czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział pierwszy

 Trzy miesiące minęły nie wiadomo kiedy, a ja nadal pamiętam... Nawet nie chcę zapomnieć. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zerwałam jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. teraz moimi przyjaciółmi stały się ostre żyletki. Ból - to jedyne co czułam przez cały ten czas. Nie mam już po co żyć. Jest nadzieja, że już niedługo spotkam się z moim ukochanym.
  Rodzice Jaspera wyprowadzili się. Mama mi mówiła, że na przeciwko mieszka teraz jakieś małżeństwo z synem o imieniu Stan. Byłam załamana. To znaczyło, że Jas już na zawsze opuścił moje życie, ale ta nadzieja... wciąż trwała.
 Często przesiadywałam na czacie internetowym. Nie wiem dlaczego, ale rozmowa 'obcymi' pozwalała ma choć na sekundę zapomnieć. Gdy wyłączałam komputer wszystko powracało. Na mój ból nie było już lekarstwa. W sieci poznałam pewnego chłopaka o imieniu Jasper (przynajmniej tak tak brzmiał jego nick na portalu).  Bardzo fajnie mi się z nim pisało, może to przez to imię... Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
Ja: hej
Jasper: hej ;) co tam?
Ja: nie jest dobrze ;// ale daję rade ;)
Jasper: coś się dzieje?
Ja: uwierz mi nie chciałbyś 'wysłuchiwać' moich problemów...
Jasper: nie zmuszam ;) ale jeszcze kiedyś mi powiesz :3
Ja: heh xP a co tam u ciebie?
Jasper: u mnie? nudyy ;// mój przyjaciel się wyprowadził ;/ nie mam co robić .
Ja: to klapa. a poza tym?
Jasper: Mam urlop ;) za tydzień wracam do pracy ;//
Ja: hue hue xD ja jeszcze nie pracuję... dobra muszę już znikać ;//
Jasper: pa ;*
Ja: hej
  Tak... nie chciałam mu opowiadać o swoich problemach, ale nie chciałam też go okłamywać. Z jakiegoś powodu strasznie lubiłam z nim pisać. I tylko z nim...
 Tego ranka obudziłam się bardzo wcześnie. To okropne uczucie gdy nie ma Go obok ciebie. Nadal pamiętam...
 Zeszłam na dół by zrobić sobie coś na śniadanie. Po skończonym posiłku wróciłam na górę by się ubrać. padło na czarną bluzę z kapturem i dresowe spodnie. Włosy niechlujnie związałam w koka i byłam gotowa by kolejny dzień spędzić w samotności, którą tak bardzo kochałam.
  Zbiegłam na dół do salonu i włączyłam telewizor. Od niechcenia zaczęłam skakać po kanałach. po chwili ekran zaczął się rozmazywać, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zdarzało mi się to bardzo często - bez żadnego powodu zaczynałam płakać.
 Uspokoiłam się trochę gdy usłyszałam mój dzwoniący telefon. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie mojej przyjaciółki Kimberlie. Od niechcenia nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak? - rzekłam ocierając łzy.
- Katie? Czy ty znowu płakałaś? - przed nią nic nie dało się ukryć.
- Wcale nie! Mów co chcesz? - nie wiem nawet dlaczego mój humor raptownie pogorszył się jeszcze bardziej.
- Może w końcu wyjdziesz z domu? Tak dawno nie spędzałyśmy razem czasu...
- Wiesz jak jest... a poza tym nie mam na to ochoty - odparłam nie zastanawiając się. Moja odpowiedź zawsze brzmiała 'NIE'.
- No weź... proszę...
- Kim...
- Nie chcę więcej słyszeć odmowy! Jestem u ciebie za pół godziny - oznajmiła stanowczo brunetka. Nie wiem... może to mi dobrze zrobi? Mój humor nadal nie miał zamiaru ani trochę się poprawić.
- Jesteś jeszcze tam?
- Tak. Tak. Jak już musisz to wpadaj - odparłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
 Nie mam pojęcia po co się na to zgodziłam. Postanowiłam wrócić to przeglądania kanałów telewizyjnych.
- Kate? Katie?! - usłyszałam głos przyjaciółki i uchyliłam powieki - kiedy zdążyłaś zasnąć? Rozmawiałyśmy przed chwilą..!
- To ja spałam? - nawet nie pamiętam kiedy to się stało...
- Tak. Właśnie cię obudziłam - oznajmiła brunetka z lekkim uśmiechem na ustach - idziesz? Czy zostajemy w domu? Osobiście wolę tę pierwszą opcję.
- Wolałabym zostać- odparłam przecierając zaspane oczy.
- Ha! Chyba coś cię boli! Idziemy do galerii! Zbieraj się! - stanowczo dała mi do zrozumienia, że odmowy nie przyjmie. No więc, wstałam,  ubrałam  swoje  skejty i byłam już gotowa.
- Idziemy? - zapytałam stojąc już przy drzwiach wejściowych.
- Chcesz wyjść z domu bez makijażu? - na jej twarz wskoczyło zdziwienie.
- Zapomniałam.... e tam! Mam wyrąbane - oznajmiłam po czym pierwszy raz od trzech miesięcy wybiegłam z domu. Zaraz za mną pojawiła się Kim.
 Nie zdążyłam wyjść jeszcze na chodnik i zauważyłam ciemnowłosego chłopaka wychodzącego z domu po drugiej stronie ulicy.
- Hej Stan! - moja przyjaciółka zwróciła się do tego samego bruneta, któremu ja w tej chwili się przyglądałam. To on? Byłam bardzo zdziwiona. Stan?
- Idę! Idę! - tajemniczy chłopak zaczął biec w naszym kierunku.
- To ty go znasz? - zwróciłam się półtonem do Kim.
- Tak! A ty nie? - zrobiła zdziwioną minę.
 Po chwili Stan był już koło na i mogliśmy ruszyć do galerii. Droga zajęła na 10 minut. Gdy byliśmy już na miejscu postanowiliśmy coś zjeść.
- Nie wzięłam pieniędzy - dopiero teraz zdałam sobię sprawę z tego, że jestem kompletnym bankrutem.
- Nic się nie martw. Ja stawiam! - oznajmił Stan po czym udaliśmy się do najbliższej kafejki. Uznałam jednak, że nie będę nic jadła i usiadłam przy jednym ze stolików. Brunet i moja przyjaciółka zamówili sobie po cheeseburgerze i coli. Czekając na zamówione jedzenie Stan niespodziewanie odezwał się. Odziwo nie do mnie ani nie do Kim..
- Stary! Dawno cię nie widziałem! - jego ręka i ręka jakiegoś mężczyzny połączyły się w koleżeńskim uścisku.
- Cześć! Jak się masz? - zapytała tajemnicza postać. Po chwili nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że 'tajemniczym mężczyzną' okazał się być nie kto inny jak ...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Jest pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że się podobał.. ;) Strasznie się przy nim namęczyłam... Jak myślicie z kim rozmawia Stan? A właśnie przybliżę wam trochę jego postać
Stan - Brunet, 20 lat. Zamieszkał na przeciwko Kate po wyprowadzce rodziców Jaspera. Jest miły i koleżeński. Zawsze potrafi postawić na swoim. Uwielbia jeździć konno.

Endżoj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz