sobota, 13 lipca 2013

Rozdział drugi.

Louis Tomlinson we własnej osobie z ochroniarzem u boku. Tak on. Pamiętam jak byłam młodsza bardzo lubiłam jego zespół - One Direction. Kim jak zwykle zaczęła wariować (nadal była ich wierną fanką). Szybko zerwała się z krzesła i w mgnieniu oka była już obok gwiazdora prosząc o autograf i zdjęcie.
- Kim uspokój się! Nigdy człowieka nie widziałaś?! - próbowałam udawać, że nie obchodzi mnie to co się wokół mnie dzieje.
- Cześć! Jestem Louis ale... ty mnie już chyba znasz - tym razem Tommo zwrócił się do mnie.
- Hej - zmusiłam się do wyduszenia z siebie tego jednego słowa.
 Nie specjalnie się nim interesowałam. Tomlinson jeszcze chwile mi się przyglądał po czym złapał mnie za ręke aby pomóc mi wstać.
- Dżentelmen się znalazł - wciąż próbowałam zgrywać niedostępną.
 Niestety nie wiadomo w jaki sposób rękaw mojej bluzy podwinął się. Cięcia, które nosiłam na nadgarstku zostały odsłonione. Na niedomiar tego wszystkiego Kim i Lou je zauważyli.
- Kate.. Co to jest? - na twarzy mojej przyjaciółki dało się zauważyć zdziwienie a za razem zmartwienie.
- To nic... kot mnie podrapał... - próbowała wybrnąć jakoś z tej sytuacji. Brunet uwolnił już moją dłoń z uścisku więc powoli zaczęłam się cofać. Po chwili odwróciłam się i zaczęłam uciekać
- Kate! Katie zaczekaj! - usłyszałam jeszcze nawoływanie brunetki. Nic już nie miało dla mnie większego znaczenia. Biegłam przed siebie nie zważając na nic.nagle poczułam jak czyjeś ciało obija się o mnie. Chwilę później leżałam już na ziemi.
-  Oj! Przepraszam... nie zauważyłem - jeszcze na niego nie spojrzałam, a już wiedziałam, że ten głos skądś znam - wstajesz? -przed swoimi oczyma zauważyłam męską dłoń. Znajomą dłoń... Złapałam chłopaka za rękę i już po sekundzie stałam na nogach.
- Jasper? - zapytałam tajemniczo. Byłam pełna nadziei.
- Co? Nie... jestem Ash a ty jesteś... bardzo piękna - czy mi się zdawało czy on próbował mnie poderwać?
Suma sumarum nie byłto mój Jas co dzotkliwie mnie zraniło, choć chyba nie powinno... Postanowiłam kontynuować swoją ucieczkę. W końcu znalazłam wyjście z tej cholernej galerii. Moim celem był dom. Droga do centrum zajęła nam zaledwie 10 minut, a drodze powrotnej nie było końca.
  Zatrzymałam się w jakimś parku. Usiadłam na jednej z ławek obok oczka wodnego. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy, które już po chwili, jedna po drugiej ściekały mi po policzkach. Wszyscy wokół mnie byli tacy szczęśliwi. Dlaczego ja nie mogłam zaznać choć odrobiny radości? Na każdym kroku czekała mnie jakaś przeszkoda.
  Czas w parku zleciał mi bardzo szybko. Ani się obejrzałam a było już prawie ciemno, jednak nie miałam  już zamiaru wracać  do domu. Siedząc tak samotnie poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Nie przejęłam się tym zbytnio. Byłoby nawet lepiej gdyby ten 'ktoś' mnie zabił
  Opierając swoją brodę na kolanach zauważyłam ciemną postać idącą w moim kierunku. Przyznam szczerze, że wtedy zaczęłam już się bać. Powoli wstała i z narastającym tempem zaczęłam uciekać.Niestety tajemnicza postać dogoniła mnie i powaliła na ziemie. Moje przypuszczenia potwierdziły się - był to mężczyzna. Przycisnął mnie do gleby i zaczął brutalnie całować po szyi. Nie potrafiłam się przed nim obronić; jedyne co mogłam to krzyczeć.
- Ej! Zostaw ją! - wyrywając się z uścisku oprawcy usłyszałam czyjś niski głos. Po chwili poczuła się wolna. Nie namyślając się ani chwili dłużej zaczęłam uciekać. ,,Przed siebie'' - ta myśl ciągle tkwiła w mojej głowie.
- Zaczekaj! Mam twój... - nie zdążyłam usłyszeć nawoływania mojego wybawcy, byłam już za daleko.
  Ucieczka - to co przez ten cały czas musiałam czynić. Resztę nocy postanowiłam spędzić na przystanku autobusowym. Nie miałam teraz zamiaru wracać do domu. Było mi wszystko jedno czy ktoś spróbuje mnie zgwałcić czy zabić. Pozwalam...

- Kochanie... obudź się - usłyszałam wczesnym rankiem kobiecy głos. Po czym uchyliłam powieki i wstałam
  - co ty tu robisz? - dopytywała kobieta - idź do domu.
 Zrobiłam dokładnie to co mi kazała. Ruszyłam w kierunku domu. Nie zdążyłam wejść da podwórko, a już zauważyłam mamę biegnącą w moim kierunku.
- Katie! - słyszałam jej nawoływanie, które nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Po chwili znajdowałam się w jej ramionach - gdzie by.łaś? Nic ci się nie stało? - od razu zasypała mnie chmarą pytań.
- Mamo... nic mi nie jest. Zasiedziałam się u koleżanki i nie chciałam wracać po ciemku, więc u niej przenocowałam - próbowałam wybrnąć z sytułacji.
- Ale dlaczego nie odbierasz telefonu?! - nie przestawała pytać. Złapałam się za kieszeń i dopiero teraz spostrzegłam, że jest ona pusta. Telefonu nie ma.
- Musiał się rozładować - wypaliłam po czym powiedziałam jeszcze coś w stylu ,,sory'' i ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Zanim mama zdążyła wejść do salonu otworzyłam barek i wyciągnęłam z niego butelkę whisky. Schowałam ją pod bluzę i już po chwili zamknęłam się w swoim pokoju.
  Wyjęłam z szuflady jedną ze swoich ostrych żyletek i byłam gotowa by zrobić to w czym jestem najlepsza. Ból mnie uspokajał; po moich dłoniach zaczęły spływać strugi krwi
  Zachłannie upiłam łyk whisky patrząc jak pościel, na której siedziałam powoli zabarwiała się na czerwono. Nagle usłyszałam czyjeś pukanie do drzwi.
- Kate otwórz! Dzwoni Kimberlie - oznajmiła rodzicielka po czym szarpnęła za klamkę. Na daremnie drzwi były zakluczone.
- To jak dzwoni na twój telefon to chyba do ciebie - rzuciłam.
- Do ciebie! Nie odbierasz swojej komórki - całkiem zapomniałam, że ją zgubiłam. Podeszłam więc do drzwi i je uchyliłam. Przez szparę w drzwiach wzięłam telefon i z powrotem zamknęłam się w swoim świecie.
- Halo? - rzekłam do słuchawki mając nadzieję, że przyjaciółka jeszcze jest po drugiej stronie.
- Katie! Czemu nie odbierasz?! Martwiłam się - od razu usłyszałam paniczny krzyk brunetki.
- Tak jak cała reszta... Nie panikuj, zgubiłam telefon. Co chciałaś? - próbowałam uspokoić przyjaciółkę choć sama byłam w nie najlepszym stanie
- Co chciałam?! CO CHCIAŁAM?! Dobrze wiesz co się wczoraj stało! Musimy pogadać! - stanowczo oznajmiła.
  Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Ucichłam na chwile nadsłuchując kto taki mógł nas odwiedzić.
- Katie? Halo? - cały czas dało się usłyszeć nawoływanie Kimberlie.
- Dobra, muszę kończyć! Pogadamy później. Pa! - rzuciłam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Miałam zamiar położyć się spać ale usłyszałam ponowne pukanie do drzwi. Mimowolnie wstałam i otworzyłam je. Jakie było moje zdziwienie gdy na korytarzu zobaczyłam....
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: No w końcu jakoś udało mi się przepisać ten rozdział.. xP Nie mogę uwierzyć, że mam 88 wejść w ciągu dwóch dni!! Tylko kochani - mała prośba - jeśli przeczytaliście rozdział to prosiłabym o komentarz.. bo nie wiem czy wam się podoba, czy nie? Pisać dalej?
Następny rozdział pojawi się najpóźniej w poniedziałek. Chciałam jeszcze podziękować mojej siostrze Paulinie za podsunięcie pomysłu ;) zapraszam też na jej bloga --> http://takeyoutoanotherworld-1d.blogspot.com/
I zdjątko dla cb kochanie:
(Sama rysowałam! <3 )


2 komentarze:

  1. Siemka!! Dziś wpadłam na twojego bloga i muszę przyznać ciekawie się zapowiada :) Czekam na kolejny rozdział i...
    ... CUDNIE RYSUJESZ!!! OMG fiuhsufhugfhusdhujdh *o* *o* *o*
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ;) chce 3 ;!! <3 bardzo mi się podoba i śliczny rysunek ;) cieszę się ze nasz tobie się też podoba ;P zapraszamy cie byś dalej go czytała

    http://last-first-kiss-niall.blogspot.com/2013/07/prolog.html

    OdpowiedzUsuń