie których serdecznie witam <3
Mogę was zasypać resztą moich rysunków???
Zapraszam do komentowania !!! Enjoy! xx