- Ekhemm... powinniśmy już jechać - powiedział Louis gdy byliśmy już od siebie w bezpiecznej odległości. Nie ukrywam, że sytuacja stała się niezręczna.
Brunet raptownie wstał z łóżka, chwycił torbę i poszedł na dół. Ja zostałam u siebie kompletnie zszokowana tym co się przed chwila stało. Po kilku chwilach otrząsnęłam się i pobiegłam do salonu. Tommo już tam na mnie czekał. Bez słowa opuściliśmy dom i wsiedliśmy do auta. Tak jak podejrzewałam - droga nie obeszła się bez milczenia.
Dopiero w jej połowie zebrałam się żeby się odezwać.
- Louis, ja...
- Nie to ja przepraszam - Tomlinson przerwał mi - nie powinienem tak pochopnie postępywać - tłumaczył.
- A czy to coś zmieni?
- Mam nadzieję, że nie.
I znowu cisza. Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy a jednak czułam, ze jeszcze coś jest nie tak.
W końcu dotarliśmy do Doncaster. Louis zaparkował przed domem i bez żadnego entuzjazmu wysiadł z samochodu. Było mi strasznie głupio. Powiedział, że ten pocałunek nic nie zmieni, a według mnie zmienił dużo... Postanowiłam uczynić to samo co on. Wzięłam torbę i ruszyłam do mojego nowego domu.
W środku było pięknie. Nie mówię, że to jakaś willa czy coś, ale na pewno było tam ładniej niż w moim domu rodzinnym..
- Cześć! Jestem Lottie - przedstawiając się jedna z sióstr Louis'a podeszła do mnie.
- Katie - odparłam z uśmiechem.
- Chodź, pokażę ci twój pokój - oznajmiła dziewczyna łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
Obie weszłyśmy do ogromnego pomieszczenia. Na środku stało wielkie dwuosobowe łóżko, a zaraz obok kremowy stolik nocny. Po prawej stronie pokoju znajdowało się wielkie okno, a tuż obok duża szafa. Zdziwiłam się gdy przy samym wejściu zobaczyłam biurko, na którym leżał laptop.
- Na serio TU będe mieszkać? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak. A czego się spodziewałaś? - odparła pytaniem Lottie
- Nie no, podoba mi się, ale trochę się boję żebym czegoś nie zepsuła - rzekłam w żarcie siadając na łóżku - A gdzie Louis?
- Nie wiem. Zapewne w swoim pokoju.. - odparła dziewczyna usadowiając się obok mnie - wszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym co zrobiła Eleanor. Mogła mu powiedzieć od razu, może jeszcze by to naprawili. A teraz? - tłumaczyła dziewczyna.
- Mogłabym jakoś pomóc?
- Jemu chyba wystarczy, że jesteś. Powiem co coś... - przysunęłam się bliżej mnie - on cię BARDZO polubił. To widać - oznajmiła szeptem z zawadiackim uśmiechem na twarzy po czym wyszła z pokoju.
Co Lottie miała na myśli mówiąc, że Louis mnie polubił? To wszystko było bardzo dziwne.. Wstałam i rozpoczęłam swoje rozpakowywanie. Wtedy do pokoju zawitał Tommo.
- Jak ci się podoba? - zapytał próbując zamaskować swoje nieszczęście.
- Jest nieziemsko. Naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć! - byłam wniebowzięta.
- Katie... wiesz, że musimy pogadać - nagle udawane szczęście znikło z jego twarzy i stał się bardziej poważny.
- Wiem...- usiadłam z powrotem na łóżku i Tomlinson zrobił to samo
- Mam teraz dużo problemów i nie chciałbym żeby relacja z tobą stała się kolejnym - tłumaczył brunet.
- Ja też tego nie chcę...
- A jeśli chodzi o ten pocałunek to... ja naprawdę przepraszam.
- Oj! Nie przejmuj się już! Przecież to tylko zwykły pocałunek - pocieszałam go.
- To między nami wszystko ok?
- Ok - uśmiechnęłam się.
- Za chwilę będę się zrywał. Muszę jechać do Eleanor - stwierdził Louis wstając z łóżka.
- Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni.
- Pa - Tomlinson przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł
Spojrzałam na zegarek - było ok 18:00. Rozpakowywanie zajęło mi jeszcze jakieś pół godziny. Potem zeszłam na dół na kolację. Rodzina Louis'a jest taka miła. Bardzo przyjemnie spędziłam z nimi ten wieczór.
Około 20 byłam już gotowa na sen. Gdzieś tak w środku nocy obudziły mnie głośnie trzaski. Otworzyłam leniwie oczy i wtedy spostrzegłam, że za oknem rozszalała się burza. Okropnie się przestraszyłam i szybko zapaliłam lampkę nocną. Nie mogłam już potem zasnąć. Strasznie boję się burz. Nagle usłyszałam jak drzwi otwierają się. Do pokoju wszedł Louis w samych bokserkach.
- Miałem nadzieję, że śpisz... - oznajmił szeptem.
- W takiej chwili to ja jestem tylko narażona na zawał. Żadne spanie mi w głowie. A ty co tu robisz?
- Nie mam gdzie spać. W moim pokoju przecieka sufit - rzekł brunet kładąc się obok mnie.
- Przecieka sufit? Serio? Myślisz, że się na to nabiorę - ironicznie zapytałam Tomlinsona.
- No tak! Mój pokój już od dawna ma iść do remontu - tłumaczył Tommo. Nie wiem dlaczego ale jakoś nie chciało mi się mu wierzyć.
- Do remontu powiadasz...? - droczyłam się z nim.
- Oj, już przestań! Idziemy spać - stwierdził Lou gasząc lampkę nocną. Położyłam się więc u jego boku. Brunet objął mnie swoimi ramionami. Dziwne uczucie. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. Nie bałam się już żadnej burzy. Po paru chwilach zasnęłam.
Rano ze snu wyrwało mnie coś mokrego... to nie było miłe uczucie. Otworzyłam oczy i przed sobą zauważyłam dużego kudłatego psa. Leżał na moim brzuchu.
- Ted! Złaź z niej! - do pokoju wpadł Tommo skandując zwierzaka.
- Co to miało być - zapytałam żartem siadając na łóżku.
- Sory za niego. Daisy jeszcze go nie wytresowała - tłumaczył brunet głaszcząc owczarka po grzbiecie.
- Ale jest słodki.
- To prawda.
- A jak tam z Eleanor? - zaciekawiona spytałam się jednocześnie stając się poważną.
- Uznaliśmy, że... to znaczy ja uznałem, że chcę się upewnić czy to moje dziecko - opowiadał Louis.
- A jeśli jest twoje? - byłam lekko zaniepokojona.
- A jeśli jest moje to na pewno nie wrócę do Calder - stwierdził z uśmiechem.
- Będzie dobrze! - pocieszałam Tomlinsona.
- Przecież wiem - wstając oświadczył - muszę jeszcze się spakować. O 12 mam lot do USA. Wracam z chłopakami na trasę - powiedział brunet.
- A kiedy wrócisz? - zapytałam.
- No... poniedziałek w prawdzie mam wolny i zastanawiam się czy przyjechać. Ale tak na 100 % na dłużej przyjadę za tydzień w sobotę - tłumaczył Lou.
- Co ja będe tu robić bez ciebie? - tylko troszkę udawałam zmartwioną.
- Masz Lottie, Fizzy i bliźniaczki no i jest jeszcze Ted - uśmiechnął się wskazując na łaciatego psa przyglądającego się naszej rozmowie - a poza tym nie jesteś tu zamknięta na klucz.
- Nie jestem... ale gdzie pójdę bez pieniędzy?
- O to się nie martw. Pożyczę ci trochę - rzekł brunet sięgając do kieszeni po portfel.
- Przestań! Zrobiłeś już dla mnie zbyt wiele... - postanowiłam sprzeciwić się jego 'pożyczce'.
- Nie marudź! Tylko bierz!
- Nie.
- Bierz, bo się zaraz rozmyślę - stanowczo dał mi do zrozumienia, że więcej odmowy nie przyjmie.
- No dobra, ale jak znajdę pracę to oddam ci wszystko co do grosza - oświadczyłam niechętnie biorąc gotówkę.
- Dobra, dobra... ja już spadam - rzekł Tomlinson i wyszedł z pokoju.
O reszcie dnia nie ma co opowiadać. Miło spędziłam czas z Lottie. Z nią dogadywałam się najlepiej. Wyszłyśmy razem na zakupy i takietam...
Wieczorem porozmawiałam trochę z 'Jasperem' i umówiał się z nim na poniedziałek o 20:00 w Starbuck'sie.
-----------------------------------------------------------------------------
Od autorki: Rozdział tak późno, bo przez ten cały tydzień zastanawiał się czy go dodać...
Naprawdę bardzo dziękuję tej jednej osobie która skomentowała poprzedni rozdział. Z notki na notkę jest was coraz mniej - dlaczego?
A tak poza tym to GORĄCOOO *O* ...!
I na koniec taka prośba - jeśli przeczytasz to skomentuj... naprawdę zależy mi na tym <3
Czasami zastanawiam się czy nie przerwać pisania.. ;//
A tak na koniec przedstawiam wam moją tapetę *O* .!

świetny blog , tak mnie wciągnął że dziś przeczytałam wszystkie rozdziały. ; D Przy okazji zapraszamy do nas : http://l0ve1d.blog.pl/ :)
OdpowiedzUsuńHej. Przepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziału ale nie było mnie w tedy w domu ;/
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo fajny ;3
Nie przerywaj naprawdę fajnie piszesz ;)
Pozdrawiam ;*
PS. Świetna tapeta *O*