- Ekhemm... powinniśmy już jechać - powiedział Louis gdy byliśmy już od siebie w bezpiecznej odległości. Nie ukrywam, że sytuacja stała się niezręczna.
Brunet raptownie wstał z łóżka, chwycił torbę i poszedł na dół. Ja zostałam u siebie kompletnie zszokowana tym co się przed chwila stało. Po kilku chwilach otrząsnęłam się i pobiegłam do salonu. Tommo już tam na mnie czekał. Bez słowa opuściliśmy dom i wsiedliśmy do auta. Tak jak podejrzewałam - droga nie obeszła się bez milczenia.
Dopiero w jej połowie zebrałam się żeby się odezwać.
- Louis, ja...
- Nie to ja przepraszam - Tomlinson przerwał mi - nie powinienem tak pochopnie postępywać - tłumaczył.
- A czy to coś zmieni?
- Mam nadzieję, że nie.
I znowu cisza. Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy a jednak czułam, ze jeszcze coś jest nie tak.
W końcu dotarliśmy do Doncaster. Louis zaparkował przed domem i bez żadnego entuzjazmu wysiadł z samochodu. Było mi strasznie głupio. Powiedział, że ten pocałunek nic nie zmieni, a według mnie zmienił dużo... Postanowiłam uczynić to samo co on. Wzięłam torbę i ruszyłam do mojego nowego domu.
W środku było pięknie. Nie mówię, że to jakaś willa czy coś, ale na pewno było tam ładniej niż w moim domu rodzinnym..
- Cześć! Jestem Lottie - przedstawiając się jedna z sióstr Louis'a podeszła do mnie.
- Katie - odparłam z uśmiechem.
- Chodź, pokażę ci twój pokój - oznajmiła dziewczyna łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
Obie weszłyśmy do ogromnego pomieszczenia. Na środku stało wielkie dwuosobowe łóżko, a zaraz obok kremowy stolik nocny. Po prawej stronie pokoju znajdowało się wielkie okno, a tuż obok duża szafa. Zdziwiłam się gdy przy samym wejściu zobaczyłam biurko, na którym leżał laptop.
- Na serio TU będe mieszkać? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak. A czego się spodziewałaś? - odparła pytaniem Lottie
- Nie no, podoba mi się, ale trochę się boję żebym czegoś nie zepsuła - rzekłam w żarcie siadając na łóżku - A gdzie Louis?
- Nie wiem. Zapewne w swoim pokoju.. - odparła dziewczyna usadowiając się obok mnie - wszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym co zrobiła Eleanor. Mogła mu powiedzieć od razu, może jeszcze by to naprawili. A teraz? - tłumaczyła dziewczyna.
- Mogłabym jakoś pomóc?
- Jemu chyba wystarczy, że jesteś. Powiem co coś... - przysunęłam się bliżej mnie - on cię BARDZO polubił. To widać - oznajmiła szeptem z zawadiackim uśmiechem na twarzy po czym wyszła z pokoju.
Co Lottie miała na myśli mówiąc, że Louis mnie polubił? To wszystko było bardzo dziwne.. Wstałam i rozpoczęłam swoje rozpakowywanie. Wtedy do pokoju zawitał Tommo.
- Jak ci się podoba? - zapytał próbując zamaskować swoje nieszczęście.
- Jest nieziemsko. Naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć! - byłam wniebowzięta.
- Katie... wiesz, że musimy pogadać - nagle udawane szczęście znikło z jego twarzy i stał się bardziej poważny.
- Wiem...- usiadłam z powrotem na łóżku i Tomlinson zrobił to samo
- Mam teraz dużo problemów i nie chciałbym żeby relacja z tobą stała się kolejnym - tłumaczył brunet.
- Ja też tego nie chcę...
- A jeśli chodzi o ten pocałunek to... ja naprawdę przepraszam.
- Oj! Nie przejmuj się już! Przecież to tylko zwykły pocałunek - pocieszałam go.
- To między nami wszystko ok?
- Ok - uśmiechnęłam się.
- Za chwilę będę się zrywał. Muszę jechać do Eleanor - stwierdził Louis wstając z łóżka.
- Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni.
- Pa - Tomlinson przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł
Spojrzałam na zegarek - było ok 18:00. Rozpakowywanie zajęło mi jeszcze jakieś pół godziny. Potem zeszłam na dół na kolację. Rodzina Louis'a jest taka miła. Bardzo przyjemnie spędziłam z nimi ten wieczór.
Około 20 byłam już gotowa na sen. Gdzieś tak w środku nocy obudziły mnie głośnie trzaski. Otworzyłam leniwie oczy i wtedy spostrzegłam, że za oknem rozszalała się burza. Okropnie się przestraszyłam i szybko zapaliłam lampkę nocną. Nie mogłam już potem zasnąć. Strasznie boję się burz. Nagle usłyszałam jak drzwi otwierają się. Do pokoju wszedł Louis w samych bokserkach.
- Miałem nadzieję, że śpisz... - oznajmił szeptem.
- W takiej chwili to ja jestem tylko narażona na zawał. Żadne spanie mi w głowie. A ty co tu robisz?
- Nie mam gdzie spać. W moim pokoju przecieka sufit - rzekł brunet kładąc się obok mnie.
- Przecieka sufit? Serio? Myślisz, że się na to nabiorę - ironicznie zapytałam Tomlinsona.
- No tak! Mój pokój już od dawna ma iść do remontu - tłumaczył Tommo. Nie wiem dlaczego ale jakoś nie chciało mi się mu wierzyć.
- Do remontu powiadasz...? - droczyłam się z nim.
- Oj, już przestań! Idziemy spać - stwierdził Lou gasząc lampkę nocną. Położyłam się więc u jego boku. Brunet objął mnie swoimi ramionami. Dziwne uczucie. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. Nie bałam się już żadnej burzy. Po paru chwilach zasnęłam.
Rano ze snu wyrwało mnie coś mokrego... to nie było miłe uczucie. Otworzyłam oczy i przed sobą zauważyłam dużego kudłatego psa. Leżał na moim brzuchu.
- Ted! Złaź z niej! - do pokoju wpadł Tommo skandując zwierzaka.
- Co to miało być - zapytałam żartem siadając na łóżku.
- Sory za niego. Daisy jeszcze go nie wytresowała - tłumaczył brunet głaszcząc owczarka po grzbiecie.
- Ale jest słodki.
- To prawda.
- A jak tam z Eleanor? - zaciekawiona spytałam się jednocześnie stając się poważną.
- Uznaliśmy, że... to znaczy ja uznałem, że chcę się upewnić czy to moje dziecko - opowiadał Louis.
- A jeśli jest twoje? - byłam lekko zaniepokojona.
- A jeśli jest moje to na pewno nie wrócę do Calder - stwierdził z uśmiechem.
- Będzie dobrze! - pocieszałam Tomlinsona.
- Przecież wiem - wstając oświadczył - muszę jeszcze się spakować. O 12 mam lot do USA. Wracam z chłopakami na trasę - powiedział brunet.
- A kiedy wrócisz? - zapytałam.
- No... poniedziałek w prawdzie mam wolny i zastanawiam się czy przyjechać. Ale tak na 100 % na dłużej przyjadę za tydzień w sobotę - tłumaczył Lou.
- Co ja będe tu robić bez ciebie? - tylko troszkę udawałam zmartwioną.
- Masz Lottie, Fizzy i bliźniaczki no i jest jeszcze Ted - uśmiechnął się wskazując na łaciatego psa przyglądającego się naszej rozmowie - a poza tym nie jesteś tu zamknięta na klucz.
- Nie jestem... ale gdzie pójdę bez pieniędzy?
- O to się nie martw. Pożyczę ci trochę - rzekł brunet sięgając do kieszeni po portfel.
- Przestań! Zrobiłeś już dla mnie zbyt wiele... - postanowiłam sprzeciwić się jego 'pożyczce'.
- Nie marudź! Tylko bierz!
- Nie.
- Bierz, bo się zaraz rozmyślę - stanowczo dał mi do zrozumienia, że więcej odmowy nie przyjmie.
- No dobra, ale jak znajdę pracę to oddam ci wszystko co do grosza - oświadczyłam niechętnie biorąc gotówkę.
- Dobra, dobra... ja już spadam - rzekł Tomlinson i wyszedł z pokoju.
O reszcie dnia nie ma co opowiadać. Miło spędziłam czas z Lottie. Z nią dogadywałam się najlepiej. Wyszłyśmy razem na zakupy i takietam...
Wieczorem porozmawiałam trochę z 'Jasperem' i umówiał się z nim na poniedziałek o 20:00 w Starbuck'sie.
-----------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Rozdział tak późno, bo przez ten cały tydzień zastanawiał się czy go dodać...
Naprawdę bardzo dziękuję tej jednej osobie która skomentowała poprzedni rozdział. Z notki na notkę jest was coraz mniej - dlaczego?
A tak poza tym to GORĄCOOO *O* ...!
I na koniec taka prośba - jeśli przeczytasz to skomentuj... naprawdę zależy mi na tym <3
Czasami zastanawiam się czy nie przerwać pisania.. ;//
A tak na koniec przedstawiam wam moją tapetę *O* .!
niedziela, 28 lipca 2013
wtorek, 23 lipca 2013
Rozdział szósty.
- I uznałam, że będzie dobrze jak się tam przeniosę - nie byłam pewna tej decyzji ale postanowiłam spróbować.
- No dobra. Zapytał jutro Tomlinsona kiedy będziesz mogła się wprowadzić. Jak coś to jutro do ciebie zadzwonię. A teraz idź już spać - owiadczył po czym zniknął z pokoju.
Poszłam jeszcze szybko się umyć i przebrać w piżamę. Chwilę później byłam już gotowa by zapaść w błogi sen. ,,Dzień pełen wrażeni'' - szepnęłam jeszcze do siebie i odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Jak nigdy obudziłam się wczesnym rankiem. Wstałam i ubrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie śniadania. Dom jak zwykle był pusty. Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie dwie kanapki z tuńczykiem. Wzięłam jednego gryza i poszłam do salonu. Strasznie się nudziłam. Bez internetu czułam się jak bez ręki.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam by otworzyć. Bardzo się zdziwiłam gdy przed sobą zobaczyłam moją mamę.
- Wszystkiego najlepszego! - z uśmiechem niemalże wykrzyczała - mogę wejść?
- Jak już jesteś to wejdź - rzekłam po czym z powrotem udałam się do salonu. Mama szła za mną. Usiadałm na sofie i zapytałam - co cię tu sprowadza? - byłam jeszcze trochę na nią zła.
- Dobrze wiesz, że musimy pogadać. A poza tym dziś są twoje urodziny. Nie przepuściłabym takiego dnia - tłumaczyła rodzicielka.
- O czym mamy porozmawiać? Ja nie mam tobie nic do powiedzenia.
- Znam cię nie od dziś... wiem, że pierwsza nie ustąpisz. Dlatego chciałam cię przeprosić - nagle uśmiech zniknął z jej twarzy i stała się bardziej poważna.
- Mamo... ja też chciałam przeprosić. Moje zachowanie było nie do przyjęcia - nagle zrozumiałam, że postąpiłam bardzo niefajnie wobec niej.
- Czyli wszystko między nami ok?
- Oczywiście! - oznajmiłam z radością i przytuliłam swoją opiekunkę.
- No więc masz już dzisiaj 17 lat. I uznałam, że najlepszym prezentem dla ciebie ode mnie będzie to jak ci pozwolę na przeprowadzkę do Doncaster.
- Ale skąd ty wiesz o... - to co przed chwilą powiedziała mama chyba jeszcze do mnie nie dotarło...
- Heloo?! Przyjaźnię się z mamą Stan'a. Ona mi wszystko powiedziała - rzekła rodzicielka biorąc jedną z moich kanapek.
- No tak. A co do tej szkoły to ja... ja mogę wrócić!
- Możesz. Ale nie musisz. Nie ważne jaką decyzję podejmiesz. Tylko pomyśl też o przyszłości. Co będziesz mogła robić bez wykształcenia... - no i zaczęło się kazanie i te jej rady...
- Rozumiem, rozumiem. Jeszcze się zastanowię - oświadczyłam. Teraz nie wiedziałam jak mam postąpić.
- No dobra. Ja już muszę iść - mama wstała i już po chwili jej nie było. Znowu zostałam sama.
Postanowiłam pooglądać telewizję. To co powiedziała dziennikarka w wiadomościach całkowicie mną wstrząsnęło: ,,Eleanor Calder, słynna brytyjska modelka, jest w ciąży. Media donoszą, że jest to dziecko jej byłego chłopaka Louis'a Tomlinsona, jednego z członków zespołu One Direction''. Dziwne.. już jakieś pół roku temu słyszałam, że ze sobą zerwali. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Wyłączyłam szybko telewizor i odebrałam. To był Stan
- Hej Katie! Nie mam zbytnio czasu więc przejdę od razu do sedna. Louis postanowił jeszcze dzisiaj po ciebie przyjechać.
- Dzisiaj?! Ale ja jeszcze się nie spakowałam! - zaczęłam swoja panikę - nie może jutro?
- Jutro już go nie ma. Wraca na trasę - tłumaczył brunet.
- No dobra. Może się jakoś wyrobię. A słuchaj, słyszałeś już o tej Eleanor? - nie mogłam się powstrzymać od tego pytania.
- Słyszałem. I będzie dobrze jak przy nim o tym nie będziesz wspominać. Jest załamany.
- Gadałeś z nim o tym? - nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się przejmować uczuciami Louis'a.
- Nie, nie gadałem. Ale słyszałem. Dało się wyczuć, że nie czuje się z tym dobrze - tłumaczył Stan.
- Mam nadzieję. że to się wyjaśni.
- Ja też. Ale teraz już naprawdę muszę kończyć. Pa! - nie czekając na moją odpowiedź przyjaciel rozłączył się.
Szybko pobiegłam na górę żeby się spakować. Wyjęłam torbę z szafy i zaczęłam upychać do niej swoje ubrania. W tej chwili mój telefon ponownie zadzwonił. ,,Czy ja nie mogę mieć ani chwili spokoju?!'' - wręcz wykrzyczałam do siebie i odebrałam.
- Cześć Kate1 Masz trochę czasu by pogadać? - w słuchawce usłyszałam głos 'Jaspera'.
- Nie za bardzo..
- Ja też nie. Ale jestem w drodze do Londynu. To moja jedyna wolna chwila - oznajmił chłopak.
- Moglibyśmy się dzisiaj spotkać gdyby nie fakt, że się wyprowadzam.
- Szkoda... a poza tym coś tam nowego u ciebie? - zapytał zaciekawiony.
- Parę skandali... no i pogodziłam się z mamą - oświadczyłam radośnie.
- To się cieszę! Ale niestety muszę kończyć. Dojechałem właśnie do celu. Następnym razem może w końcu umówimy się na jakieś spotkanie?
- Może... pa!
- Hej! - rozłączył się. W tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. ,,To pewnie Louis'' - pomyślałam zbiegają na dół. Szybko otworzyłam drzwi. Miałam racje. Na progu stał Tommo ze swoją komórką w ręku. Nie wyglądał najlepiej...
- Cześć. Wejdź... - wpuściłam Tomlinsona do środka.
- Jesteś już gotowa? - zapytał gwiazdor grzebiąc w swoim i Androidzie.
- Tak. Chyba tak - rzekłam siadając przy stole w kuchni - na górze mam torbę. Lou?
- Tak?
- Dziękuję, że chcesz mnie przyjąć do siebie - w tej sytuacji czułam się trochę niezręcznie, ale podziękować trzeba było. .
- Nie ma sprawy - odpowiedział próbując się uśmiechnąć - pójdę po torbę.
W tym momencie dostałam sms'a od 'Jaspera': ,,Jutro pracuję, ale myślę, że w poniedziałek możemy gdzieś się razem wybrać''. Uśmiechnęłam się do siebie odpisując: ,,Masz szczęście, że nie mam jeszcze planów na ten dzień :D Poniedziałek może być''. Odłożyłam telefon na stół i poszłam na górę do Louis'a. Miałam nadzieję, że spotkam go na schodach z moją torbą jednak tak się nie stało. Gwiazdor siedział w moim pokoju na łóżku cały zmarnowany.
- Co się stało? - zapytałam.
- Jakbyś nie oglądała dzisiejszych wiadomości - powiedział a jego głos załamał się.
- Oglądałam... - atmosfera zrobiła się nie do zniesienia. Nie miałam pojęcia jak go pocieszyć.
- Eleanor jest w ciąży. Gdybym usłyszał to w telewizji nie uwierzyłbym... wczoraj się z nią widziałem. Już nawet nie musiała nic mówić... nie dało się tego nie zauważyć. Powiedział, że zaszła w ciąże przed samym zerwaniem.... Nie to, że nie chcę tego dziecka, ale ja już do niej nic nie czuję. Jak to będzie wyglądało? - zauważyłam, że po jego policzku spływa pojedyńcza łza. Usiadłam obok niego.
- Nie martw się... jakoś to będzie - próbowałam podnieść go na duchu. Nie pamiętam nawet kiedy nasze zbliżyły się do siebie. Dostrzegłam jego piękne błękitne oczy. Ani się obejrzałam a nasze usta złączyły się w romantycznym pocałunku...
-----------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Ashfkhdsgkhfkjgh *O* Widzieliście już teledyski?? Jest mega.! No po prostu Best Video Ever! Najbardziej podoba mi się mina Zayn'a gdy śpiewa : ,,she said never in your wildest dreams'' .. On jest taki słodki! I ten taniec Niallera pod czas jego solówki!! Kocham! KOcham! Kocham! Kocham cały teledysk! Liam pod czas swojej solówki też jest słodki! I ten Lou <3 kjhgkfjs *O* .! Nie mogę ... A jak się Harry przyperdziela do Veroniki.... :D
Ale teraz już tak na poważnie.... cieszę się, że mój blog się wam podoba, bo tak szczerze mówiąc mi się nie podoba wcale. Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia i wgl.... zapraszam też do komentowania, bo chcem poznać waszą opinie ;P
,, You know, I know, you know I'll remember you'' ~Lou <3 No normalnie kocham!
Ten moment też jest dobry :D : ... *you know what i mean*
- No dobra. Zapytał jutro Tomlinsona kiedy będziesz mogła się wprowadzić. Jak coś to jutro do ciebie zadzwonię. A teraz idź już spać - owiadczył po czym zniknął z pokoju.
Poszłam jeszcze szybko się umyć i przebrać w piżamę. Chwilę później byłam już gotowa by zapaść w błogi sen. ,,Dzień pełen wrażeni'' - szepnęłam jeszcze do siebie i odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Jak nigdy obudziłam się wczesnym rankiem. Wstałam i ubrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Zeszłam na dół w celu zrobienia sobie śniadania. Dom jak zwykle był pusty. Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie dwie kanapki z tuńczykiem. Wzięłam jednego gryza i poszłam do salonu. Strasznie się nudziłam. Bez internetu czułam się jak bez ręki.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam by otworzyć. Bardzo się zdziwiłam gdy przed sobą zobaczyłam moją mamę.
- Wszystkiego najlepszego! - z uśmiechem niemalże wykrzyczała - mogę wejść?
- Jak już jesteś to wejdź - rzekłam po czym z powrotem udałam się do salonu. Mama szła za mną. Usiadałm na sofie i zapytałam - co cię tu sprowadza? - byłam jeszcze trochę na nią zła.
- Dobrze wiesz, że musimy pogadać. A poza tym dziś są twoje urodziny. Nie przepuściłabym takiego dnia - tłumaczyła rodzicielka.
- O czym mamy porozmawiać? Ja nie mam tobie nic do powiedzenia.
- Znam cię nie od dziś... wiem, że pierwsza nie ustąpisz. Dlatego chciałam cię przeprosić - nagle uśmiech zniknął z jej twarzy i stała się bardziej poważna.
- Mamo... ja też chciałam przeprosić. Moje zachowanie było nie do przyjęcia - nagle zrozumiałam, że postąpiłam bardzo niefajnie wobec niej.
- Czyli wszystko między nami ok?
- Oczywiście! - oznajmiłam z radością i przytuliłam swoją opiekunkę.
- No więc masz już dzisiaj 17 lat. I uznałam, że najlepszym prezentem dla ciebie ode mnie będzie to jak ci pozwolę na przeprowadzkę do Doncaster.
- Ale skąd ty wiesz o... - to co przed chwilą powiedziała mama chyba jeszcze do mnie nie dotarło...
- Heloo?! Przyjaźnię się z mamą Stan'a. Ona mi wszystko powiedziała - rzekła rodzicielka biorąc jedną z moich kanapek.
- No tak. A co do tej szkoły to ja... ja mogę wrócić!
- Możesz. Ale nie musisz. Nie ważne jaką decyzję podejmiesz. Tylko pomyśl też o przyszłości. Co będziesz mogła robić bez wykształcenia... - no i zaczęło się kazanie i te jej rady...
- Rozumiem, rozumiem. Jeszcze się zastanowię - oświadczyłam. Teraz nie wiedziałam jak mam postąpić.
- No dobra. Ja już muszę iść - mama wstała i już po chwili jej nie było. Znowu zostałam sama.
Postanowiłam pooglądać telewizję. To co powiedziała dziennikarka w wiadomościach całkowicie mną wstrząsnęło: ,,Eleanor Calder, słynna brytyjska modelka, jest w ciąży. Media donoszą, że jest to dziecko jej byłego chłopaka Louis'a Tomlinsona, jednego z członków zespołu One Direction''. Dziwne.. już jakieś pół roku temu słyszałam, że ze sobą zerwali. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Wyłączyłam szybko telewizor i odebrałam. To był Stan
- Hej Katie! Nie mam zbytnio czasu więc przejdę od razu do sedna. Louis postanowił jeszcze dzisiaj po ciebie przyjechać.
- Dzisiaj?! Ale ja jeszcze się nie spakowałam! - zaczęłam swoja panikę - nie może jutro?
- Jutro już go nie ma. Wraca na trasę - tłumaczył brunet.
- No dobra. Może się jakoś wyrobię. A słuchaj, słyszałeś już o tej Eleanor? - nie mogłam się powstrzymać od tego pytania.
- Słyszałem. I będzie dobrze jak przy nim o tym nie będziesz wspominać. Jest załamany.
- Gadałeś z nim o tym? - nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się przejmować uczuciami Louis'a.
- Nie, nie gadałem. Ale słyszałem. Dało się wyczuć, że nie czuje się z tym dobrze - tłumaczył Stan.
- Mam nadzieję. że to się wyjaśni.
- Ja też. Ale teraz już naprawdę muszę kończyć. Pa! - nie czekając na moją odpowiedź przyjaciel rozłączył się.
Szybko pobiegłam na górę żeby się spakować. Wyjęłam torbę z szafy i zaczęłam upychać do niej swoje ubrania. W tej chwili mój telefon ponownie zadzwonił. ,,Czy ja nie mogę mieć ani chwili spokoju?!'' - wręcz wykrzyczałam do siebie i odebrałam.
- Cześć Kate1 Masz trochę czasu by pogadać? - w słuchawce usłyszałam głos 'Jaspera'.
- Nie za bardzo..
- Ja też nie. Ale jestem w drodze do Londynu. To moja jedyna wolna chwila - oznajmił chłopak.
- Moglibyśmy się dzisiaj spotkać gdyby nie fakt, że się wyprowadzam.
- Szkoda... a poza tym coś tam nowego u ciebie? - zapytał zaciekawiony.
- Parę skandali... no i pogodziłam się z mamą - oświadczyłam radośnie.
- To się cieszę! Ale niestety muszę kończyć. Dojechałem właśnie do celu. Następnym razem może w końcu umówimy się na jakieś spotkanie?
- Może... pa!
- Hej! - rozłączył się. W tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. ,,To pewnie Louis'' - pomyślałam zbiegają na dół. Szybko otworzyłam drzwi. Miałam racje. Na progu stał Tommo ze swoją komórką w ręku. Nie wyglądał najlepiej...
- Cześć. Wejdź... - wpuściłam Tomlinsona do środka.
- Jesteś już gotowa? - zapytał gwiazdor grzebiąc w swoim i Androidzie.
- Tak. Chyba tak - rzekłam siadając przy stole w kuchni - na górze mam torbę. Lou?
- Tak?
- Dziękuję, że chcesz mnie przyjąć do siebie - w tej sytuacji czułam się trochę niezręcznie, ale podziękować trzeba było. .
- Nie ma sprawy - odpowiedział próbując się uśmiechnąć - pójdę po torbę.
W tym momencie dostałam sms'a od 'Jaspera': ,,Jutro pracuję, ale myślę, że w poniedziałek możemy gdzieś się razem wybrać''. Uśmiechnęłam się do siebie odpisując: ,,Masz szczęście, że nie mam jeszcze planów na ten dzień :D Poniedziałek może być''. Odłożyłam telefon na stół i poszłam na górę do Louis'a. Miałam nadzieję, że spotkam go na schodach z moją torbą jednak tak się nie stało. Gwiazdor siedział w moim pokoju na łóżku cały zmarnowany.
- Co się stało? - zapytałam.
- Jakbyś nie oglądała dzisiejszych wiadomości - powiedział a jego głos załamał się.
- Oglądałam... - atmosfera zrobiła się nie do zniesienia. Nie miałam pojęcia jak go pocieszyć.
- Eleanor jest w ciąży. Gdybym usłyszał to w telewizji nie uwierzyłbym... wczoraj się z nią widziałem. Już nawet nie musiała nic mówić... nie dało się tego nie zauważyć. Powiedział, że zaszła w ciąże przed samym zerwaniem.... Nie to, że nie chcę tego dziecka, ale ja już do niej nic nie czuję. Jak to będzie wyglądało? - zauważyłam, że po jego policzku spływa pojedyńcza łza. Usiadłam obok niego.
- Nie martw się... jakoś to będzie - próbowałam podnieść go na duchu. Nie pamiętam nawet kiedy nasze zbliżyły się do siebie. Dostrzegłam jego piękne błękitne oczy. Ani się obejrzałam a nasze usta złączyły się w romantycznym pocałunku...
-----------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Ashfkhdsgkhfkjgh *O* Widzieliście już teledyski?? Jest mega.! No po prostu Best Video Ever! Najbardziej podoba mi się mina Zayn'a gdy śpiewa : ,,she said never in your wildest dreams'' .. On jest taki słodki! I ten taniec Niallera pod czas jego solówki!! Kocham! KOcham! Kocham! Kocham cały teledysk! Liam pod czas swojej solówki też jest słodki! I ten Lou <3 kjhgkfjs *O* .! Nie mogę ... A jak się Harry przyperdziela do Veroniki.... :D
Ale teraz już tak na poważnie.... cieszę się, że mój blog się wam podoba, bo tak szczerze mówiąc mi się nie podoba wcale. Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia i wgl.... zapraszam też do komentowania, bo chcem poznać waszą opinie ;P
,, You know, I know, you know I'll remember you'' ~Lou <3 No normalnie kocham!
Ten moment też jest dobry :D : ... *you know what i mean*
niedziela, 21 lipca 2013
Liebster Blogger Adward
(„Nominacja
do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania
za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej
liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po
odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,
która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o
tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię
nominował.”)
Zostałam nominowana przez Sanchii
Odpowiedzi na pytania:
1. Miast... hmm.. mieszkam na wsi i nie często bywam w jakimś mieście, ale chciałbym kiedyś jeszcze raz pojechać do Świnoujścia <2
2. Lubię róże... jak każdy *chyba* nie znam się na kwiatkach :D
3. Mam pełno starych zabawek z dzieciństwa ... <3 schowane w skrzyni na strychu ;*
4. Bloga prowadzę od niedawna... 10 lipca bodajże zaczęłam.
5. Lubię fotografikę.. czytam książki, pływam, piszę... dużo rzeczy !
6. Wybieram noc, bo uwielbiam moje zwariowane sny ! ;P
7. Moi rodzice prowadzą gospodarkę więc mam duuużo zwierząt... (krowy, świnie, kury, kaczki, gęsi) a tak to mam dwa psy (Atos i Tobi) i trzy koty (Milka, Maniek i Harry)
8. ,,Harry Potter" always... <3
9. Nwm.... może pierogi?
10. Zdecydowanie charakter... chociaż wygląd też się liczy!
11. Raczej nie jestem sentymentalana...
Moje pytania do osób nominowanych:
1. Ile obecnie prowadzisz blogów?
2. Gdzie najchętniej spędzasz wakacje?
3. Masz rodzeństwo? Jeśli tak to jakie?
4. Jaka jest twoja ulubiona piosenka One Direction?
5. Jesteś Directioner? Jeśli tak to od kiedy?
6. Co byś chciała osiągnąć w życiu?
7. Czego się najbardziej boisz?
8. Jakie filmy lubisz oglądać?
9. Czego w sobie nie lubisz?
10. Ile masz lat?
11. Jakiej muzyki słuchasz?
Blogi, które nominowałam:
1. http://irish-swaggie.blogspot.com/
2.http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
3. http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
Zostałam nominowana przez Sanchii
Odpowiedzi na pytania:
1. Miast... hmm.. mieszkam na wsi i nie często bywam w jakimś mieście, ale chciałbym kiedyś jeszcze raz pojechać do Świnoujścia <2
2. Lubię róże... jak każdy *chyba* nie znam się na kwiatkach :D
3. Mam pełno starych zabawek z dzieciństwa ... <3 schowane w skrzyni na strychu ;*
4. Bloga prowadzę od niedawna... 10 lipca bodajże zaczęłam.
5. Lubię fotografikę.. czytam książki, pływam, piszę... dużo rzeczy !
6. Wybieram noc, bo uwielbiam moje zwariowane sny ! ;P
7. Moi rodzice prowadzą gospodarkę więc mam duuużo zwierząt... (krowy, świnie, kury, kaczki, gęsi) a tak to mam dwa psy (Atos i Tobi) i trzy koty (Milka, Maniek i Harry)
8. ,,Harry Potter" always... <3
9. Nwm.... może pierogi?
10. Zdecydowanie charakter... chociaż wygląd też się liczy!
11. Raczej nie jestem sentymentalana...
Moje pytania do osób nominowanych:
1. Ile obecnie prowadzisz blogów?
2. Gdzie najchętniej spędzasz wakacje?
3. Masz rodzeństwo? Jeśli tak to jakie?
4. Jaka jest twoja ulubiona piosenka One Direction?
5. Jesteś Directioner? Jeśli tak to od kiedy?
6. Co byś chciała osiągnąć w życiu?
7. Czego się najbardziej boisz?
8. Jakie filmy lubisz oglądać?
9. Czego w sobie nie lubisz?
10. Ile masz lat?
11. Jakiej muzyki słuchasz?
Blogi, które nominowałam:
1. http://irish-swaggie.blogspot.com/
2.http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
3. http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
sobota, 20 lipca 2013
Rozdział piąty.
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Ja i Louis?! - byłam totalnie zaskoczona.
- No normalnie. Mieszkałabyś w jego rodzinnym domu w Doncaster - w Doncaster?
- No tak. Jego przecież i tak cały czas nie ma. Byłabyś tam z jego siostrami i mamą - tłumaczył spożywając w międzyczasie dostarczone frytki.
- Nie wiem... Musiałabym się zastanowić - nie byłam do końca pewna co do tego pomysłu.
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy w Nando's po czym wyszliśmy na małe zakupy. Kupiłam sobie krótkie dżinsowe spodenki. Obczaiłam też parę bluzek. Miałam zamiar wybrać sobie jedną.
- W paski? - z zawadiackim uśmiechem spytał Stan gdy oglądałam jeden z T-shirtów w paski.
- I co z tego, że w paski? _nic z tego nie rozumiałam
- Wiesz kto takie lubi nosić... - oznajmił tajemniczo.
- No kto?
- No jak kto ?! Louis... - kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Przestań! - mimo tego co powiedział brunet postanowiłam kupić tą bluzkę. Strasznie mi się spodobała.
W drodze do domu w ogóle się nie odzywaliśmy. Nie miałam czasu na rozmowy. Cały czas zastanawiałam się nad propozycją Tommo. Zgodzić się czy nie? Z jednej strony chciałam tam pojechać - kiedyś to było jedno z moich największych marzeń, ale teraz... W moich oczach Louis zmienił się nie do poznania. A może ja go wcale nie znałam...
Ani się obejrzałam a byliśmy już pod domem.
- To hej - pożegnałam się z przyjacielem i ruszyłam w kierunku swojego domu.
- Yy? Kate?
- Oops! Sorki... jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Całkiem zapomniałam, że mieszkam przecież u Stan'a.
Wróciłam się i weszliśmy do domu. W tym momencie dostałam SMS'a od Kim:
,, Jak zwykle to ja muszę wyciągać cię z pokoju :D wyjdziemy gdzieś? ''
Po krótkim zastanowieniu uznałam, że to dobry pomysł. Odpisałam:
,, No OK. Możesz wpaść za pół godziny''
Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje... Jestem weselsza i stałam się bardziej towarzyska. Ale chyba mi to nie przeszkadzało..
- Ja za chwilkę znikam... będę około... będę późno! - oznajmił Stan gdy już weszłam do salonu, w którym przebywał.
- Spoko... Nie musisz przecież mnie niańczyć. A poza tym ja też mam już plany - oświadczyłam siadając na kanapie. Chwilę później bruneta już nie było.
Z nudów włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach telewizyjnych. Nie specjalnie lubiłm oglądać TV, ale trzeba było jakoś ten czas zabić. Kim miała przyjąć dopiero za pół godziny.
Moje nic nierobienie przerwał dzwoniący telefon. Spojrzałam na ekran. 'Jasper'?
- Halo? -odebrałam zdziwiona.
- Halo? Kate? - odezwał się po paru sekundach
- Tak. A ty...
- Tak to ja.
- Ale ja dalej nie wiem jak masz na imię - ten chłopak coraz bardziej mnie zadziwiał. Pisze, dzwoni, ale imienia nie zdradzi. Dlaczego?
- Nie martw się. W swoim czasie się dowiesz. A na razie możesz mówić do mnie 'Jasper'. Jak do tych czas - oznajmił. W tej chwili poczułam jakbym ten głos już skądś znała... jakbym już rozmawiała z tą osobą.
- Niech ci będzie. A co skłoniło cię do zatelefonowania do mnie?
- No... już tyle razy ze sobą pisaliśmy. Chciałem w końcu cię usłyszeć - rzekł.
,,Znajomy głos'' - ta myśl cały czas tkwiła w mojej głowie.
- Uhmm... czy mi się wydaje czy my już wcześniej ze sobą rozmawialiśmy? - musiałam o to zapytać.
- Nie wiem... raczej nie. Choć kto wie może w poprzednim życiu? - w jego głosie dało się usłyszeć śmieszną tajemniczość - to chyba oznacza, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
- Ej! Ej! Ej! Nie zagalopowałeś się przypadkiem?
- No co? Nie lubię ukrywać swoich uczuć... dlatego też nie ukrywam, że cię lubię... - a mi szczęka opadła do samej ziemi. On mnie lubi?!
- Wiesz... lubić można każdego - odrzekłam z nadzieją, że to co powiedział nie było tym o czym ja myślę
- No ale ja cię tak lubię lubię - i w tym momencie odjęło mi mowę. Nie powiem, fajny chłopak z tego 'Jaspera', ale chciałem znaleźć kogoś z kim mogłabym pogadać z każdej porze dnia i nocy. Przyjaciela, a nie chłopaka - jesteś jeszcze tam? - moje przemyślenia przerwał jego głos.
- Proszę cie... zachowujemy się się jak dzieci. Pierwszy raz do mnie zadzwoniłeś i mówisz mi takie rzeczy?! - nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam coś na poczekaniu i chyba dobrze mi to wyszło.
- Sory... ja tylko chciałem... nie ważne! wiesz co? Zapomnijmy o tym i zacznijmy od nowa! - nie wiem dlaczego ale wyczułam w jego głosie smutek i zrezygnowanie. Zrobiło mi się go trochę szkoda.
- No OK. Hej Jasper! - uczyniłam to co zaproponował.
- Cześć Kate. Co tam u ciebie słychać?
- A nic nowego.. jak zwykle kupa problemów i nie wiadomo od czego zacząć - opowiadałam - a co u ciebie?
- Nie jest źle. Po jutrze wracam do pracy - oznajmił chłopak.
- O matko! Prawie bym zapomniała! Umówiłam się z przyjaciółką! Muszę już kończyć! Zadzwonię później! Pa!
- No to pa! - usłyszałam tylko jego odpowiedź i szybko rozłączyłam się.
Wybrałam numer do Kim.
- Kim? Halo? - po kilku sygnałach odebrała a ja od razu zapytałam.
- No nareszcie! Dobijam się do ciebie od 15 minut! Gdzie ty jesteś?! - nie ukrywała swojego zdenerwowania.
- Cholera! Zapomniałam Ci powiedzieć. Jestem u Stan'a.
- Co?! Dlaczego u niego?!
- Przyjdź to wszystko ci opowiem... - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Po kilku sekundach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam by otworzyć.
- Co to ma znaczyć?! Dlaczego ty TU?! - już od progu zasypała mnie chmarą pytań-
- Spokojnie... wejdź to pogadamy.
Poszłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie
- No to czekam...
Opowiedziałam jej o kłótni z mamą i desperadzkiej przeprowadzce. Nie pominęłam też spotkania z Louis'em w galerii i rozmowy z 'Jasperem'. Tak jak myślałam po tym wszystkim była bardzo zaskoczona.
- I tak to wszystko wygląda...
- Ja... co? ty? Będziesz mieszkać z Louis'em? - oczywiście Directionerke tylko to zaciekawiło.
- Nie... Lou mieszka w Londynie.
- No tak... ale pod czas dni wolnych najczęściej przebywa w Doncaster.
- Ale tak poza tym jeszcze nie wiem czy przyjmę jego propozycję - oznajmiłam.
- Przyjmij! Przyjmij! Przyjmij! - jej ekscytacja sięgała granic.
- Jeszcze się zastanawiam - ze spokojem odpowiedziałam.
- No dobra. chyba już dzisiaj nigdzie nie wyjdziemy. Będe się się zwijać - oświadczyła Kim po czym wstała i ruszyła w stronę drzwi. Chwilę później zniknęła po ich drugiej stronie.
Postanowiłam resztę dnia spędzić w swojej sypialni. Położyłam się na łóżku i rozpoczęłam swoje rozmyślanie... Przeprowadzić się do Louis'a czy nie?
- Kate? - obudził mnie głos Stan'a. Obudził? A no tak musiałam zasnąć.
- Tak? Która godzina? - odezwałam się przecierając zaspane oczy
- 22:00. Obudziłem cię bo mam dla ciebie prezent - oznajmił brunet wręczając mi jakąś torebkę
- A z jakiej to okazji?
- Jak to z jakiej? Jutro są twoje urodziny.
- Moje co? - kompletnie zapomniałam... jutro przecież 14 październik!
- Urodziny. Co ty o tak ważnym dniu zapomniałaś?! To ja pamiętałem. Ale cały jutrzejszy dzień mam zawalony dlatego chciałem Ci dać prezent jeszcze dzisiaj - tłumaczył.
Otworzyłam torbę. W środku znalazłam parę złotych kolczyków z brylancikiem.
- Dziękuję! Są piękne! - oznajmiłam dając Stan'owi buziaka w policzek.
- Cieszę się, że ci się podobają. To ja już pójdę - rzekł brunet po czym odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
- Stan? - zatrzymałam go jeszcze.
- Tak? - odwrócił się i usiadł na łóżku obok mnie.
- Co do tej przeprowadzki do Doncaster to ja już zdecydowałam... oznajmiłam lekko zaniepokojona.
- I?
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Trochę późno ten rozdział ale... nie miałam czasu... ;// Tak się jaram BSE !!! Jeszcze nie minęła doba od premiery a ja już znam całą piosenkę na pamieć!! <3 kocham ją ;* Nie mogę się doczekać teledysku *O* .!
Chcę jeszcze raz podziękować wszystkim moim czytelnikom... mam nadzieję, że będzie was przybywać <3
Macie moje kolejne dzieło <3 tym razem Zayn !
Miłego dnia!
- No normalnie. Mieszkałabyś w jego rodzinnym domu w Doncaster - w Doncaster?
- No tak. Jego przecież i tak cały czas nie ma. Byłabyś tam z jego siostrami i mamą - tłumaczył spożywając w międzyczasie dostarczone frytki.
- Nie wiem... Musiałabym się zastanowić - nie byłam do końca pewna co do tego pomysłu.
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy w Nando's po czym wyszliśmy na małe zakupy. Kupiłam sobie krótkie dżinsowe spodenki. Obczaiłam też parę bluzek. Miałam zamiar wybrać sobie jedną.
- W paski? - z zawadiackim uśmiechem spytał Stan gdy oglądałam jeden z T-shirtów w paski.
- I co z tego, że w paski? _nic z tego nie rozumiałam
- Wiesz kto takie lubi nosić... - oznajmił tajemniczo.
- No kto?
- No jak kto ?! Louis... - kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Przestań! - mimo tego co powiedział brunet postanowiłam kupić tą bluzkę. Strasznie mi się spodobała.
W drodze do domu w ogóle się nie odzywaliśmy. Nie miałam czasu na rozmowy. Cały czas zastanawiałam się nad propozycją Tommo. Zgodzić się czy nie? Z jednej strony chciałam tam pojechać - kiedyś to było jedno z moich największych marzeń, ale teraz... W moich oczach Louis zmienił się nie do poznania. A może ja go wcale nie znałam...
Ani się obejrzałam a byliśmy już pod domem.
- To hej - pożegnałam się z przyjacielem i ruszyłam w kierunku swojego domu.
- Yy? Kate?
- Oops! Sorki... jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Całkiem zapomniałam, że mieszkam przecież u Stan'a.
Wróciłam się i weszliśmy do domu. W tym momencie dostałam SMS'a od Kim:
,, Jak zwykle to ja muszę wyciągać cię z pokoju :D wyjdziemy gdzieś? ''
Po krótkim zastanowieniu uznałam, że to dobry pomysł. Odpisałam:
,, No OK. Możesz wpaść za pół godziny''
Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje... Jestem weselsza i stałam się bardziej towarzyska. Ale chyba mi to nie przeszkadzało..
- Ja za chwilkę znikam... będę około... będę późno! - oznajmił Stan gdy już weszłam do salonu, w którym przebywał.
- Spoko... Nie musisz przecież mnie niańczyć. A poza tym ja też mam już plany - oświadczyłam siadając na kanapie. Chwilę później bruneta już nie było.
Z nudów włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach telewizyjnych. Nie specjalnie lubiłm oglądać TV, ale trzeba było jakoś ten czas zabić. Kim miała przyjąć dopiero za pół godziny.
Moje nic nierobienie przerwał dzwoniący telefon. Spojrzałam na ekran. 'Jasper'?
- Halo? -odebrałam zdziwiona.
- Halo? Kate? - odezwał się po paru sekundach
- Tak. A ty...
- Tak to ja.
- Ale ja dalej nie wiem jak masz na imię - ten chłopak coraz bardziej mnie zadziwiał. Pisze, dzwoni, ale imienia nie zdradzi. Dlaczego?
- Nie martw się. W swoim czasie się dowiesz. A na razie możesz mówić do mnie 'Jasper'. Jak do tych czas - oznajmił. W tej chwili poczułam jakbym ten głos już skądś znała... jakbym już rozmawiała z tą osobą.
- Niech ci będzie. A co skłoniło cię do zatelefonowania do mnie?
- No... już tyle razy ze sobą pisaliśmy. Chciałem w końcu cię usłyszeć - rzekł.
,,Znajomy głos'' - ta myśl cały czas tkwiła w mojej głowie.
- Uhmm... czy mi się wydaje czy my już wcześniej ze sobą rozmawialiśmy? - musiałam o to zapytać.
- Nie wiem... raczej nie. Choć kto wie może w poprzednim życiu? - w jego głosie dało się usłyszeć śmieszną tajemniczość - to chyba oznacza, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
- Ej! Ej! Ej! Nie zagalopowałeś się przypadkiem?
- No co? Nie lubię ukrywać swoich uczuć... dlatego też nie ukrywam, że cię lubię... - a mi szczęka opadła do samej ziemi. On mnie lubi?!
- Wiesz... lubić można każdego - odrzekłam z nadzieją, że to co powiedział nie było tym o czym ja myślę
- No ale ja cię tak lubię lubię - i w tym momencie odjęło mi mowę. Nie powiem, fajny chłopak z tego 'Jaspera', ale chciałem znaleźć kogoś z kim mogłabym pogadać z każdej porze dnia i nocy. Przyjaciela, a nie chłopaka - jesteś jeszcze tam? - moje przemyślenia przerwał jego głos.
- Proszę cie... zachowujemy się się jak dzieci. Pierwszy raz do mnie zadzwoniłeś i mówisz mi takie rzeczy?! - nie wiedziałam co powiedzieć więc wymyśliłam coś na poczekaniu i chyba dobrze mi to wyszło.
- Sory... ja tylko chciałem... nie ważne! wiesz co? Zapomnijmy o tym i zacznijmy od nowa! - nie wiem dlaczego ale wyczułam w jego głosie smutek i zrezygnowanie. Zrobiło mi się go trochę szkoda.
- No OK. Hej Jasper! - uczyniłam to co zaproponował.
- Cześć Kate. Co tam u ciebie słychać?
- A nic nowego.. jak zwykle kupa problemów i nie wiadomo od czego zacząć - opowiadałam - a co u ciebie?
- Nie jest źle. Po jutrze wracam do pracy - oznajmił chłopak.
- O matko! Prawie bym zapomniała! Umówiłam się z przyjaciółką! Muszę już kończyć! Zadzwonię później! Pa!
- No to pa! - usłyszałam tylko jego odpowiedź i szybko rozłączyłam się.
Wybrałam numer do Kim.
- Kim? Halo? - po kilku sygnałach odebrała a ja od razu zapytałam.
- No nareszcie! Dobijam się do ciebie od 15 minut! Gdzie ty jesteś?! - nie ukrywała swojego zdenerwowania.
- Cholera! Zapomniałam Ci powiedzieć. Jestem u Stan'a.
- Co?! Dlaczego u niego?!
- Przyjdź to wszystko ci opowiem... - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Po kilku sekundach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam by otworzyć.
- Co to ma znaczyć?! Dlaczego ty TU?! - już od progu zasypała mnie chmarą pytań-
- Spokojnie... wejdź to pogadamy.
Poszłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie
- No to czekam...
Opowiedziałam jej o kłótni z mamą i desperadzkiej przeprowadzce. Nie pominęłam też spotkania z Louis'em w galerii i rozmowy z 'Jasperem'. Tak jak myślałam po tym wszystkim była bardzo zaskoczona.
- I tak to wszystko wygląda...
- Ja... co? ty? Będziesz mieszkać z Louis'em? - oczywiście Directionerke tylko to zaciekawiło.
- Nie... Lou mieszka w Londynie.
- No tak... ale pod czas dni wolnych najczęściej przebywa w Doncaster.
- Ale tak poza tym jeszcze nie wiem czy przyjmę jego propozycję - oznajmiłam.
- Przyjmij! Przyjmij! Przyjmij! - jej ekscytacja sięgała granic.
- Jeszcze się zastanawiam - ze spokojem odpowiedziałam.
- No dobra. chyba już dzisiaj nigdzie nie wyjdziemy. Będe się się zwijać - oświadczyła Kim po czym wstała i ruszyła w stronę drzwi. Chwilę później zniknęła po ich drugiej stronie.
Postanowiłam resztę dnia spędzić w swojej sypialni. Położyłam się na łóżku i rozpoczęłam swoje rozmyślanie... Przeprowadzić się do Louis'a czy nie?
- Kate? - obudził mnie głos Stan'a. Obudził? A no tak musiałam zasnąć.
- Tak? Która godzina? - odezwałam się przecierając zaspane oczy
- 22:00. Obudziłem cię bo mam dla ciebie prezent - oznajmił brunet wręczając mi jakąś torebkę
- A z jakiej to okazji?
- Jak to z jakiej? Jutro są twoje urodziny.
- Moje co? - kompletnie zapomniałam... jutro przecież 14 październik!
- Urodziny. Co ty o tak ważnym dniu zapomniałaś?! To ja pamiętałem. Ale cały jutrzejszy dzień mam zawalony dlatego chciałem Ci dać prezent jeszcze dzisiaj - tłumaczył.
Otworzyłam torbę. W środku znalazłam parę złotych kolczyków z brylancikiem.
- Dziękuję! Są piękne! - oznajmiłam dając Stan'owi buziaka w policzek.
- Cieszę się, że ci się podobają. To ja już pójdę - rzekł brunet po czym odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
- Stan? - zatrzymałam go jeszcze.
- Tak? - odwrócił się i usiadł na łóżku obok mnie.
- Co do tej przeprowadzki do Doncaster to ja już zdecydowałam... oznajmiłam lekko zaniepokojona.
- I?
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Trochę późno ten rozdział ale... nie miałam czasu... ;// Tak się jaram BSE !!! Jeszcze nie minęła doba od premiery a ja już znam całą piosenkę na pamieć!! <3 kocham ją ;* Nie mogę się doczekać teledysku *O* .!
Chcę jeszcze raz podziękować wszystkim moim czytelnikom... mam nadzieję, że będzie was przybywać <3
Macie moje kolejne dzieło <3 tym razem Zayn !
Miłego dnia!
środa, 17 lipca 2013
Rozdział czwarty.
Usiadłam na chodniku i rozpłakałam się... Co teraz będzie? Miałam mentlik w głowie. Tyle problemów i do tego utrata dachu nad głową. Moje myśli sprowadzały się do jednego - skończyć ze sobą - tylko jak?
- Może w czymś pomóc? - do moich uszu dotarło pytanie - gdzie się wybierasz? - obok mnie pojawił się Stan.
- Nie jestem już twoją sąsiadką znad przeciwka - oznajmiłam czując wielki żal do całego świata.
- Jeśli już nie jesteś moją sąsiadką to może miałabyś ochotę zostać moją lokatorką? - oświadczył brunet, a kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Nie żartuj sobie. Właśnie przeżywam dramat.
- Ale ja nie żartuję. Serio, mogłabyś pomieszkać u mnie przez te kilka dni, puki nie znajdziesz czegoś na stałe - przykucnął obok mnie i objął ramieniem - pogadam tylko z mamą ale raczej nie będzie miała nic przeciwko.
- Serio gadasz? - spojrzałam w jego oczy próbując się uśmiechnąć.
- Serio. Chodź! - brunet złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Wziął moją torbę i ruszyliśmy do jego domu.
- Poczekaj tu. Pogadam z mamą - gdy już weszliśmy do ganku oznajmił i zniknął.
Do czego to doszło.. Będę mieszkać ze Stan'em. Dziwne uczucie. Nie byłam pewna czy tak naprawdę to dobre rozwązanie.
- Jest lajcik! Chodź, pokażę Ci twój pokój - Stan już po chwili zaciągnął mnie na górę do mojego nowego lokum.
Jedno dwuosobowe łóżko, szafa i biurko - tyle musiało mi wystarczyć na te kilka dni.
- Dziękuję! Nie wiem jak ci się odwdzięczyć.
- Wystarczy, że nie zrobił mi tu bałaganu. Nienawidzę sprzątać! - rzekł po czym z jego ust wydobyło się coś w rodzaju śmiechu.
- Nie martw się - klepnęłam chłopaka po ramieniu..
- Coś mała ta torba. Wydaje mi się, że nie zmieściłaś tam komputera - miał całkowitą rację. Komputera stacjonarnego przecież nie mogłam zabrać: a laptop, który został w domu należał do mojego taty.
- Jakoś sobie poradzę...
- No OK. Ja na razie spadam. Możesz się rozgościć - rzucił i zniknął za drzwiami.
Tyle się dzisiaj wydarzyło... Nie miałam ochoty myśleć nawet o tym co czuje teraz moja mama. wracać do szkoły? W żadnym wypadku! Moje rozmyślania przerwał przychodzący SMS :
,,Nie mam ochoty do ciebie dzwonić. wiedz tylko, że jeszcze się z tobą rozprawię.'' - napisał moja rodzicielka.
Popatrzyłam z wyrzutem na ekran po czym wyłączyłam telefon i rozpakowałam torbę.
Już 20:00?! Momentalnie zerwałam się z łóżka, na którym odpoczywałam. Wzięłam piżamę i ruszyłam w poszukiwaniu łazienki. Po kilku sekundach znalazłam ją na samym końcu korytarza. Zrobiłam to co trzeba by chwilę później wylądować pod ciepłą kołdrą i zapaść w błogi sen..
- Wstawaj śpioszku...- usłyszałam czyj męski głos. Uchyliłam powieki i to co zobaczyłam było kompletnie nie do przyjęcia. Siedział koło mnie... LOUIS TOMLINOSON!
- Co? Która godzina? Co ty tu robisz? - usiadłam obok niego zasypując go masą pytań.
- Jest 10:15. Wstawaj, śniadanie czeka... kochanie - uśmiechnął się muskając mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy my... - nie zdążyłam dokończyć przysłuchując się muzyce, którą właśnie usłyszałam. Mój budzik?
Otworzyłam oczy i ponownie zerwałam się z łóżka. Pokój był pusty. Na szczęście to był tylko sen... Szybko się ubrałam, uczesałam i zeszłam na dół.
- Dzień dobry - kobieta, za pewne mama Stan'a, przywitała się ze mną.
- Witam.
- Zjesz coś? - zapytała blondynka.
- Nie wiem... - na moją twarz wlazł grymas.
- Chodź! Zrobiłam tosty - przywołała mnie kiwając głową. Dosiadłam się więc do stołu... - rozmawiałam z twoją mamą. Powiedziała, że masz ją powiadomić gdy zmienisz nocleg.
- Przepraszam. Robię tylko kłopot. Może będzie lepiej jak jeszcze dzisiaj stąd zniknę - oznajmiłam z wyrzutem.
- Ależ nie masz co przepraszać. Możesz zostać ile chcesz - poinformowała mnie z uśmiechem na twarzy.
- Dzień Dobry - do kuchni wparował Stan - co dzisiaj robimy?- chwycił za jednego tosta pytając.
- Cześć. Ty nie w szkole?
- Jakoś źle się czuję... - spoglądał na swoją rodzicielkę, a mina momentalnie mu zżadła. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że udaje.
- Mniejsza o to... pytałeś co robimy. Ja pewnie będę szukać jakiegoś dachu nad głową. Chyba zadzwonię do Kim - powiedziałam bardziej do siebie.
- Daj spokój! Ja się tym zajmę. A poza tym przecież Cię stąd nie wyganiamy - pocieszał mnie brunet.
- Jak już tak nalegasz... w takim razie możemy gdzieś się później przejść - rzekłam z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
Dokończyłam śniadanie i wróciłam do swojego pokoju. Siedząc samotnie w czterech ścianach moje myśli sprowadziły się do Jasper'a. Gdyby nie umarł... Nagle przypomniał mi się chłopak, z którym czatowałam. Niejaki Jasper. Dlaczego akurat miał tak samo na imię jak mój chłopak? Dziwne... Pewnie tylko dlatego rozpoczęłam z nim konwersację... ,,So get out, get out, get out of my head!" - usłyszałam mój dzwoniący telefon. Dopiero teraz skojarzyłam sobie, że Kim ustawiła mi tą piosenką na dźwięk dzwonka. ONE DIRECTION - znowu. Odebrałam SMS'a :
,,Hej! W końcu znalazłam czas by do ciebie napisać :) " - to od Jasper'a. Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam: ,,No siema :)"
Nasza rozmowa trwała dość długo. Debatowaliśmy o różnych rzeczach. Między innymi zapytałam go czy naprawdę ma na imię Jasper, czy to tylko nick na czacie. Nie mogłam się powstrzymać. Odpowiedział, że to jego nick, ale prawdziwego imienia jeszcze nie zdradzi. Zastanawiałam się o co w tym wszystkim może chodzić...
Ani się obejrzałam a była już 14:00. Byłam pewna, że za chwilę do pokoju wpadnie Stan i wyciągnie mnie do galerii. Nie myliłam się.
Tym razem poszliśmy do Nando's. Zamówiliśmy sobie po porcji frytek. Czekając na nasze jedzenie stało się coś czego się nie spodziewałam...
- No witam... wiatm - Tommo znowu dziwnym trafem na nas wpadł.
- Stary! Czy to jakiś przypadek?! - odpowiedział przyjacielowi Stan.
- To ja idę do toalety... - oznajmiłam po czym wstał i ruszyłam w kierunku drzwi z napisem 'WC'. Z dziwnej nie znanej mi przyczyny przy tym gwiazdorze czułam się onieśmielająco. To chyba przez ten sen... Nie wiem...
- Tomlinson już poszedł? - zapytałam przyjaciela po powrocie z toalety.
- Tak... obgadaliśmy jedną sprawę. Ale musiał już się zwijać. Rozumiesz - sława. Brak czasu - tłumaczył brunet.
- Ta.. a jaką sprawę obgadaliście jeśli można wiedzieć?
- Wiesz, gadałem z nim już wczoraj... o tym twoim... noclegu i... - przerwał.
- z NIM gadałeś - zerwałam się z krzesła - oszalałeś?!
- Spokojnie... daj dokończyć. No i dzisaj... znalazł nocleg w sam raz dla ciebie! - oświadczył.
- Co za zaszczyt. Będę mieszkać w pokoju załatwionym specjalnie dla mnie przez samego Louis'a Tomlinsona! Ja cię pierdzielę! - wyplułam sarkastycznie.
- Ok. Ok. pozwól, że dokończę - rzekł a ja z powrotem rozsiadłam się na krześle przy stoliku.
- Dobra. To gdzie miałabym mieszkać?
- No nie wiem czy ci się to spodoba, ale... Lou zaprasza Cię do siebie -oznajmił. Poczułam jak włosy stają mi dęba.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Nareszcie! Już mi się guziki plątały od tego pisania ;) Macie czwarty rozdział !!! Podoba się?
... nie wiem co dalej pisać :D Dziękuję wam za te 250 wyświetleń!!! <3 Kocham was *-* Pojawili się też nowi członkowie których serdecznie witam <3
Mogę was zasypać resztą moich rysunków???
Zapraszam do komentowania !!! Enjoy! xx
- Może w czymś pomóc? - do moich uszu dotarło pytanie - gdzie się wybierasz? - obok mnie pojawił się Stan.
- Nie jestem już twoją sąsiadką znad przeciwka - oznajmiłam czując wielki żal do całego świata.
- Jeśli już nie jesteś moją sąsiadką to może miałabyś ochotę zostać moją lokatorką? - oświadczył brunet, a kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Nie żartuj sobie. Właśnie przeżywam dramat.
- Ale ja nie żartuję. Serio, mogłabyś pomieszkać u mnie przez te kilka dni, puki nie znajdziesz czegoś na stałe - przykucnął obok mnie i objął ramieniem - pogadam tylko z mamą ale raczej nie będzie miała nic przeciwko.
- Serio gadasz? - spojrzałam w jego oczy próbując się uśmiechnąć.
- Serio. Chodź! - brunet złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Wziął moją torbę i ruszyliśmy do jego domu.
- Poczekaj tu. Pogadam z mamą - gdy już weszliśmy do ganku oznajmił i zniknął.
Do czego to doszło.. Będę mieszkać ze Stan'em. Dziwne uczucie. Nie byłam pewna czy tak naprawdę to dobre rozwązanie.
- Jest lajcik! Chodź, pokażę Ci twój pokój - Stan już po chwili zaciągnął mnie na górę do mojego nowego lokum.
Jedno dwuosobowe łóżko, szafa i biurko - tyle musiało mi wystarczyć na te kilka dni.
- Dziękuję! Nie wiem jak ci się odwdzięczyć.
- Wystarczy, że nie zrobił mi tu bałaganu. Nienawidzę sprzątać! - rzekł po czym z jego ust wydobyło się coś w rodzaju śmiechu.
- Nie martw się - klepnęłam chłopaka po ramieniu..
- Coś mała ta torba. Wydaje mi się, że nie zmieściłaś tam komputera - miał całkowitą rację. Komputera stacjonarnego przecież nie mogłam zabrać: a laptop, który został w domu należał do mojego taty.
- Jakoś sobie poradzę...
- No OK. Ja na razie spadam. Możesz się rozgościć - rzucił i zniknął za drzwiami.
Tyle się dzisiaj wydarzyło... Nie miałam ochoty myśleć nawet o tym co czuje teraz moja mama. wracać do szkoły? W żadnym wypadku! Moje rozmyślania przerwał przychodzący SMS :
,,Nie mam ochoty do ciebie dzwonić. wiedz tylko, że jeszcze się z tobą rozprawię.'' - napisał moja rodzicielka.
Popatrzyłam z wyrzutem na ekran po czym wyłączyłam telefon i rozpakowałam torbę.
Już 20:00?! Momentalnie zerwałam się z łóżka, na którym odpoczywałam. Wzięłam piżamę i ruszyłam w poszukiwaniu łazienki. Po kilku sekundach znalazłam ją na samym końcu korytarza. Zrobiłam to co trzeba by chwilę później wylądować pod ciepłą kołdrą i zapaść w błogi sen..
- Wstawaj śpioszku...- usłyszałam czyj męski głos. Uchyliłam powieki i to co zobaczyłam było kompletnie nie do przyjęcia. Siedział koło mnie... LOUIS TOMLINOSON!
- Co? Która godzina? Co ty tu robisz? - usiadłam obok niego zasypując go masą pytań.
- Jest 10:15. Wstawaj, śniadanie czeka... kochanie - uśmiechnął się muskając mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy my... - nie zdążyłam dokończyć przysłuchując się muzyce, którą właśnie usłyszałam. Mój budzik?
Otworzyłam oczy i ponownie zerwałam się z łóżka. Pokój był pusty. Na szczęście to był tylko sen... Szybko się ubrałam, uczesałam i zeszłam na dół.
- Dzień dobry - kobieta, za pewne mama Stan'a, przywitała się ze mną.
- Witam.
- Zjesz coś? - zapytała blondynka.
- Nie wiem... - na moją twarz wlazł grymas.
- Chodź! Zrobiłam tosty - przywołała mnie kiwając głową. Dosiadłam się więc do stołu... - rozmawiałam z twoją mamą. Powiedziała, że masz ją powiadomić gdy zmienisz nocleg.
- Przepraszam. Robię tylko kłopot. Może będzie lepiej jak jeszcze dzisiaj stąd zniknę - oznajmiłam z wyrzutem.
- Ależ nie masz co przepraszać. Możesz zostać ile chcesz - poinformowała mnie z uśmiechem na twarzy.
- Dzień Dobry - do kuchni wparował Stan - co dzisiaj robimy?- chwycił za jednego tosta pytając.
- Cześć. Ty nie w szkole?
- Jakoś źle się czuję... - spoglądał na swoją rodzicielkę, a mina momentalnie mu zżadła. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że udaje.
- Mniejsza o to... pytałeś co robimy. Ja pewnie będę szukać jakiegoś dachu nad głową. Chyba zadzwonię do Kim - powiedziałam bardziej do siebie.
- Daj spokój! Ja się tym zajmę. A poza tym przecież Cię stąd nie wyganiamy - pocieszał mnie brunet.
- Jak już tak nalegasz... w takim razie możemy gdzieś się później przejść - rzekłam z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
Dokończyłam śniadanie i wróciłam do swojego pokoju. Siedząc samotnie w czterech ścianach moje myśli sprowadziły się do Jasper'a. Gdyby nie umarł... Nagle przypomniał mi się chłopak, z którym czatowałam. Niejaki Jasper. Dlaczego akurat miał tak samo na imię jak mój chłopak? Dziwne... Pewnie tylko dlatego rozpoczęłam z nim konwersację... ,,So get out, get out, get out of my head!" - usłyszałam mój dzwoniący telefon. Dopiero teraz skojarzyłam sobie, że Kim ustawiła mi tą piosenką na dźwięk dzwonka. ONE DIRECTION - znowu. Odebrałam SMS'a :
,,Hej! W końcu znalazłam czas by do ciebie napisać :) " - to od Jasper'a. Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam: ,,No siema :)"
Nasza rozmowa trwała dość długo. Debatowaliśmy o różnych rzeczach. Między innymi zapytałam go czy naprawdę ma na imię Jasper, czy to tylko nick na czacie. Nie mogłam się powstrzymać. Odpowiedział, że to jego nick, ale prawdziwego imienia jeszcze nie zdradzi. Zastanawiałam się o co w tym wszystkim może chodzić...
Ani się obejrzałam a była już 14:00. Byłam pewna, że za chwilę do pokoju wpadnie Stan i wyciągnie mnie do galerii. Nie myliłam się.
Tym razem poszliśmy do Nando's. Zamówiliśmy sobie po porcji frytek. Czekając na nasze jedzenie stało się coś czego się nie spodziewałam...
- No witam... wiatm - Tommo znowu dziwnym trafem na nas wpadł.
- Stary! Czy to jakiś przypadek?! - odpowiedział przyjacielowi Stan.
- To ja idę do toalety... - oznajmiłam po czym wstał i ruszyłam w kierunku drzwi z napisem 'WC'. Z dziwnej nie znanej mi przyczyny przy tym gwiazdorze czułam się onieśmielająco. To chyba przez ten sen... Nie wiem...
- Tomlinson już poszedł? - zapytałam przyjaciela po powrocie z toalety.
- Tak... obgadaliśmy jedną sprawę. Ale musiał już się zwijać. Rozumiesz - sława. Brak czasu - tłumaczył brunet.
- Ta.. a jaką sprawę obgadaliście jeśli można wiedzieć?
- Wiesz, gadałem z nim już wczoraj... o tym twoim... noclegu i... - przerwał.
- z NIM gadałeś - zerwałam się z krzesła - oszalałeś?!
- Spokojnie... daj dokończyć. No i dzisaj... znalazł nocleg w sam raz dla ciebie! - oświadczył.
- Co za zaszczyt. Będę mieszkać w pokoju załatwionym specjalnie dla mnie przez samego Louis'a Tomlinsona! Ja cię pierdzielę! - wyplułam sarkastycznie.
- Ok. Ok. pozwól, że dokończę - rzekł a ja z powrotem rozsiadłam się na krześle przy stoliku.
- Dobra. To gdzie miałabym mieszkać?
- No nie wiem czy ci się to spodoba, ale... Lou zaprasza Cię do siebie -oznajmił. Poczułam jak włosy stają mi dęba.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Nareszcie! Już mi się guziki plątały od tego pisania ;) Macie czwarty rozdział !!! Podoba się?
... nie wiem co dalej pisać :D Dziękuję wam za te 250 wyświetleń!!! <3 Kocham was *-* Pojawili się też nowi członkowie których serdecznie witam <3
Mogę was zasypać resztą moich rysunków???
Zapraszam do komentowania !!! Enjoy! xx
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział trzeci.
Tego chłopaka, na którego wpadłam w galerii.
- Hej! Ash, pamiętasz? Wpadłaś na mnie w...
- Tak pamiętam. Wejdź, jak musisz...- szybko i dyskretnie zamaskowałam ślady moich wcześniejszych poczynań.
- Przyszedłem żeby oddać Ci telefon. Zgubiłaś go w centrum - oznajmił po czym wyjął komórkę z kieszeni.
- Dzięki - wzięłam ją i odłożyłam na stolik nocny - coś jeszcze? Jestem trochę zajęta - rzuciłam siadając na łóżku
- Chciałem jeszcze zapytać.... czy wszystko w porządku. Tej nocy w parku... i ten mężczyzna... jak się czujesz? - dopiero teraz zdałam sobie z tego, że to włąśnie Ash obronił mnie przed tamtym gwałcicielem.
- To byłeś ty?!- moje zdziwienie nie miało granic.
- Tak... nie usłyszałem jeszcze podziękowania...- kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Dziękuję Ci! Z całego serca - instynktownie rzuciłam mu się na szyję. Zrobiło się trochę niezręcznie - oops! sorki nie powinnam...
- Nie! Nic nie szkodzi. Rozumie Cię... - nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się jego pięknym błękitnym oczom. Ani się obejrzałam a nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Było cudownie. Jednak po dłuższej chwili opamiętałam się i przerwałam tą błogą chwile.
- Uhmm... powinieneś już iść - rzuciłam spoglądając w kierunku drzwi
Wysoki blondyn zniknął z mojego pokoju i w końcu mogłam wrócić do tego co miałam zrobić wcześniej - pójść spać.
Obudził mnie mój dzwoniący telefon. Otworzyłam zaspane paczodoły i zaczęłam szukać komórki. Po sekundzie znalazłam ją daleko zapchaną pod poduszką. Dzwoniła Kim.
- Czego?! - nie miałam teraz ochoty z nią rozmawiać.
- Ty wiesz która godzina?! Dobijam się do ciebie od 7 rano! - w jej głosie usłyszałam zdenerwowanie.
- Która? - zapytałam z wyrzutem.
- 13:00! - oznajmiła dziewczyna.
Nie mogłam uwierzyć w to, że przespałam resztę wczorajszego dnia i połowę dzisiejszego!
- A dzwonisz w celu... ?
- Wiesz dobrze, że mamy ze sobą do pogadania na temat wiesz czego. I bez żadnych przeciwstawień jestem u ciebie za godzinę - rzekła stanowczo brunetka i rozłączyła się.
Fajnie. Nie dość, że już od samego rana (jeśli 13 po południu można nazwać rankiem) jestem w nie najlepszym humorze, to jeszcze przyjdzie ci taka Kim i zacznie ględzić. Niestety musiałam się z tym pogodzić.
Wzięłam ręcznik, szampon i resztę potrzebnych rzeczy i poszłam się wykąpać. P 30 minutach byłam już odświeżona i w miarę ogarnięta. Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc włączyłam komputer. Chwilę później byłam już zalogowana na czacie.. Ku mojemu szczęściu był tam 'Jasper'.
Ja: siema ;)
Jasper: cześć ;)
Ja: co tam u ciebie?
Jasper: całkiem spoko. Byłem niedawno w centrum i spotkałem tego przyjaciela, co Ci mówiłem, że się wyprowadził.
Ja: no to fajnie ;)
Jasper: no i właśnie idę z nim dzisiaj na piwo.... ;D
Ja: cieszę się, że masz takiego przyjaciela :)
Jasper: muszę już kończyć ): ale może.... dasz mi swój nr. żebyśmy mogli częściej popisać?
Ja: no nie wiem...
Jasper: plossseee... ;*
Ja: niech będzie.
Oczywiście dałam mu ten numer i zakończyliśmy rozmowę. I dobrze, że tak się stało, bo już po chwili do mojego pokoju wparowała Kim.
- Hej! Hej! - nie wiem dlaczego ogarniało go takie szczęście.
- Cześć - odparłam bez entuzjazmu.
- Może od razu przejdziemy do sedna.
- Mianowicie...?
- Mianowicie, chciałam Ci uświadomić, że jestem twoją przyjaciółką i możesz mi mówić wszystko. Te cięcia w ogóle nie są Ci potrzebne... - tłumaczyła brunetka. Jej słowa były tak pocieszające... lecz wiedziałam, że to nie wystarczy.
- Ale ja już nie wyrabiam... - poczułam jak moje oczy przepełniają się łzami - nie mogę. nie potrafię! - wtedy wybuchłam już gorzkim płaczem w się w przyjaciółkę.
- Kate... ja jestem tutaj... teraz mi wszystko opowiedz - oznajmiła.
Rozmowa zajęła nam trochę czasu. Wyznałam jej wszystko nie pomijając tego co zdarzyło się tamtej nocy w parku. Dzięki tej konwersacji zrobiło mi się... lepiej? Chyba mogę to tak nazwać.
- Dobra. Ja muszę już lecieć. I pamiętaj... jak będzie się coś działo dzwoń! - oznajmiła brunetka po czym zniknęła za drzwiami.
Postanowiłam coś zjeść. Zeszłam więc na dół by usmażyć sobie jajko z bekonem.
- Kate? - usłyszałam mamę, która prawdopodobnie siedziała teraz w salonie.
- Tak?
- Chodź tu na chwilkę... - odłożyłam jajka do lodówki i zrobiłam to co kazała.
- Co chciałaś? - zapytałam siadając obok niej na kanapie.
- Wiesz, że miesiąc temu zaczął się rok szkolny... - już wiedziałam, że to nie znaczy nic dobrego.
- I co w związku z tym? - zapytałam próbując nie doprowadzić do tego czego się tak bałam -powrotu do szkoły.
- No i w związku z tym wracasz do nauki... -stanowczo oznajmiła rodzicielka.
- Chyba sobie żartujesz?! Nie będe chodzić do szkoły! - zrywając się z kanapy z krzykiem zaprzeczyłam.
- Jestem twoją matką i będziesz robić co ci każę!
- Nie będziesz! - wybiegłam z salonu i ruszyłam do swojego pokoju. Wyjęłąm torbę z szafy i zaczęłam się pakować.
- Gdzie się wybierasz?! - w tej chwili mama wparowała do pokoju.
- Wyprowadzam się! Nie chcę dłużej mieszkać w tym domu!
- Proszę bardzo! Mogę ci nawet załatwić nowy dom - byłam trochę zaskoczona gdy to powiedziała - w pokoju bez klamki będziesz się czuła znakomicie - i wszystko było jasne.
- Nie dziękuję! - chwyciłam torbę i wybiegłam z domu.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: W końcu! mam nadzieję, że podobał wam się ten rozdział... ;) według mnie jest trochę za krótki ... Ostatnio w życiu Kate pojawił się niejaki Ash... wymyślam to wszystko na bieżąco i nwm czy będzie go więcej... ;3 jeśli się jeszcze pojawi to przybliżę wam jego postać ;*
Chciałabym jeszcze wam podziękować za te wszystkie wyświetlenia <3 Witam też drugiego członka *bez skojarzeń* :D
Ostatnio spodobał się wam mój rysunek Louis'a . Przedstawiam wam teraz moje drugie dzieło:
*Mam tego więcej ;PP*
Have a nice day.! *-* .! <3
- Hej! Ash, pamiętasz? Wpadłaś na mnie w...
- Tak pamiętam. Wejdź, jak musisz...- szybko i dyskretnie zamaskowałam ślady moich wcześniejszych poczynań.
- Przyszedłem żeby oddać Ci telefon. Zgubiłaś go w centrum - oznajmił po czym wyjął komórkę z kieszeni.
- Dzięki - wzięłam ją i odłożyłam na stolik nocny - coś jeszcze? Jestem trochę zajęta - rzuciłam siadając na łóżku
- Chciałem jeszcze zapytać.... czy wszystko w porządku. Tej nocy w parku... i ten mężczyzna... jak się czujesz? - dopiero teraz zdałam sobie z tego, że to włąśnie Ash obronił mnie przed tamtym gwałcicielem.
- To byłeś ty?!- moje zdziwienie nie miało granic.
- Tak... nie usłyszałem jeszcze podziękowania...- kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Dziękuję Ci! Z całego serca - instynktownie rzuciłam mu się na szyję. Zrobiło się trochę niezręcznie - oops! sorki nie powinnam...
- Nie! Nic nie szkodzi. Rozumie Cię... - nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się jego pięknym błękitnym oczom. Ani się obejrzałam a nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Było cudownie. Jednak po dłuższej chwili opamiętałam się i przerwałam tą błogą chwile.
- Uhmm... powinieneś już iść - rzuciłam spoglądając w kierunku drzwi
Wysoki blondyn zniknął z mojego pokoju i w końcu mogłam wrócić do tego co miałam zrobić wcześniej - pójść spać.
Obudził mnie mój dzwoniący telefon. Otworzyłam zaspane paczodoły i zaczęłam szukać komórki. Po sekundzie znalazłam ją daleko zapchaną pod poduszką. Dzwoniła Kim.
- Czego?! - nie miałam teraz ochoty z nią rozmawiać.
- Ty wiesz która godzina?! Dobijam się do ciebie od 7 rano! - w jej głosie usłyszałam zdenerwowanie.
- Która? - zapytałam z wyrzutem.
- 13:00! - oznajmiła dziewczyna.
Nie mogłam uwierzyć w to, że przespałam resztę wczorajszego dnia i połowę dzisiejszego!
- A dzwonisz w celu... ?
- Wiesz dobrze, że mamy ze sobą do pogadania na temat wiesz czego. I bez żadnych przeciwstawień jestem u ciebie za godzinę - rzekła stanowczo brunetka i rozłączyła się.
Fajnie. Nie dość, że już od samego rana (jeśli 13 po południu można nazwać rankiem) jestem w nie najlepszym humorze, to jeszcze przyjdzie ci taka Kim i zacznie ględzić. Niestety musiałam się z tym pogodzić.
Wzięłam ręcznik, szampon i resztę potrzebnych rzeczy i poszłam się wykąpać. P 30 minutach byłam już odświeżona i w miarę ogarnięta. Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc włączyłam komputer. Chwilę później byłam już zalogowana na czacie.. Ku mojemu szczęściu był tam 'Jasper'.
Ja: siema ;)
Jasper: cześć ;)
Ja: co tam u ciebie?
Jasper: całkiem spoko. Byłem niedawno w centrum i spotkałem tego przyjaciela, co Ci mówiłem, że się wyprowadził.
Ja: no to fajnie ;)
Jasper: no i właśnie idę z nim dzisiaj na piwo.... ;D
Ja: cieszę się, że masz takiego przyjaciela :)
Jasper: muszę już kończyć ): ale może.... dasz mi swój nr. żebyśmy mogli częściej popisać?
Ja: no nie wiem...
Jasper: plossseee... ;*
Ja: niech będzie.
Oczywiście dałam mu ten numer i zakończyliśmy rozmowę. I dobrze, że tak się stało, bo już po chwili do mojego pokoju wparowała Kim.
- Hej! Hej! - nie wiem dlaczego ogarniało go takie szczęście.
- Cześć - odparłam bez entuzjazmu.
- Może od razu przejdziemy do sedna.
- Mianowicie...?
- Mianowicie, chciałam Ci uświadomić, że jestem twoją przyjaciółką i możesz mi mówić wszystko. Te cięcia w ogóle nie są Ci potrzebne... - tłumaczyła brunetka. Jej słowa były tak pocieszające... lecz wiedziałam, że to nie wystarczy.
- Ale ja już nie wyrabiam... - poczułam jak moje oczy przepełniają się łzami - nie mogę. nie potrafię! - wtedy wybuchłam już gorzkim płaczem w się w przyjaciółkę.
- Kate... ja jestem tutaj... teraz mi wszystko opowiedz - oznajmiła.
Rozmowa zajęła nam trochę czasu. Wyznałam jej wszystko nie pomijając tego co zdarzyło się tamtej nocy w parku. Dzięki tej konwersacji zrobiło mi się... lepiej? Chyba mogę to tak nazwać.
- Dobra. Ja muszę już lecieć. I pamiętaj... jak będzie się coś działo dzwoń! - oznajmiła brunetka po czym zniknęła za drzwiami.
Postanowiłam coś zjeść. Zeszłam więc na dół by usmażyć sobie jajko z bekonem.
- Kate? - usłyszałam mamę, która prawdopodobnie siedziała teraz w salonie.
- Tak?
- Chodź tu na chwilkę... - odłożyłam jajka do lodówki i zrobiłam to co kazała.
- Co chciałaś? - zapytałam siadając obok niej na kanapie.
- Wiesz, że miesiąc temu zaczął się rok szkolny... - już wiedziałam, że to nie znaczy nic dobrego.
- I co w związku z tym? - zapytałam próbując nie doprowadzić do tego czego się tak bałam -powrotu do szkoły.
- No i w związku z tym wracasz do nauki... -stanowczo oznajmiła rodzicielka.
- Chyba sobie żartujesz?! Nie będe chodzić do szkoły! - zrywając się z kanapy z krzykiem zaprzeczyłam.
- Jestem twoją matką i będziesz robić co ci każę!
- Nie będziesz! - wybiegłam z salonu i ruszyłam do swojego pokoju. Wyjęłąm torbę z szafy i zaczęłam się pakować.
- Gdzie się wybierasz?! - w tej chwili mama wparowała do pokoju.
- Wyprowadzam się! Nie chcę dłużej mieszkać w tym domu!
- Proszę bardzo! Mogę ci nawet załatwić nowy dom - byłam trochę zaskoczona gdy to powiedziała - w pokoju bez klamki będziesz się czuła znakomicie - i wszystko było jasne.
- Nie dziękuję! - chwyciłam torbę i wybiegłam z domu.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: W końcu! mam nadzieję, że podobał wam się ten rozdział... ;) według mnie jest trochę za krótki ... Ostatnio w życiu Kate pojawił się niejaki Ash... wymyślam to wszystko na bieżąco i nwm czy będzie go więcej... ;3 jeśli się jeszcze pojawi to przybliżę wam jego postać ;*
Chciałabym jeszcze wam podziękować za te wszystkie wyświetlenia <3 Witam też drugiego członka *bez skojarzeń* :D
Ostatnio spodobał się wam mój rysunek Louis'a . Przedstawiam wam teraz moje drugie dzieło:
*Mam tego więcej ;PP*
Have a nice day.! *-* .! <3
sobota, 13 lipca 2013
Rozdział drugi.
Louis Tomlinson we własnej osobie z ochroniarzem u boku. Tak on. Pamiętam jak byłam młodsza bardzo lubiłam jego zespół - One Direction. Kim jak zwykle zaczęła wariować (nadal była ich wierną fanką). Szybko zerwała się z krzesła i w mgnieniu oka była już obok gwiazdora prosząc o autograf i zdjęcie.
- Kim uspokój się! Nigdy człowieka nie widziałaś?! - próbowałam udawać, że nie obchodzi mnie to co się wokół mnie dzieje.
- Cześć! Jestem Louis ale... ty mnie już chyba znasz - tym razem Tommo zwrócił się do mnie.
- Hej - zmusiłam się do wyduszenia z siebie tego jednego słowa.
Nie specjalnie się nim interesowałam. Tomlinson jeszcze chwile mi się przyglądał po czym złapał mnie za ręke aby pomóc mi wstać.
- Dżentelmen się znalazł - wciąż próbowałam zgrywać niedostępną.
Niestety nie wiadomo w jaki sposób rękaw mojej bluzy podwinął się. Cięcia, które nosiłam na nadgarstku zostały odsłonione. Na niedomiar tego wszystkiego Kim i Lou je zauważyli.
- Kate.. Co to jest? - na twarzy mojej przyjaciółki dało się zauważyć zdziwienie a za razem zmartwienie.
- To nic... kot mnie podrapał... - próbowała wybrnąć jakoś z tej sytuacji. Brunet uwolnił już moją dłoń z uścisku więc powoli zaczęłam się cofać. Po chwili odwróciłam się i zaczęłam uciekać
- Kate! Katie zaczekaj! - usłyszałam jeszcze nawoływanie brunetki. Nic już nie miało dla mnie większego znaczenia. Biegłam przed siebie nie zważając na nic.nagle poczułam jak czyjeś ciało obija się o mnie. Chwilę później leżałam już na ziemi.
- Oj! Przepraszam... nie zauważyłem - jeszcze na niego nie spojrzałam, a już wiedziałam, że ten głos skądś znam - wstajesz? -przed swoimi oczyma zauważyłam męską dłoń. Znajomą dłoń... Złapałam chłopaka za rękę i już po sekundzie stałam na nogach.
- Jasper? - zapytałam tajemniczo. Byłam pełna nadziei.
- Co? Nie... jestem Ash a ty jesteś... bardzo piękna - czy mi się zdawało czy on próbował mnie poderwać?
Suma sumarum nie byłto mój Jas co dzotkliwie mnie zraniło, choć chyba nie powinno... Postanowiłam kontynuować swoją ucieczkę. W końcu znalazłam wyjście z tej cholernej galerii. Moim celem był dom. Droga do centrum zajęła nam zaledwie 10 minut, a drodze powrotnej nie było końca.
Zatrzymałam się w jakimś parku. Usiadłam na jednej z ławek obok oczka wodnego. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy, które już po chwili, jedna po drugiej ściekały mi po policzkach. Wszyscy wokół mnie byli tacy szczęśliwi. Dlaczego ja nie mogłam zaznać choć odrobiny radości? Na każdym kroku czekała mnie jakaś przeszkoda.
Czas w parku zleciał mi bardzo szybko. Ani się obejrzałam a było już prawie ciemno, jednak nie miałam już zamiaru wracać do domu. Siedząc tak samotnie poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Nie przejęłam się tym zbytnio. Byłoby nawet lepiej gdyby ten 'ktoś' mnie zabił
Opierając swoją brodę na kolanach zauważyłam ciemną postać idącą w moim kierunku. Przyznam szczerze, że wtedy zaczęłam już się bać. Powoli wstała i z narastającym tempem zaczęłam uciekać.Niestety tajemnicza postać dogoniła mnie i powaliła na ziemie. Moje przypuszczenia potwierdziły się - był to mężczyzna. Przycisnął mnie do gleby i zaczął brutalnie całować po szyi. Nie potrafiłam się przed nim obronić; jedyne co mogłam to krzyczeć.
- Ej! Zostaw ją! - wyrywając się z uścisku oprawcy usłyszałam czyjś niski głos. Po chwili poczuła się wolna. Nie namyślając się ani chwili dłużej zaczęłam uciekać. ,,Przed siebie'' - ta myśl ciągle tkwiła w mojej głowie.
- Zaczekaj! Mam twój... - nie zdążyłam usłyszeć nawoływania mojego wybawcy, byłam już za daleko.
Ucieczka - to co przez ten cały czas musiałam czynić. Resztę nocy postanowiłam spędzić na przystanku autobusowym. Nie miałam teraz zamiaru wracać do domu. Było mi wszystko jedno czy ktoś spróbuje mnie zgwałcić czy zabić. Pozwalam...
- Kochanie... obudź się - usłyszałam wczesnym rankiem kobiecy głos. Po czym uchyliłam powieki i wstałam
- co ty tu robisz? - dopytywała kobieta - idź do domu.
Zrobiłam dokładnie to co mi kazała. Ruszyłam w kierunku domu. Nie zdążyłam wejść da podwórko, a już zauważyłam mamę biegnącą w moim kierunku.
- Katie! - słyszałam jej nawoływanie, które nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Po chwili znajdowałam się w jej ramionach - gdzie by.łaś? Nic ci się nie stało? - od razu zasypała mnie chmarą pytań.
- Mamo... nic mi nie jest. Zasiedziałam się u koleżanki i nie chciałam wracać po ciemku, więc u niej przenocowałam - próbowałam wybrnąć z sytułacji.
- Ale dlaczego nie odbierasz telefonu?! - nie przestawała pytać. Złapałam się za kieszeń i dopiero teraz spostrzegłam, że jest ona pusta. Telefonu nie ma.
- Musiał się rozładować - wypaliłam po czym powiedziałam jeszcze coś w stylu ,,sory'' i ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Zanim mama zdążyła wejść do salonu otworzyłam barek i wyciągnęłam z niego butelkę whisky. Schowałam ją pod bluzę i już po chwili zamknęłam się w swoim pokoju.
Wyjęłam z szuflady jedną ze swoich ostrych żyletek i byłam gotowa by zrobić to w czym jestem najlepsza. Ból mnie uspokajał; po moich dłoniach zaczęły spływać strugi krwi
Zachłannie upiłam łyk whisky patrząc jak pościel, na której siedziałam powoli zabarwiała się na czerwono. Nagle usłyszałam czyjeś pukanie do drzwi.
- Kate otwórz! Dzwoni Kimberlie - oznajmiła rodzicielka po czym szarpnęła za klamkę. Na daremnie drzwi były zakluczone.
- To jak dzwoni na twój telefon to chyba do ciebie - rzuciłam.
- Do ciebie! Nie odbierasz swojej komórki - całkiem zapomniałam, że ją zgubiłam. Podeszłam więc do drzwi i je uchyliłam. Przez szparę w drzwiach wzięłam telefon i z powrotem zamknęłam się w swoim świecie.
- Halo? - rzekłam do słuchawki mając nadzieję, że przyjaciółka jeszcze jest po drugiej stronie.
- Katie! Czemu nie odbierasz?! Martwiłam się - od razu usłyszałam paniczny krzyk brunetki.
- Tak jak cała reszta... Nie panikuj, zgubiłam telefon. Co chciałaś? - próbowałam uspokoić przyjaciółkę choć sama byłam w nie najlepszym stanie
- Co chciałam?! CO CHCIAŁAM?! Dobrze wiesz co się wczoraj stało! Musimy pogadać! - stanowczo oznajmiła.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Ucichłam na chwile nadsłuchując kto taki mógł nas odwiedzić.
- Katie? Halo? - cały czas dało się usłyszeć nawoływanie Kimberlie.
- Dobra, muszę kończyć! Pogadamy później. Pa! - rzuciłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Miałam zamiar położyć się spać ale usłyszałam ponowne pukanie do drzwi. Mimowolnie wstałam i otworzyłam je. Jakie było moje zdziwienie gdy na korytarzu zobaczyłam....
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: No w końcu jakoś udało mi się przepisać ten rozdział.. xP Nie mogę uwierzyć, że mam 88 wejść w ciągu dwóch dni!! Tylko kochani - mała prośba - jeśli przeczytaliście rozdział to prosiłabym o komentarz.. bo nie wiem czy wam się podoba, czy nie? Pisać dalej?
Następny rozdział pojawi się najpóźniej w poniedziałek. Chciałam jeszcze podziękować mojej siostrze Paulinie za podsunięcie pomysłu ;) zapraszam też na jej bloga --> http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
I zdjątko dla cb kochanie:
(Sama rysowałam! <3 )
- Kim uspokój się! Nigdy człowieka nie widziałaś?! - próbowałam udawać, że nie obchodzi mnie to co się wokół mnie dzieje.
- Cześć! Jestem Louis ale... ty mnie już chyba znasz - tym razem Tommo zwrócił się do mnie.
- Hej - zmusiłam się do wyduszenia z siebie tego jednego słowa.
Nie specjalnie się nim interesowałam. Tomlinson jeszcze chwile mi się przyglądał po czym złapał mnie za ręke aby pomóc mi wstać.
- Dżentelmen się znalazł - wciąż próbowałam zgrywać niedostępną.
Niestety nie wiadomo w jaki sposób rękaw mojej bluzy podwinął się. Cięcia, które nosiłam na nadgarstku zostały odsłonione. Na niedomiar tego wszystkiego Kim i Lou je zauważyli.
- Kate.. Co to jest? - na twarzy mojej przyjaciółki dało się zauważyć zdziwienie a za razem zmartwienie.
- To nic... kot mnie podrapał... - próbowała wybrnąć jakoś z tej sytuacji. Brunet uwolnił już moją dłoń z uścisku więc powoli zaczęłam się cofać. Po chwili odwróciłam się i zaczęłam uciekać
- Kate! Katie zaczekaj! - usłyszałam jeszcze nawoływanie brunetki. Nic już nie miało dla mnie większego znaczenia. Biegłam przed siebie nie zważając na nic.nagle poczułam jak czyjeś ciało obija się o mnie. Chwilę później leżałam już na ziemi.
- Oj! Przepraszam... nie zauważyłem - jeszcze na niego nie spojrzałam, a już wiedziałam, że ten głos skądś znam - wstajesz? -przed swoimi oczyma zauważyłam męską dłoń. Znajomą dłoń... Złapałam chłopaka za rękę i już po sekundzie stałam na nogach.
- Jasper? - zapytałam tajemniczo. Byłam pełna nadziei.
- Co? Nie... jestem Ash a ty jesteś... bardzo piękna - czy mi się zdawało czy on próbował mnie poderwać?
Suma sumarum nie byłto mój Jas co dzotkliwie mnie zraniło, choć chyba nie powinno... Postanowiłam kontynuować swoją ucieczkę. W końcu znalazłam wyjście z tej cholernej galerii. Moim celem był dom. Droga do centrum zajęła nam zaledwie 10 minut, a drodze powrotnej nie było końca.
Zatrzymałam się w jakimś parku. Usiadłam na jednej z ławek obok oczka wodnego. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy, które już po chwili, jedna po drugiej ściekały mi po policzkach. Wszyscy wokół mnie byli tacy szczęśliwi. Dlaczego ja nie mogłam zaznać choć odrobiny radości? Na każdym kroku czekała mnie jakaś przeszkoda.
Czas w parku zleciał mi bardzo szybko. Ani się obejrzałam a było już prawie ciemno, jednak nie miałam już zamiaru wracać do domu. Siedząc tak samotnie poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Nie przejęłam się tym zbytnio. Byłoby nawet lepiej gdyby ten 'ktoś' mnie zabił
Opierając swoją brodę na kolanach zauważyłam ciemną postać idącą w moim kierunku. Przyznam szczerze, że wtedy zaczęłam już się bać. Powoli wstała i z narastającym tempem zaczęłam uciekać.Niestety tajemnicza postać dogoniła mnie i powaliła na ziemie. Moje przypuszczenia potwierdziły się - był to mężczyzna. Przycisnął mnie do gleby i zaczął brutalnie całować po szyi. Nie potrafiłam się przed nim obronić; jedyne co mogłam to krzyczeć.
- Ej! Zostaw ją! - wyrywając się z uścisku oprawcy usłyszałam czyjś niski głos. Po chwili poczuła się wolna. Nie namyślając się ani chwili dłużej zaczęłam uciekać. ,,Przed siebie'' - ta myśl ciągle tkwiła w mojej głowie.
- Zaczekaj! Mam twój... - nie zdążyłam usłyszeć nawoływania mojego wybawcy, byłam już za daleko.
Ucieczka - to co przez ten cały czas musiałam czynić. Resztę nocy postanowiłam spędzić na przystanku autobusowym. Nie miałam teraz zamiaru wracać do domu. Było mi wszystko jedno czy ktoś spróbuje mnie zgwałcić czy zabić. Pozwalam...
- Kochanie... obudź się - usłyszałam wczesnym rankiem kobiecy głos. Po czym uchyliłam powieki i wstałam
- co ty tu robisz? - dopytywała kobieta - idź do domu.
Zrobiłam dokładnie to co mi kazała. Ruszyłam w kierunku domu. Nie zdążyłam wejść da podwórko, a już zauważyłam mamę biegnącą w moim kierunku.
- Katie! - słyszałam jej nawoływanie, które nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Po chwili znajdowałam się w jej ramionach - gdzie by.łaś? Nic ci się nie stało? - od razu zasypała mnie chmarą pytań.
- Mamo... nic mi nie jest. Zasiedziałam się u koleżanki i nie chciałam wracać po ciemku, więc u niej przenocowałam - próbowałam wybrnąć z sytułacji.
- Ale dlaczego nie odbierasz telefonu?! - nie przestawała pytać. Złapałam się za kieszeń i dopiero teraz spostrzegłam, że jest ona pusta. Telefonu nie ma.
- Musiał się rozładować - wypaliłam po czym powiedziałam jeszcze coś w stylu ,,sory'' i ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Zanim mama zdążyła wejść do salonu otworzyłam barek i wyciągnęłam z niego butelkę whisky. Schowałam ją pod bluzę i już po chwili zamknęłam się w swoim pokoju.
Wyjęłam z szuflady jedną ze swoich ostrych żyletek i byłam gotowa by zrobić to w czym jestem najlepsza. Ból mnie uspokajał; po moich dłoniach zaczęły spływać strugi krwi
Zachłannie upiłam łyk whisky patrząc jak pościel, na której siedziałam powoli zabarwiała się na czerwono. Nagle usłyszałam czyjeś pukanie do drzwi.
- Kate otwórz! Dzwoni Kimberlie - oznajmiła rodzicielka po czym szarpnęła za klamkę. Na daremnie drzwi były zakluczone.
- To jak dzwoni na twój telefon to chyba do ciebie - rzuciłam.
- Do ciebie! Nie odbierasz swojej komórki - całkiem zapomniałam, że ją zgubiłam. Podeszłam więc do drzwi i je uchyliłam. Przez szparę w drzwiach wzięłam telefon i z powrotem zamknęłam się w swoim świecie.
- Halo? - rzekłam do słuchawki mając nadzieję, że przyjaciółka jeszcze jest po drugiej stronie.
- Katie! Czemu nie odbierasz?! Martwiłam się - od razu usłyszałam paniczny krzyk brunetki.
- Tak jak cała reszta... Nie panikuj, zgubiłam telefon. Co chciałaś? - próbowałam uspokoić przyjaciółkę choć sama byłam w nie najlepszym stanie
- Co chciałam?! CO CHCIAŁAM?! Dobrze wiesz co się wczoraj stało! Musimy pogadać! - stanowczo oznajmiła.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Ucichłam na chwile nadsłuchując kto taki mógł nas odwiedzić.
- Katie? Halo? - cały czas dało się usłyszeć nawoływanie Kimberlie.
- Dobra, muszę kończyć! Pogadamy później. Pa! - rzuciłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Miałam zamiar położyć się spać ale usłyszałam ponowne pukanie do drzwi. Mimowolnie wstałam i otworzyłam je. Jakie było moje zdziwienie gdy na korytarzu zobaczyłam....
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: No w końcu jakoś udało mi się przepisać ten rozdział.. xP Nie mogę uwierzyć, że mam 88 wejść w ciągu dwóch dni!! Tylko kochani - mała prośba - jeśli przeczytaliście rozdział to prosiłabym o komentarz.. bo nie wiem czy wam się podoba, czy nie? Pisać dalej?
I zdjątko dla cb kochanie:
(Sama rysowałam! <3 )
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział pierwszy
Trzy miesiące minęły nie wiadomo kiedy, a ja nadal pamiętam... Nawet nie chcę zapomnieć. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zerwałam jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. teraz moimi przyjaciółmi stały się ostre żyletki. Ból - to jedyne co czułam przez cały ten czas. Nie mam już po co żyć. Jest nadzieja, że już niedługo spotkam się z moim ukochanym.
Rodzice Jaspera wyprowadzili się. Mama mi mówiła, że na przeciwko mieszka teraz jakieś małżeństwo z synem o imieniu Stan. Byłam załamana. To znaczyło, że Jas już na zawsze opuścił moje życie, ale ta nadzieja... wciąż trwała.
Często przesiadywałam na czacie internetowym. Nie wiem dlaczego, ale rozmowa 'obcymi' pozwalała ma choć na sekundę zapomnieć. Gdy wyłączałam komputer wszystko powracało. Na mój ból nie było już lekarstwa. W sieci poznałam pewnego chłopaka o imieniu Jasper (przynajmniej tak tak brzmiał jego nick na portalu). Bardzo fajnie mi się z nim pisało, może to przez to imię... Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
Ja: hej
Jasper: hej ;) co tam?
Ja: nie jest dobrze ;// ale daję rade ;)
Jasper: coś się dzieje?
Ja: uwierz mi nie chciałbyś 'wysłuchiwać' moich problemów...
Jasper: nie zmuszam ;) ale jeszcze kiedyś mi powiesz :3
Ja: heh xP a co tam u ciebie?
Jasper: u mnie? nudyy ;// mój przyjaciel się wyprowadził ;/ nie mam co robić .
Ja: to klapa. a poza tym?
Jasper: Mam urlop ;) za tydzień wracam do pracy ;//
Ja: hue hue xD ja jeszcze nie pracuję... dobra muszę już znikać ;//
Jasper: pa ;*
Ja: hej
Tak... nie chciałam mu opowiadać o swoich problemach, ale nie chciałam też go okłamywać. Z jakiegoś powodu strasznie lubiłam z nim pisać. I tylko z nim...
Tego ranka obudziłam się bardzo wcześnie. To okropne uczucie gdy nie ma Go obok ciebie. Nadal pamiętam...
Zeszłam na dół by zrobić sobie coś na śniadanie. Po skończonym posiłku wróciłam na górę by się ubrać. padło na czarną bluzę z kapturem i dresowe spodnie. Włosy niechlujnie związałam w koka i byłam gotowa by kolejny dzień spędzić w samotności, którą tak bardzo kochałam.
Zbiegłam na dół do salonu i włączyłam telewizor. Od niechcenia zaczęłam skakać po kanałach. po chwili ekran zaczął się rozmazywać, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zdarzało mi się to bardzo często - bez żadnego powodu zaczynałam płakać.
Uspokoiłam się trochę gdy usłyszałam mój dzwoniący telefon. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie mojej przyjaciółki Kimberlie. Od niechcenia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak? - rzekłam ocierając łzy.
- Katie? Czy ty znowu płakałaś? - przed nią nic nie dało się ukryć.
- Wcale nie! Mów co chcesz? - nie wiem nawet dlaczego mój humor raptownie pogorszył się jeszcze bardziej.
- Może w końcu wyjdziesz z domu? Tak dawno nie spędzałyśmy razem czasu...
- Wiesz jak jest... a poza tym nie mam na to ochoty - odparłam nie zastanawiając się. Moja odpowiedź zawsze brzmiała 'NIE'.
- No weź... proszę...
- Kim...
- Nie chcę więcej słyszeć odmowy! Jestem u ciebie za pół godziny - oznajmiła stanowczo brunetka. Nie wiem... może to mi dobrze zrobi? Mój humor nadal nie miał zamiaru ani trochę się poprawić.
- Jesteś jeszcze tam?
- Tak. Tak. Jak już musisz to wpadaj - odparłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Nie mam pojęcia po co się na to zgodziłam. Postanowiłam wrócić to przeglądania kanałów telewizyjnych.
- Kate? Katie?! - usłyszałam głos przyjaciółki i uchyliłam powieki - kiedy zdążyłaś zasnąć? Rozmawiałyśmy przed chwilą..!
- To ja spałam? - nawet nie pamiętam kiedy to się stało...
- Tak. Właśnie cię obudziłam - oznajmiła brunetka z lekkim uśmiechem na ustach - idziesz? Czy zostajemy w domu? Osobiście wolę tę pierwszą opcję.
- Wolałabym zostać- odparłam przecierając zaspane oczy.
- Ha! Chyba coś cię boli! Idziemy do galerii! Zbieraj się! - stanowczo dała mi do zrozumienia, że odmowy nie przyjmie. No więc, wstałam, ubrałam swoje skejty i byłam już gotowa.
- Idziemy? - zapytałam stojąc już przy drzwiach wejściowych.
- Chcesz wyjść z domu bez makijażu? - na jej twarz wskoczyło zdziwienie.
- Zapomniałam.... e tam! Mam wyrąbane - oznajmiłam po czym pierwszy raz od trzech miesięcy wybiegłam z domu. Zaraz za mną pojawiła się Kim.
Nie zdążyłam wyjść jeszcze na chodnik i zauważyłam ciemnowłosego chłopaka wychodzącego z domu po drugiej stronie ulicy.
- Hej Stan! - moja przyjaciółka zwróciła się do tego samego bruneta, któremu ja w tej chwili się przyglądałam. To on? Byłam bardzo zdziwiona. Stan?
- Idę! Idę! - tajemniczy chłopak zaczął biec w naszym kierunku.
- To ty go znasz? - zwróciłam się półtonem do Kim.
- Tak! A ty nie? - zrobiła zdziwioną minę.
Po chwili Stan był już koło na i mogliśmy ruszyć do galerii. Droga zajęła na 10 minut. Gdy byliśmy już na miejscu postanowiliśmy coś zjeść.
- Nie wzięłam pieniędzy - dopiero teraz zdałam sobię sprawę z tego, że jestem kompletnym bankrutem.
- Nic się nie martw. Ja stawiam! - oznajmił Stan po czym udaliśmy się do najbliższej kafejki. Uznałam jednak, że nie będę nic jadła i usiadłam przy jednym ze stolików. Brunet i moja przyjaciółka zamówili sobie po cheeseburgerze i coli. Czekając na zamówione jedzenie Stan niespodziewanie odezwał się. Odziwo nie do mnie ani nie do Kim..
- Stary! Dawno cię nie widziałem! - jego ręka i ręka jakiegoś mężczyzny połączyły się w koleżeńskim uścisku.
- Cześć! Jak się masz? - zapytała tajemnicza postać. Po chwili nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że 'tajemniczym mężczyzną' okazał się być nie kto inny jak ...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Jest pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się podobał.. ;) Strasznie się przy nim namęczyłam... Jak myślicie z kim rozmawia Stan? A właśnie przybliżę wam trochę jego postać
Stan - Brunet, 20 lat. Zamieszkał na przeciwko Kate po wyprowadzce rodziców Jaspera. Jest miły i koleżeński. Zawsze potrafi postawić na swoim. Uwielbia jeździć konno.
Endżoj!
Rodzice Jaspera wyprowadzili się. Mama mi mówiła, że na przeciwko mieszka teraz jakieś małżeństwo z synem o imieniu Stan. Byłam załamana. To znaczyło, że Jas już na zawsze opuścił moje życie, ale ta nadzieja... wciąż trwała.
Często przesiadywałam na czacie internetowym. Nie wiem dlaczego, ale rozmowa 'obcymi' pozwalała ma choć na sekundę zapomnieć. Gdy wyłączałam komputer wszystko powracało. Na mój ból nie było już lekarstwa. W sieci poznałam pewnego chłopaka o imieniu Jasper (przynajmniej tak tak brzmiał jego nick na portalu). Bardzo fajnie mi się z nim pisało, może to przez to imię... Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
Ja: hej
Jasper: hej ;) co tam?
Ja: nie jest dobrze ;// ale daję rade ;)
Jasper: coś się dzieje?
Ja: uwierz mi nie chciałbyś 'wysłuchiwać' moich problemów...
Jasper: nie zmuszam ;) ale jeszcze kiedyś mi powiesz :3
Ja: heh xP a co tam u ciebie?
Jasper: u mnie? nudyy ;// mój przyjaciel się wyprowadził ;/ nie mam co robić .
Ja: to klapa. a poza tym?
Jasper: Mam urlop ;) za tydzień wracam do pracy ;//
Ja: hue hue xD ja jeszcze nie pracuję... dobra muszę już znikać ;//
Jasper: pa ;*
Ja: hej
Tak... nie chciałam mu opowiadać o swoich problemach, ale nie chciałam też go okłamywać. Z jakiegoś powodu strasznie lubiłam z nim pisać. I tylko z nim...
Tego ranka obudziłam się bardzo wcześnie. To okropne uczucie gdy nie ma Go obok ciebie. Nadal pamiętam...
Zeszłam na dół by zrobić sobie coś na śniadanie. Po skończonym posiłku wróciłam na górę by się ubrać. padło na czarną bluzę z kapturem i dresowe spodnie. Włosy niechlujnie związałam w koka i byłam gotowa by kolejny dzień spędzić w samotności, którą tak bardzo kochałam.
Zbiegłam na dół do salonu i włączyłam telewizor. Od niechcenia zaczęłam skakać po kanałach. po chwili ekran zaczął się rozmazywać, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zdarzało mi się to bardzo często - bez żadnego powodu zaczynałam płakać.
Uspokoiłam się trochę gdy usłyszałam mój dzwoniący telefon. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie mojej przyjaciółki Kimberlie. Od niechcenia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak? - rzekłam ocierając łzy.
- Katie? Czy ty znowu płakałaś? - przed nią nic nie dało się ukryć.
- Wcale nie! Mów co chcesz? - nie wiem nawet dlaczego mój humor raptownie pogorszył się jeszcze bardziej.
- Może w końcu wyjdziesz z domu? Tak dawno nie spędzałyśmy razem czasu...
- Wiesz jak jest... a poza tym nie mam na to ochoty - odparłam nie zastanawiając się. Moja odpowiedź zawsze brzmiała 'NIE'.
- No weź... proszę...
- Kim...
- Nie chcę więcej słyszeć odmowy! Jestem u ciebie za pół godziny - oznajmiła stanowczo brunetka. Nie wiem... może to mi dobrze zrobi? Mój humor nadal nie miał zamiaru ani trochę się poprawić.
- Jesteś jeszcze tam?
- Tak. Tak. Jak już musisz to wpadaj - odparłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Nie mam pojęcia po co się na to zgodziłam. Postanowiłam wrócić to przeglądania kanałów telewizyjnych.
- Kate? Katie?! - usłyszałam głos przyjaciółki i uchyliłam powieki - kiedy zdążyłaś zasnąć? Rozmawiałyśmy przed chwilą..!
- To ja spałam? - nawet nie pamiętam kiedy to się stało...
- Tak. Właśnie cię obudziłam - oznajmiła brunetka z lekkim uśmiechem na ustach - idziesz? Czy zostajemy w domu? Osobiście wolę tę pierwszą opcję.
- Wolałabym zostać- odparłam przecierając zaspane oczy.
- Ha! Chyba coś cię boli! Idziemy do galerii! Zbieraj się! - stanowczo dała mi do zrozumienia, że odmowy nie przyjmie. No więc, wstałam, ubrałam swoje skejty i byłam już gotowa.
- Idziemy? - zapytałam stojąc już przy drzwiach wejściowych.
- Chcesz wyjść z domu bez makijażu? - na jej twarz wskoczyło zdziwienie.
- Zapomniałam.... e tam! Mam wyrąbane - oznajmiłam po czym pierwszy raz od trzech miesięcy wybiegłam z domu. Zaraz za mną pojawiła się Kim.
Nie zdążyłam wyjść jeszcze na chodnik i zauważyłam ciemnowłosego chłopaka wychodzącego z domu po drugiej stronie ulicy.
- Hej Stan! - moja przyjaciółka zwróciła się do tego samego bruneta, któremu ja w tej chwili się przyglądałam. To on? Byłam bardzo zdziwiona. Stan?
- Idę! Idę! - tajemniczy chłopak zaczął biec w naszym kierunku.
- To ty go znasz? - zwróciłam się półtonem do Kim.
- Tak! A ty nie? - zrobiła zdziwioną minę.
Po chwili Stan był już koło na i mogliśmy ruszyć do galerii. Droga zajęła na 10 minut. Gdy byliśmy już na miejscu postanowiliśmy coś zjeść.
- Nie wzięłam pieniędzy - dopiero teraz zdałam sobię sprawę z tego, że jestem kompletnym bankrutem.
- Nic się nie martw. Ja stawiam! - oznajmił Stan po czym udaliśmy się do najbliższej kafejki. Uznałam jednak, że nie będę nic jadła i usiadłam przy jednym ze stolików. Brunet i moja przyjaciółka zamówili sobie po cheeseburgerze i coli. Czekając na zamówione jedzenie Stan niespodziewanie odezwał się. Odziwo nie do mnie ani nie do Kim..
- Stary! Dawno cię nie widziałem! - jego ręka i ręka jakiegoś mężczyzny połączyły się w koleżeńskim uścisku.
- Cześć! Jak się masz? - zapytała tajemnicza postać. Po chwili nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że 'tajemniczym mężczyzną' okazał się być nie kto inny jak ...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Jest pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się podobał.. ;) Strasznie się przy nim namęczyłam... Jak myślicie z kim rozmawia Stan? A właśnie przybliżę wam trochę jego postać
Stan - Brunet, 20 lat. Zamieszkał na przeciwko Kate po wyprowadzce rodziców Jaspera. Jest miły i koleżeński. Zawsze potrafi postawić na swoim. Uwielbia jeździć konno.
Endżoj!
środa, 10 lipca 2013
Prolog.
- Cześć kochanie - usłyszałam głos mojego chłopaka. Powoli uchyliłam powieki. Jak zwykle Jasper siedział tuż obok mnie. Byłam z nim bardzo szczęśliwa.
- Dzień dobry - odpowiedziałam, po czym usiadłam na łóżku i pocałowałam go w policzek - mamy jakieś plany na dzisiaj? - zapytałam z zaciekawieniem. Na jego twarzy pojawił się grymas - co się stało?
- Nic takiego. Po prostu dzisiaj jadę do Dover. Mój znajomy wpada na kila dni. Muszę po niego pojechać - mocno wzdychną po czym wstał i oparł się o ścianę.
- Szkoda... ale zdążymy jeszcze wyskoczyć razem na miasto?
- Jasne! Skoczę tylko do domu po portfel
Miałam trochę czasu na to by się trochę ogarnąć. Ubrałam bluzkę z napisem 'LOVE' , krótkie spodenki i moje ulubione czarne sandały. Rozczesałam i wyprostowałam włosy. Jeszcze tylko lekki makijaż i gotowe
Po kilkunastu minutach mogliśmy już wyruszyć do galerii. na miejscu zjedliśmy po hot dogu i ogólnie miło spędziliśmy czas.
Około 13:00 Jasper musiał już wracać więc pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Reszta dnia minęła jak zwykle nudno i smętnie. Przed 19:00 postanowiłam jeszcze trochę pobiegać. szybko zeszłam na dół i ubrałam swoje adidasy. Wyszłam przed dom i ruszyłam w drogę.
Po kilkunastu minutach dobiegłam do parku. Usiadłam na chwilę na ławkę aby dać odpocząć swojemu ciału. Z każdej strony dobiegał do mnie zapach kwiatów rosnących nieopodal. Przypomniało mi się jak pierwszy raz spotkałam tu Jaspera. Zerwał mi różę z klombu, na który teraz właśnie spoglądałam. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej odebrałam go.
- Halo? Kate? - usłyszałam zdenerwowany głos mamy
- Tak? Coś się stało?
- Kochanie... tylko się nie denerwuj, ale musisz szybko wracać do domu - tłumaczyła jakby przez łzy.
- Dlaczego?! Co się... - nie zdążyłam dokończyć.
- Jasper miał wypadek. Jedziemy do szpitala - nie czekając na dalsze wyjaśnienia rozłączyłam się i ruszyłam w kierunku domu. Biegłam tak szybko jak się dało. Nie wiem nawet co działo się wtedy w mojej gowie. Była zszokowana. W kilka minut dotarłam pod dom. Mama czekała już na mnie w samochodzie. Szybko do niego wsiadłąm i z piskiem opon ruszyłyśmy do szpitala. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Co teraz będzie? Co jeśli stało mu się coś poważnego? Ta niewiedza rozrywała mnie od środka.
Gdy tylko dotarliśmy pod szpital w mgnieniu oka wyskoczyła z auta i pobiegłam w kierunku recepcji.
- Gdzie leży Jasper Swan? - spytałam recepcjonistki zniecierpliwiona i załamana
- Sala dwieście siedem - odparła kobieta
Jej wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Czym prędzej ruszyłam w kierunku sali mojego chłopaka. Gdy tam dotarłam nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przez szybę w drzwiach dostrzegłam chmarę lekarzy reanimujących zakrwawionego Jaspera. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie, pełne bólu łzy. Dlaczego on?! Po chwili z sali wyszła jakaś pielęgniarka.
- Tu nie wolno wchodzić. Proszę poczekać tam - wskazała na poczekalnie i odeszła.
Opadłam bezradnie na kolana . Pozostało mi się modlić... Przecież mieliśmy spędzić całe życie razem... co ja teraz zrobię...? Poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach. To mama - podnisła mnie i zaprowadziła do poczekalni. Usiadłam na krzesełku w kącie i pogrążyłam się w cichym ubolewaniu. Po chwili do sali weszli rodzice Jaspera. Nic się nie odezwali. Atmosfera była nie do zniesienia. 15 minut później stało się coś czego bałam się najbardziej...
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy... przykro mi... - słowa lekarza na zawsze utkwiły w mojej głowie...
---------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Mam nadzieję że się podobało i z czasem będzie was coraz więcej. Nie wiem jeszcze kiedy dodam pierwszy rozdział. Postaram się jak najprędzej ;) Macie tutaj słodkiego Harry'ego <3 http://24.media.tumblr.com/tumblr_me9gqc3guy1ra6breo1_500.gif
- Dzień dobry - odpowiedziałam, po czym usiadłam na łóżku i pocałowałam go w policzek - mamy jakieś plany na dzisiaj? - zapytałam z zaciekawieniem. Na jego twarzy pojawił się grymas - co się stało?
- Nic takiego. Po prostu dzisiaj jadę do Dover. Mój znajomy wpada na kila dni. Muszę po niego pojechać - mocno wzdychną po czym wstał i oparł się o ścianę.
- Szkoda... ale zdążymy jeszcze wyskoczyć razem na miasto?
- Jasne! Skoczę tylko do domu po portfel
Miałam trochę czasu na to by się trochę ogarnąć. Ubrałam bluzkę z napisem 'LOVE' , krótkie spodenki i moje ulubione czarne sandały. Rozczesałam i wyprostowałam włosy. Jeszcze tylko lekki makijaż i gotowe
Po kilkunastu minutach mogliśmy już wyruszyć do galerii. na miejscu zjedliśmy po hot dogu i ogólnie miło spędziliśmy czas.
Około 13:00 Jasper musiał już wracać więc pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Reszta dnia minęła jak zwykle nudno i smętnie. Przed 19:00 postanowiłam jeszcze trochę pobiegać. szybko zeszłam na dół i ubrałam swoje adidasy. Wyszłam przed dom i ruszyłam w drogę.
Po kilkunastu minutach dobiegłam do parku. Usiadłam na chwilę na ławkę aby dać odpocząć swojemu ciału. Z każdej strony dobiegał do mnie zapach kwiatów rosnących nieopodal. Przypomniało mi się jak pierwszy raz spotkałam tu Jaspera. Zerwał mi różę z klombu, na który teraz właśnie spoglądałam. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej odebrałam go.
- Halo? Kate? - usłyszałam zdenerwowany głos mamy
- Tak? Coś się stało?
- Kochanie... tylko się nie denerwuj, ale musisz szybko wracać do domu - tłumaczyła jakby przez łzy.
- Dlaczego?! Co się... - nie zdążyłam dokończyć.
- Jasper miał wypadek. Jedziemy do szpitala - nie czekając na dalsze wyjaśnienia rozłączyłam się i ruszyłam w kierunku domu. Biegłam tak szybko jak się dało. Nie wiem nawet co działo się wtedy w mojej gowie. Była zszokowana. W kilka minut dotarłam pod dom. Mama czekała już na mnie w samochodzie. Szybko do niego wsiadłąm i z piskiem opon ruszyłyśmy do szpitala. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Co teraz będzie? Co jeśli stało mu się coś poważnego? Ta niewiedza rozrywała mnie od środka.
Gdy tylko dotarliśmy pod szpital w mgnieniu oka wyskoczyła z auta i pobiegłam w kierunku recepcji.
- Gdzie leży Jasper Swan? - spytałam recepcjonistki zniecierpliwiona i załamana
- Sala dwieście siedem - odparła kobieta
Jej wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Czym prędzej ruszyłam w kierunku sali mojego chłopaka. Gdy tam dotarłam nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przez szybę w drzwiach dostrzegłam chmarę lekarzy reanimujących zakrwawionego Jaspera. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie, pełne bólu łzy. Dlaczego on?! Po chwili z sali wyszła jakaś pielęgniarka.
- Tu nie wolno wchodzić. Proszę poczekać tam - wskazała na poczekalnie i odeszła.
Opadłam bezradnie na kolana . Pozostało mi się modlić... Przecież mieliśmy spędzić całe życie razem... co ja teraz zrobię...? Poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach. To mama - podnisła mnie i zaprowadziła do poczekalni. Usiadłam na krzesełku w kącie i pogrążyłam się w cichym ubolewaniu. Po chwili do sali weszli rodzice Jaspera. Nic się nie odezwali. Atmosfera była nie do zniesienia. 15 minut później stało się coś czego bałam się najbardziej...
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy... przykro mi... - słowa lekarza na zawsze utkwiły w mojej głowie...
---------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Mam nadzieję że się podobało i z czasem będzie was coraz więcej. Nie wiem jeszcze kiedy dodam pierwszy rozdział. Postaram się jak najprędzej ;) Macie tutaj słodkiego Harry'ego <3 http://24.media.tumblr.com/tumblr_me9gqc3guy1ra6breo1_500.gif
Bohaterowie.
Katie Wolverhampton - szesnastoletnia dziewczyna mieszkająca wraz ze swoimi rodzicami (Kristen i Paul) na przedmieściach Londynu. Miła, przyjacielska i wesoła . Lubi spędzać czas ze swoim chłopakiem i surfować w internecie. Ma psa o imieniu Loki ;)
Jasper Swan - chłopak Kate. Ma 18 lat i mieszka na przeciwko swojej dziewczyny. Interesuje się śpiewem. W przyszłości chce zostać DJ-em.
Kimberlie - przyjaciółka Kate. Jest w jej wieku. Mieszka w centrum Londynu. Bardzo dużo się uczy i stara się być idealna. Cały czas próbuje dorównać swojej przyjaciółce. Cały czas pozostaje jednak jej lojalna.
Louis Tomlinson - 21 letni mężczyzna. Piosenkarz. Jest w zespole z czterema przyjaciółmi. Mimo swojego wieku nie znalazł jeszcze swojej miłości *cały czas szuka*. Stara się jak najwięcej czasu spędzać ze swoimi przyjaciółmi. Miły i uczynny brunet ;)
Niall, Liam, Harry i Zayn - pozostali członkowie zespołu One Direction.
Jasper Swan - chłopak Kate. Ma 18 lat i mieszka na przeciwko swojej dziewczyny. Interesuje się śpiewem. W przyszłości chce zostać DJ-em.
Kimberlie - przyjaciółka Kate. Jest w jej wieku. Mieszka w centrum Londynu. Bardzo dużo się uczy i stara się być idealna. Cały czas próbuje dorównać swojej przyjaciółce. Cały czas pozostaje jednak jej lojalna.
Louis Tomlinson - 21 letni mężczyzna. Piosenkarz. Jest w zespole z czterema przyjaciółmi. Mimo swojego wieku nie znalazł jeszcze swojej miłości *cały czas szuka*. Stara się jak najwięcej czasu spędzać ze swoimi przyjaciółmi. Miły i uczynny brunet ;)
Niall, Liam, Harry i Zayn - pozostali członkowie zespołu One Direction.
Powitanie.
Hey,
Jestem Natalia a to mój nowy *pierwszy* blog. Mam nadzieję że spędzimy wiele miłych chwil razem... ;)
Jestem Natalia a to mój nowy *pierwszy* blog. Mam nadzieję że spędzimy wiele miłych chwil razem... ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










