- Cześć kochanie - usłyszałam głos mojego chłopaka. Powoli uchyliłam powieki. Jak zwykle Jasper siedział tuż obok mnie. Byłam z nim bardzo szczęśliwa.
- Dzień dobry - odpowiedziałam, po czym usiadłam na łóżku i pocałowałam go w policzek - mamy jakieś plany na dzisiaj? - zapytałam z zaciekawieniem. Na jego twarzy pojawił się grymas - co się stało?
- Nic takiego. Po prostu dzisiaj jadę do Dover. Mój znajomy wpada na kila dni. Muszę po niego pojechać - mocno wzdychną po czym wstał i oparł się o ścianę.
- Szkoda... ale zdążymy jeszcze wyskoczyć razem na miasto?
- Jasne! Skoczę tylko do domu po portfel
Miałam trochę czasu na to by się trochę ogarnąć. Ubrałam bluzkę z napisem 'LOVE' , krótkie spodenki i moje ulubione czarne sandały. Rozczesałam i wyprostowałam włosy. Jeszcze tylko lekki makijaż i gotowe
Po kilkunastu minutach mogliśmy już wyruszyć do galerii. na miejscu zjedliśmy po hot dogu i ogólnie miło spędziliśmy czas.
Około 13:00 Jasper musiał już wracać więc pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Reszta dnia minęła jak zwykle nudno i smętnie. Przed 19:00 postanowiłam jeszcze trochę pobiegać. szybko zeszłam na dół i ubrałam swoje adidasy. Wyszłam przed dom i ruszyłam w drogę.
Po kilkunastu minutach dobiegłam do parku. Usiadłam na chwilę na ławkę aby dać odpocząć swojemu ciału. Z każdej strony dobiegał do mnie zapach kwiatów rosnących nieopodal. Przypomniało mi się jak pierwszy raz spotkałam tu Jaspera. Zerwał mi różę z klombu, na który teraz właśnie spoglądałam. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej odebrałam go.
- Halo? Kate? - usłyszałam zdenerwowany głos mamy
- Tak? Coś się stało?
- Kochanie... tylko się nie denerwuj, ale musisz szybko wracać do domu - tłumaczyła jakby przez łzy.
- Dlaczego?! Co się... - nie zdążyłam dokończyć.
- Jasper miał wypadek. Jedziemy do szpitala - nie czekając na dalsze wyjaśnienia rozłączyłam się i ruszyłam w kierunku domu. Biegłam tak szybko jak się dało. Nie wiem nawet co działo się wtedy w mojej gowie. Była zszokowana. W kilka minut dotarłam pod dom. Mama czekała już na mnie w samochodzie. Szybko do niego wsiadłąm i z piskiem opon ruszyłyśmy do szpitala. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Co teraz będzie? Co jeśli stało mu się coś poważnego? Ta niewiedza rozrywała mnie od środka.
Gdy tylko dotarliśmy pod szpital w mgnieniu oka wyskoczyła z auta i pobiegłam w kierunku recepcji.
- Gdzie leży Jasper Swan? - spytałam recepcjonistki zniecierpliwiona i załamana
- Sala dwieście siedem - odparła kobieta
Jej wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego. Czym prędzej ruszyłam w kierunku sali mojego chłopaka. Gdy tam dotarłam nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przez szybę w drzwiach dostrzegłam chmarę lekarzy reanimujących zakrwawionego Jaspera. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie, pełne bólu łzy. Dlaczego on?! Po chwili z sali wyszła jakaś pielęgniarka.
- Tu nie wolno wchodzić. Proszę poczekać tam - wskazała na poczekalnie i odeszła.
Opadłam bezradnie na kolana . Pozostało mi się modlić... Przecież mieliśmy spędzić całe życie razem... co ja teraz zrobię...? Poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach. To mama - podnisła mnie i zaprowadziła do poczekalni. Usiadłam na krzesełku w kącie i pogrążyłam się w cichym ubolewaniu. Po chwili do sali weszli rodzice Jaspera. Nic się nie odezwali. Atmosfera była nie do zniesienia. 15 minut później stało się coś czego bałam się najbardziej...
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy... przykro mi... - słowa lekarza na zawsze utkwiły w mojej głowie...
---------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Mam nadzieję że się podobało i z czasem będzie was coraz więcej. Nie wiem jeszcze kiedy dodam pierwszy rozdział. Postaram się jak najprędzej ;) Macie tutaj słodkiego Harry'ego <3 http://24.media.tumblr.com/tumblr_me9gqc3guy1ra6breo1_500.gif
Fajnie <3
OdpowiedzUsuńI LIKE IT <3
Fajnie piszesz :> Trochę błędów ortograficznych jest, jednak mało. Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej. <3
OdpowiedzUsuń