środa, 17 lipca 2013

Rozdział czwarty.

 Usiadłam na chodniku i rozpłakałam się... Co teraz będzie? Miałam mentlik w głowie. Tyle problemów i do tego utrata dachu nad głową. Moje myśli sprowadzały się do jednego - skończyć ze sobą - tylko jak?
- Może w czymś pomóc? - do moich uszu dotarło pytanie - gdzie się wybierasz? - obok mnie pojawił się Stan.
- Nie jestem już twoją sąsiadką znad przeciwka - oznajmiłam czując wielki żal do całego świata.
- Jeśli już nie jesteś moją sąsiadką to może miałabyś ochotę zostać moją lokatorką? - oświadczył brunet, a kąciki jego ust powędrowały w górę.
- Nie żartuj sobie. Właśnie przeżywam dramat.
- Ale ja nie żartuję. Serio, mogłabyś pomieszkać u mnie przez te kilka dni, puki nie znajdziesz czegoś na stałe  - przykucnął obok mnie i objął ramieniem - pogadam tylko z mamą ale raczej nie będzie miała nic przeciwko.
- Serio gadasz? - spojrzałam w jego oczy próbując się uśmiechnąć.
- Serio. Chodź! - brunet złapał mnie za rękę i pomógł wstać. Wziął moją torbę i ruszyliśmy do jego domu.

- Poczekaj tu. Pogadam z mamą - gdy już weszliśmy do ganku oznajmił i zniknął.
 Do czego to doszło.. Będę mieszkać ze Stan'em. Dziwne uczucie. Nie byłam pewna czy tak naprawdę to dobre rozwązanie.
- Jest lajcik! Chodź, pokażę Ci twój pokój - Stan już po chwili zaciągnął mnie na górę do mojego nowego lokum.
 Jedno dwuosobowe łóżko, szafa i biurko - tyle musiało mi wystarczyć na te kilka dni.
- Dziękuję! Nie wiem jak ci się odwdzięczyć.
- Wystarczy, że nie zrobił mi tu bałaganu. Nienawidzę sprzątać! - rzekł po czym z jego ust wydobyło się coś w rodzaju śmiechu.
- Nie martw się - klepnęłam chłopaka po ramieniu..
- Coś mała ta torba. Wydaje mi się, że nie zmieściłaś tam komputera - miał całkowitą rację. Komputera stacjonarnego przecież nie mogłam zabrać: a laptop, który został w domu należał  do mojego taty.
- Jakoś sobie poradzę...
- No OK. Ja na razie spadam. Możesz się rozgościć - rzucił i zniknął za drzwiami.
 Tyle się dzisiaj wydarzyło... Nie miałam ochoty myśleć nawet o tym co czuje teraz moja mama. wracać do szkoły? W żadnym wypadku! Moje rozmyślania przerwał przychodzący SMS :
,,Nie mam ochoty do ciebie dzwonić. wiedz tylko, że jeszcze się z tobą rozprawię.'' - napisał moja rodzicielka.
 Popatrzyłam z wyrzutem na ekran po czym wyłączyłam telefon i rozpakowałam torbę.

 Już 20:00?! Momentalnie zerwałam się z łóżka,  na którym odpoczywałam. Wzięłam piżamę i ruszyłam w poszukiwaniu łazienki. Po kilku sekundach znalazłam ją na samym końcu korytarza. Zrobiłam to co trzeba by chwilę później wylądować pod ciepłą kołdrą i zapaść w błogi sen..

 - Wstawaj śpioszku...- usłyszałam czyj męski głos. Uchyliłam powieki i to co zobaczyłam było kompletnie nie do przyjęcia. Siedział koło mnie... LOUIS TOMLINOSON!
- Co? Która godzina? Co ty tu robisz? - usiadłam obok niego zasypując go masą pytań.
- Jest 10:15. Wstawaj, śniadanie czeka... kochanie - uśmiechnął się muskając mój policzek.
- Kochanie? Od kiedy my... - nie zdążyłam dokończyć przysłuchując się muzyce, którą właśnie usłyszałam. Mój budzik?
 Otworzyłam oczy i ponownie zerwałam się z łóżka. Pokój był pusty. Na szczęście to był tylko sen... Szybko się ubrałam, uczesałam i zeszłam na dół.
- Dzień dobry - kobieta, za pewne mama Stan'a, przywitała się ze mną.
- Witam.
- Zjesz coś? - zapytała blondynka.
- Nie wiem... - na moją twarz wlazł grymas.
- Chodź! Zrobiłam tosty - przywołała mnie kiwając głową. Dosiadłam się więc do stołu... - rozmawiałam z twoją mamą. Powiedziała, że masz ją powiadomić gdy zmienisz nocleg.
- Przepraszam. Robię tylko kłopot. Może będzie lepiej jak jeszcze dzisiaj stąd zniknę - oznajmiłam z wyrzutem.
- Ależ nie masz co przepraszać. Możesz zostać ile chcesz - poinformowała mnie z uśmiechem na twarzy.
- Dzień Dobry - do kuchni wparował Stan - co dzisiaj robimy?- chwycił za jednego tosta pytając.
- Cześć. Ty nie w szkole?
- Jakoś źle się czuję... - spoglądał na swoją rodzicielkę, a mina momentalnie mu zżadła. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że udaje.
- Mniejsza o to... pytałeś co robimy. Ja pewnie będę szukać jakiegoś dachu nad głową. Chyba zadzwonię do  Kim - powiedziałam bardziej do siebie.
- Daj spokój! Ja się tym zajmę. A poza tym przecież Cię stąd nie wyganiamy - pocieszał mnie brunet.
- Jak już tak nalegasz... w takim razie możemy gdzieś się później przejść - rzekłam z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
 Dokończyłam śniadanie i wróciłam do swojego pokoju. Siedząc samotnie w czterech ścianach moje myśli sprowadziły się do Jasper'a. Gdyby nie umarł... Nagle przypomniał mi się chłopak, z którym czatowałam. Niejaki Jasper. Dlaczego akurat miał tak samo na imię jak mój chłopak? Dziwne... Pewnie tylko dlatego rozpoczęłam z nim konwersację... ,,So get out, get out, get out of my head!" - usłyszałam mój dzwoniący telefon. Dopiero teraz skojarzyłam sobie, że Kim ustawiła mi tą piosenką na dźwięk dzwonka. ONE DIRECTION - znowu. Odebrałam SMS'a :
,,Hej! W końcu znalazłam czas by do ciebie napisać :) " - to od Jasper'a. Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam: ,,No siema :)"
 Nasza rozmowa trwała dość długo. Debatowaliśmy o różnych rzeczach. Między innymi zapytałam go czy naprawdę ma na imię Jasper, czy to tylko nick na czacie. Nie mogłam się powstrzymać. Odpowiedział, że to jego nick, ale prawdziwego imienia jeszcze nie zdradzi. Zastanawiałam się o co w tym wszystkim może chodzić...
 Ani się obejrzałam a była już 14:00. Byłam pewna, że za chwilę do pokoju wpadnie Stan i wyciągnie mnie do galerii. Nie myliłam się.
 Tym razem poszliśmy do Nando's. Zamówiliśmy sobie po porcji frytek. Czekając na nasze jedzenie stało się coś czego się nie spodziewałam...
- No witam... wiatm - Tommo znowu dziwnym trafem na nas wpadł.
- Stary! Czy to jakiś przypadek?! - odpowiedział przyjacielowi Stan.
- To ja idę do toalety... - oznajmiłam po  czym wstał i ruszyłam w kierunku drzwi z napisem 'WC'. Z dziwnej nie znanej mi przyczyny przy tym gwiazdorze czułam się onieśmielająco. To chyba przez ten sen... Nie wiem...

- Tomlinson już poszedł? - zapytałam przyjaciela po powrocie z toalety.
- Tak... obgadaliśmy jedną sprawę. Ale musiał już się zwijać. Rozumiesz - sława. Brak czasu - tłumaczył brunet.
- Ta.. a jaką sprawę obgadaliście jeśli można wiedzieć?
- Wiesz, gadałem z nim już wczoraj... o tym twoim... noclegu i... - przerwał.
- z NIM gadałeś - zerwałam się z krzesła - oszalałeś?!
- Spokojnie... daj dokończyć. No i dzisaj... znalazł nocleg w sam raz dla ciebie! - oświadczył.
- Co za zaszczyt. Będę mieszkać w pokoju załatwionym specjalnie dla mnie przez samego Louis'a Tomlinsona! Ja cię pierdzielę! - wyplułam sarkastycznie.
- Ok. Ok. pozwól, że dokończę - rzekł a ja z powrotem rozsiadłam się na krześle przy stoliku.
- Dobra. To gdzie miałabym mieszkać?
- No nie wiem czy ci się to spodoba, ale... Lou zaprasza Cię do siebie -oznajmił. Poczułam jak włosy stają mi dęba.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Nareszcie! Już mi się guziki plątały od tego pisania ;) Macie czwarty rozdział !!! Podoba się?
... nie wiem co dalej pisać :D Dziękuję wam za te 250 wyświetleń!!! <3 Kocham was *-* Pojawili się też nowi członkowie których serdecznie witam <3
Mogę was zasypać resztą moich rysunków???
Zapraszam do komentowania !!! Enjoy! xx

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział <3
    Czekam na kolejny !

    http://closertotheedge1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie powiem chciałabym mieć taki sen <3 XD
    A co do rysunków to jasne, że TAK !!!!
    Naprawdę masz talent ;3
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział~! Pozdrawiam i czekam na więcej :)

    http://black-hearts-pirates.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń